Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Podbeskidzie zaniemogło, Górnik wrócił na zwycięski szlak

Podbeskidzie zaniemogło, Górnik wrócił na zwycięski szlak

Piłka nożna | 20 września 2014 23:33 | Przemysław Drewniak
Po meczach z Koroną i Górnikiem Leszek Ojrzyński nie ma powodów do uśmiechu
fot. x-news/T-Mobile Ekstraklasa
Po meczach z Koroną i Górnikiem Leszek Ojrzyński nie ma powodów do uśmiechu

To miał być mały hit 9. kolejki T-Mobile Ekstraklasy - podczas gdy wszyscy z niecierpliwością czekają na starcie z Wisły i Legii, stawką pojedynku Podbeskidzia z Górnikiem było miejsce na najniższym stopniu podium. Mecz w Bielsku-Białej pokazał, że tylko zespół Roberta Warzychy zasługuje na lokatę w ligowej czołówce. Zabrzanie w pełni zasłużenie sięgnęli po komplet punktów i udowodnili, że porażki ze Śląskiem i Piastem były bardziej wypadkami przy pracy, niż oznaką nadchodzącego kryzysu.


Zwycięstwo z Legią, po którym Podbeskidzie znalazło się na najwyższym w historii klubu czwartym miejscu w tabeli Ekstraklasy, najwyraźniej wypompowało z piłkarzy Leszka Ojrzyńskiego całą energię, którą imponowali w sierpniu. Fatalnie spisali się już w Kielcach przegrywając z ostatnią Koroną, ale wydawało się, że drugi raz z rzędu nie zagrają już równie słabo. A przeciwko Górnikowi zaprezentowali się jeszcze gorzej.


Co szwankowało? Po pierwsze – stałe fragmenty gry. Statystyki o tym nie mówią, ale śmiem twierdzić, że Podbeskidzie jest aktualnie najgorzej broniącą przy stałych fragmentach gry drużyną w Ekstraklasie. W spotkaniu z Legią bielszczanie zawdzięczali wygraną w dużej mierze temu, że przy dośrodkowaniach z rzutów wolnych i rożnych Dossa Junior nie kontrolował linii spalonego. Także w Kielcach „Górale” mieli szczęście, bo rywale dwukrotnie dochodzili w ten sposób do stuprocentowych okazji. Wnioski nie zostały wyciągnięte – wystarczyły 2 minuty, by z Górnikiem bielszczanie po krótko rozegranym rogu znów stracili gola.


Podbeskidzie miało jednak w tym meczu momenty, gdy potrafiło zepchnąć rywali do defensywy. Stało się tak kilka minut po pierwszym golu, a także na początku drugiej części gry, gdy grę gospodarzy w środku pola rozruszał nieco Anton Sloboda. „Górale” nie potrafili jednak wykorzystać momentów lepszej gry, bo brakowało im skuteczności. Chmiel w dwóch niezłych sytuacjach najpierw trafił w świetnie interweniującego Peskovicia, a później obił słupek. Jeszcze lepsze szanse miał Maciej Korzym, który w sobotni wieczór nie był sobą. Zmarnował dwie „setki”, ewidentnie brakowało mu pewności i czucia piłki.


Najgorzej Podbeskidzie prezentowało się w defensywie, która, mimo wysokiej pozycji w tabeli, od początku sezonu spisuje się przeciętnie. W ostatnich dwóch meczach jej gra bardziej przypominała to, co bielszczanie robili w rundzie jesiennej poprzedniego sezonu, gdy byli dostarczycielami punktów dla całej Ekstraklasy. W pierwszej połowie mizernie wyglądał u „Górali” także środek pola. Artur Lenartowski nie był wystarczająco agresywny, a Maciej Iwański miał momenty, gdy zupełnie znikał z pola widzenia. Podbeskidzie w pełni zasłużenie przegrało swój drugi mecz z rzędu, który pokazał, że drużyna Ojrzyńskiego musi jeszcze wiele poprawić, by zasłużyć sobie na miejsce w pierwszej ósemce.


Jeszcze niedawno w podobnej sytuacji znajdował się Górnik. Po porażkach ze Śląskiem i Piastem wydawało się, że zabrzanie stracili impet z początku rozgrywek i coraz brakuje im kontuzjowanych zawodników – Augustyna, Iwana czy Przybylskiego. W Bielsku w grze Górnika znów było jednak widać luz w grze i jakość w rozgrywaniu piłki, którymi goście górowali nad swoimi rywalami.


Świetnie spisali się ci, którzy wrócili do wyjściowej jedenastki. Wiele pewnych interwencji w defensywie zaliczył Ołeksandr Szeweluchin, a bardzo solidnie zaprezentował się również powracający po półtorarocznej przerwie spowodowanej kontuzją Mariusz Magiera. W ofensywie znów błyszczało trio Madej-Jeż-Zachara. Wszystkie gole dla Górnika padły po akcjach z udziałem przynajmniej jednego z tej dwójki.


Piłkarze Górnika mogą nie dostawać na czas wypłat i premii za osiągane wyniki, trenować na kiepskich obiektach i jeździć najbardziej przestarzałym autokarem w Ekstraklasie. Mają jednak drużynę, która dysponuje potencjałem mogącym jej dać miejsce w ligowej czołówce. A jeśli Robert Warzycha będzie potrafił utrzymać dobrą formę zespołu także w rundzie wiosennej, w Zabrzu niespodziewanie szybko mogą przestać tęsknić za Adamem Nawałką.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK
Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)