Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Legia zrobiła swoje, ale ma co poprawić. Lokeren tylko rozgrzewką przed walką o awans

Legia zrobiła swoje, ale ma co poprawić. Lokeren tylko rozgrzewką przed walką o awans

Piłka nożna | 19 września 2014 00:21 | Przemysław Drewniak
W meczu z Lokeren Michał Kucharczyk pokazał się z bardzo dobrej strony
fot. x-news
W meczu z Lokeren Michał Kucharczyk pokazał się z bardzo dobrej strony

Plan minimum wykonany – w pierwszym meczu fazy grupowej Ligi Europy Legia Warszawa sięgnęła po bardzo ważną wygraną, pokonując u siebie 1:0 belgijskie Lokeren. Dokonała więc tego, na co rok temu drużyna prowadzona przez Jana Urbana potrzebowała aż sześciu spotkań. W jej grze nie zabrakło jednak mankamentów, a w dodatku znów okazało się, że ofensywie uzależniona jest od Miroslava Radovicia.


Dla Legii zwycięstwo na inaugurację fazy zasadniczej Ligi Europy było obowiązkiem. Do Warszawy przyjechał teoretycznie najłatwiejszy do pokonania rywal w grupie, który w ostatnim sezonie zajął piąte miejsce w średniej lidze belgijskiej. I choć gospodarze mieli w tym spotkaniu swoje słabsze momenty, to nie podlegało dyskusji, że to po ich stronie leży większa jakość gry.


Skoro mistrzowie Polski zaczęli rywalizację w Lidze Europy od zwycięstwa, to zacznijmy od pozytywów. Z pewnością należy pochwalić grę w defensywie, bo to gra tej formacji była po ostatnich meczach ligowych największym powodem do zmartwień dla Henninga Berga. Choć wyprowadzanie piłki przez środkowych obrońców nie zawsze kończyło się powodzeniem, to jednak Jakub Rzeźniczak czy Dossa Junior nie popełnili w tym meczu poważniejszych błędów. Efekt? Lokeren przez 90 minut nie stworzyło sobie ani jednej klarownej okazji do strzelenia gola. Dusan Kuciak musiał się wykazać tylko w prostszych sytuacjach, przy których spisywał się bez zarzutu.


W czwartkowy wieczór Legia nie była orkiestrą, której instrumenty tworzyły płynną, doskonale zgraną melodię. Miała swoje lepsze i gorsze momenty, ale na jej szczęście tych drugich Lokeren nie potrafiło wykorzystać. Najczęstszą metodą warszawian na przedostanie się pod bramkę Belgów była długa piłka grana za plecy wysoko ustawionej linii obrony, a na takie podania czyhali zazwyczaj Michał Kucharczyk i Michał Żyro. Pierwszy z nich był jednym z najmocniejszych ogniw zespołu, zaś drugi ciągnął grę Legii przed przerwą, ale później właściwie zniknął z pola widzenia.


U Tomasza Jodłowca mogły się podobać próby zaskakujących prostopadłych podań do przodu. Właśnie po jednym z takich zagrań Legioniści strzelili jedyną bramkę, gdy do piłki na lewym skrzydle doszedł Kucharczyk i, co jeszcze kiedyś byłoby u niego nie do pomyślenia, zachował chłodną głowę i dokładnie dograł przed bramkę do Radovicia. Serb po raz kolejny pokazał, że można na niego liczyć. Wykorzystał jedyną stuprocentową okazję, a poza tym był waleczny, wdawał się w pojedynki z obrońcami Lokeren i znów udowodnił, że bez niego ofensywa mistrzów Polski ma się biednie.


Legia może się podobać wówczas, gdy ma okazję do wyprowadzania kontrataków. Dobre podania z głębi pola Jodłowca czy Vrdoljaka połączone z szybkością Żyry, Kucharczyka czy Radovicia to najczęstszy sposób, w jaki drużyna Henninga Berga potrafi zaskoczyć rywali. Gorzej, jeśli warszawianie muszą rozgrywać piłkę w ataku pozycyjnym – ma z tym problem prawie każdy polski zespół, a Legia nie stanowi tu wyjątku. Co prawda, gdy naprzeciw stoi Górnik Łęczna czy Korona Kielce, mistrzowie Polski potrafią wykazać się kreatywnością, ale wystarczy już rywal klasy Lokeren, by obnażyć ich słabości w tym względzie.


Nie zawsze zgadzam się z Kazimierzem Węgrzynem, ale podobnie jak on, mam wątpliwości co do ustawiania w ataku duetu Duda-Radović. Taki wariant doskonale sprawdza się w sytuacjach, gdy Legia stawia na grę z kontry, ale już w ataku pozycyjnym brakuje jej kreatywności w środku pola. Mniej więcej przez ostatnie 20 minut pierwszej połowy i do momentu strzelenia bramki, a więc w chwilach, w których Legia notowała przestoje, współpraca defensywnych pomocników z napastnikami niemal nie funkcjonowała. Chyba najsłabszy mecz spośród wszystkich ofensywnych piłkarzy Legii zaliczył Duda. Rzadko cofał się po piłkę, nie wychodziła mu współpraca z Radoviciem, a to przecież to on ma być tą iskrą w akcjach mistrzów Polski.


Na razie taktykę Berga bronią wyniki. Sądząc po jego niechęci do przeprowadzania zmian, w Trabzonie Legia docelowo zagra w takim samym zestawieniu. Wówczas zobaczymy, czy tak poukładany przez Norwega zespół potrafi zaprezentować się dobrze na tle silniejszego rywala. Przeciętne Lokeren stanowiło bowiem dla Legii tylko rozgrzewkę i szansę na podbudowanie pewności siebie. Walka o wyjście z grupy zacznie się w październiku.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)