Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Strzelanina w Madrycie, falstart Arsenalu i Atletico

Strzelanina w Madrycie, falstart Arsenalu i Atletico

Piłka nożna | 17 września 2014 00:40 | Mateusz Dziopa
Real rozgromił Basel 5-1
fot. Oficjalny profil Facebook FC Basel
Real rozgromił Basel 5-1

Pierwsze emocje związane z fazą grupową Ligi Mistrzów za nami. W każdym z wtorkowych spotkań padł przynajmniej jeden gol.


Naszą podróż po europejskich boiskach zaczniemy w Portugalii. W pierwszej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów Benfica podejmowała rosyjski Zenit. Wynik otworzył już w 5.minucie Hulk. Brazylijczyk wykorzystał świetne podanie Shatova i w pojedynku 1 na 1 nie dał szans Arturowi. W 17.minucie bramkarz gospodarzy znów się nie popisał – popełnił faul przed polem bramkowym, przez co musiał opuścić boisko. Zenit starał się wykorzystać grę w przewadze, jednak bardzo dobrze interweniował Lopes, który wszedł w miejsce Taliski. W 21.minucie Danny dośrodkował z rzutu rożnego, piłkę głową uderzył Witsel, a instyktowną obroną popisał się wspomniany Lopes. Bramkarz gospodarzy ruszył jednak do piłki minimalnie za późno. W momencie interwencji znajdowała się ona już za linią bramkową. W dalszej części meczu oba zespoły starały się zdobyć gola, jednak próby te cechowały się brakiem skuteczności. Benfica niespodziewanie przegrała u siebie z Zenitem 0-2.


Na pewno wiele osób zna żart, w którym Einstein pyta się księdza o to czy Bóg jest wszechmocny. Ksiądz zapewnia fizyka, że tak. Kawał kończy się pytaniem Einsteina czy w takim razie Bóg może stworzyć kamień którego nie uniesie. Mam wrażenie, że takim kamieniem jest solidna obrona Arsenalu. Przeciętny śmiertelnik nie jest w stanie jej sobie wyobrazić i z pewnością ten stan jeszcze trochę potrwa, co pokazał mecz Kanonierów w Dortmundzie z miejscową Borussią. Gospodarze nie zamierzali cofnąć się do obrony, co udowadniali od pierwszych minut. Przez pierwszy kwadrans gry podopieczni Arsene Wengera nie potrafili nawet opuścić swojej połowy. Ukoronowaniem akcji ofensywnych Borussi była bramka po solowym rajdzie Immobile w 44.minucie. Wydawać by się mogło, że 15 minut to sporo na przemyślenie swojej postawy. Dla Kanonierów było to za mało, ponieważ zaraz po przerwie defensywa gości została w dziecinny sposób rozbrojona, a Aubameyang, po fenomenalnym podaniu Groβkreutza, minął Szczęsnego i podwyższył wynik na 2-0. Arsenal zaliczył falstart gubiąc punkty już w pierwszym meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów. Więcej o starciu tych dwóch drużyn pisze Sebastian Ibron.


Po krótkiej wizycie w Niemczech wracamy na południe. Tym razem jednak pokierujemy się bardziej na wschód. W Stambule miejscowe Galatasaray podejmowało belgijski Anderlecht. Kibice w Turcji długo musieli czekać na gole. Pierwszy z nich padł dopiero w 52.minucie, po indywidualnej akcji Praeta. Belg okiwał dwóch rywali i strzelił w światło bramki. Piłka trafiła w słupek, po czym wtoczyła się do bramki. Kiedy kibice Galatasaray tracili już nadzieję, ich ulubieńcy doprowadzili do remisu. W 91.minucie Chedjou minął obrońcę Anderlechtu i spod linii końcowej boiska dograł do Buraka Yilmaza, a ten strzelił obok bezradnego bramkarza gości. 1-1, choć mam wrażenie, że Turcy liczyli na wygraną w meczu przeciwko Anderlechtowi.


Podobnie jak Anderlecht, Malmo musiało przebyć długą drogę na swój pierwszy mecz w tegorocznej Lidze Mistrzów. Rywalem szwedzkiej ekipy był Juventus Turyn. Przed meczem chyba większość fanów futbolu obstawiała zwycięstwo gospodarzy. Zanosiło się na nie już od pierwszych minut. Włochom brakowało jednak skuteczności – pudłowali Asamoah i Tevez. Oboje jednak mieli spory wkład w wygraną Juventusu. W 52.minucie Argentyńczyk podał do Asamoah, a ten odegrał piętką. Tevezowi nie pozostało wówczas nic innego jak pokonanie bramkarza gości. Napastnik umieścił piłkę w siatce i dał Juventusowi prowadzenie. Kropka nad „i” została postawiona w 90.minucie. Strzelcem znów Tevez, jednak tym razem Argentyńczyk popisał się uderzeniem z rzutu wolnego.


Pozornie łatwe zadanie miał Liverpool. The Reds podejmowali u siebie drużyę Ludogorets Razgrad. Podopieczni Rodgersa długo się jednak męczyli z rywalami i niewiele brakowało, by mecz zakończył się remisem. Strzelanie rozpoczął dopiero w 81.minucie Mario Balotelli. Włoch wykorzystał dośrodkowanie Moreno, uwolnił się spod opieki obrońców i zdobył gola na 1-0. W 91.minucie odpowiedzieli goście. Daniel Abalo okazał się szybszy niż obrona Liverpoolu i w sytuacji 1 na 1 pokonał Mignoleta. Chwilę później 3 punkty dla Liverpoolu uratował Steven Gerrard, który wykorzystał rzut karny. Gospodarze wygrali 2-1, ale patrząc na styl, można mieć sporo do życzenia.


Ciekawie zapowiadało się starcie Monaco z Bayerem Leverkusen. W pierwszej połowie to goście mieli przewagę. Cóż jednak z tego jeśli nie potrafili zdobyć gola? Najlepszą sytuację zmarnował Bellarabi. Zawodnik Bayeru w sytuacji 1 na 1 uderzył bardzo niecelnie i piłka poleciała daleko od bramki. Pierwszą i jak się później okazało, jedyną bramkę w tym meczu zdobył Joao Moutinho. Portugalczyk wbiegając w pole karne dostał piłkę od Berbatova i zdobył bramkę. W barwach Bayeru pełne 90 minut rozegrał Sebastian Boenisch. Polak dostał żółtą kartkę w 65.minucie meczu.


Jeżeli jesteśmy przy nieskuteczności to nie sposób nie wspomnieć o wyczynie Atletico w wyjazdowym meczu przeciwko Olympiakosowi Pireus. Hiszpanie, pomimo 20 prób pokonania bramkarza, ulegli gospodarzom 3-2. Wynik otworzył w 13.minucie Masuaku. Zawodnik Olympiakosu nie dał szans bramkarzowi Atletico, umieszczając piłkę obok słupka. W 31.minucie było już 2-0. Tym razem Jimenez wraz z obroną gości musiał uznać wyższość Affelaya. Atletico jeszcze przed przerwą zdobyło bramkę kontaktową- strzelcem gola był Mario Mandzukić. Po przerwie goście postanowili doprowadzić do remisu. Byli jednak nieskuteczni, co zemściło się w 73.minucie. Gola dla Greków zdobył Mitroglou. Rozmiar porażki zmniejszył Griezmann w 84.minucie. Olympiakos pokonał 3-2 Atletico, co jest sporą niespodzianką w pierwszej kolejsce fazy grupowej Ligi Mistrzów.


Największe strzelanie tego wieczoru miało miejsce w Madrycie. Real na Santiago Bernabeu mierzył się ze szwajcarskim Basel. Hiszpanie byli zdecydowanym faworytem tego spotkania, co udowodnili wygrywając 5-1. Pierwszego gola zdobył zawodnik Basel – Suchy na tyle niefortunnie interweniował przy zagraniu Kroosa, że piłka znalazła się w siatce i Real objął prowadzenie. Pomiędzy 30 a 40 minutą spotkania kibice oglądali aż 4 bramki. Najpierw, w 30.minucie, bramkę na 2-0 strzelił Bale. Walijczyk pięknie przelobował bramkarza gości i wpakował piłkę do pustej bramki. Minutę później na 3-0 podwyższył Cristiano Ronaldo. W 37.minucie było już 4-0. Na listę strzelców wpisał się James Rodriguez. Minutę później honorowego gola strzelili Szwajcarzy. Ładnym uderzeniem z dystansu popisał się Gonzalez. Wynik ustalił w 74.minucie Karim Benzema. Francuz wykorzystał podanie Cristiano Ronaldo i pokonał bramkarza posyłając piłkę tuż pod poprzeczką. Real wygrał 5-1, ale brawa należą się także drużynie Basel. Szwajcarzy nie cofnęli się do obrony i próbowali atakować.

 

MATEUSZ DZIOPA
TWITTER- @Mateusz_Dziopa
 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)