Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Pięć wniosków po potyczce Lisa z Diabłem

Pięć wniosków po potyczce Lisa z Diabłem

Piłka nożna | 22 września 2014 19:46 | Michał Kozera
Nie tylko karne, ale głównie fatalna dyspozycja United doprowadziły do sensacji...
fot. Premier League / facebook.com
Nie tylko karne, ale głównie fatalna dyspozycja United doprowadziły do sensacji...

Trudno powiedzieć, kiedy ostatnim razem prosiłem o koniec meczu Manchesteru – nie z nudów, a ze strachu. Trudno wskazać, kiedy czym prędzej odchodziłem od ekranu, wycieńczony i pozbawiony energii. Thriller, który zupełnie zasłużenie zaprezentowało Leicester Manchesterowi United doprowadził do kilku wniosków, które cisną się na usta.

 

Grać lepiej niż arbiter sędziuje


Mówi się, że Clattenburg wydrukował mecz. Grzmi się, że Manchester został okradziony i oszukany. W zasadzie mówi się wszystko – opinii jest wręcz nadmiar, a głoszący je biorą stronę zarówno klubu z Old Trafford, jak i przeciwną. I jak to zwykle bywa – rację mają po trochu wszyscy, chociaż jedni mniej, inni więcej.

 

Moim zdaniem bliżej są oczywiście ci, którzy krytykują Marka Clattenburga. On przy asyście arbitrów liniowych, wypaczył widowisko, które i bez jego nadmiarowego udziału byłoby wspaniałe. Leicester pokazało charakter w drugiej połowie i jestem pewien, że wyłącznie na własną rękę zdołałoby powalczyć o remis na swoim stadionie. A tak - wygrali z dość nieprzyjemnym motywem w cieniu wiktorii.

 

Spośród tych ciekawszych decyzji brytyjskiego sędziego, pierwszą można uznać podyktowanie rzutu rożnego dla Manchesteru po fatalnym uderzeniu di Marii. Argentyńczyk posłał piłkę na aut bramkowy, a sędzia wskazał na korner. Dziwne, zaskakujące, na szczęście oliwa była sprawiedliwa i Rojo nie trafił do bramki po główce. Dalej mieliśmy fatalne zachowanie De Laeta, który w zasadzie poza boiskiem już odepchnął di Marię, który przewrócił się poza murawę i wyraźnie nabawił się urazu w nadgarstku. Do tego pierwsza bramka Leicester po dośrodkowaniu zza linii autu bramkowego.

 

Rafael antybohaterem?  Nie!


Dalej sytuacja już najsłynniejsza i absolutnie kuriozalna, warta osobnego akapitu. Najpierw zajrzyjcie tutaj, by prześledzić co się stało. Rafael wespół z Vardym ruszyli do długiego podania za lewą stronę pola karnego. Brazylijczyk był nieco z tyłu, jednak okazał się szybszy, zrównał się z rywalem, wtedy ten odepchnął go ręką, kładąc na ziemię. Rafael wstał błyskawicznie, dogonił Vardy’ego, po czym już w polu karnym chciał mu nałożyć pressing gdy Szkot padł. Skończyło się rzutem karnym.

 

Analizując akcję – Rafael dogadania rywala, Vardy powala go na murawę, jednak nie walką bark w bark, a z pomocą ręki, dodatkowo wyraźnie odbijając ze swojej linii biegu w kierunku Brazylijczyka. Sędzia nie reaguje i niech tak będzie, uznał że można to przepuścić, ot liga angielska. Rafael jednak wstaje natychmiast, dobiega oponenta i również wyciąga rękę, chcąc przycisnąć Vardy’ego, który natychmiast pada. Sędzia dyktuje rzut karny.

 

Gwiżdże, mimo że 2 sekundy wcześniej nieco ostrzejszej, a bliźniaczej wręcz walki, nie przerwał. Nie widział też tego, co możecie zobaczyć na gifie powyżej – Rafael ledwo rękę wyciągnął, a rywal już leciał. Przyjrzyjcie się ręce Rafaela i ciału jego ofiary – Vardy poleciał w inny sposób niż powinien po pchnięciu Rafaela. Mamy nurka, który zmylił sędziego. Clattenburg miał prawo, bo to wyglądało na faul, ale, do cholery, dlaczego zaledwie chwilę wcześniej również nie gwizdał? Czyżby różne standardy?

 

Grać lepiej niż arbiter sędziuje, cz. 2


Po karnym Rafaela Manchester United się załamał. Krucha defensywa straciła i tak wątłą spójność i stała się swobodną zbieraniną 4 różnych graczy. Clattenburg ponosi część winy za porażkę United, bo nie tylko dał rywalom karnego, ale też zostawił na boisku de Laeta, który miał potem bezpośredni wpływ na bramki Leicester. Kibice Manchesteru United mają prawo głośno narzekać, mimo tego, że w latach sir Alexa Fergusona sędziom wiele razy zdarzyło się wyciągnąć pomocną dłoń Diabłom. Czy wówczas kibice rywali milczeli? Nie, dlatego teraz i Red Devils będą lać gorzkie łzy. Nie zmienia to jednak faktu, że United zasłużyli na więcej niż jedną straconą bramkę i kto wie, może gdyby nie sędzia mielibyśmy czysto sportowy remis? 3:3?

 

Indywidualności są, a drużyna...


Niedzielny mecz bardzo mocno obnażył brak zgrania Manchesteru. To jeszcze nie jest skład na dobre i złe, ale nie ma co się dziwić – niektórzy gracze są ze sobą zaledwie 3 tygodnie w jednym składzie i tak jak van Gaal w miesiąc nie nauczył teamu grać formacją z 3-ma obrońcami, tak zawodnicy nie zdołają nauczyć się współpracy na pamięć z kolegami. Na to trzeba czasu. Tymczasem jednak widać indywidualności i ich możliwości. Jak tydzień temu – błyszczał di Maria, który ma wspaniałe umiejętności adaptacyjne, poza tymi piłkarskimi. Poprawę gry widać w przypadku Falcao, który popisał się asystą i grał już naprawdę dobrze. Rooneyowi nie przysłużyła się pozycja dziesiątki i wydaje się, że miejsce tego gracza powinno być w ataku, bliżej bramki.

 

Brakowało Juana Maty, co pokrywa się z obecnością van Persiego. Holender chociaż zdobył bramkę, to szans na trafienie miał więcej i widać, że nadal nie jest w formie. By ją złapać trzeba grać, tylko czy United może sobie pozwolić na obecność van Persiego kosztem Maty, który mógłby wzmocnić pozycję rozgrywającego i po raz kolejny współpracować z di Marią? Według mnie Robin powinien zostać na ławce, bo póki co są od niego lepsi.

 

Diabeł totalny na swoim miejscu


Wayne Rooney nie zwojował świata w tym meczu, ale mniejszymi gestami pokazał, że to on jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Jak zawsze – był zawsze tam, gdzie potrzeba było wsparcia. Był wszędzie, starał się ogarnąć całe boisko, motywował, zagrzewał do walki, poganiał. Gdy obrona gdzieś zniknęła przy akcji, po której Lisy zdobyły czwartą bramkę, on pędził z połowy przeciwnika do swojego pola karnego mając nadzieję, że uratuje sytuację. Gdy Leicester trafiło po raz piąty, kamery uchwyciły jak wściekły Rooney krzyczy i gwałtownie gestykuluje do swoich wyraźnie przestraszonych, wpatrzonych w ziemię kolegów. Van Gaal wiedział, komu dać opaskę kapitana.

 

Obrona w rozsypce


Van Gaal wrócił do ustawienia z czterema obrońcami dzięki powrotom do gry kilku defensorów. Po tym meczu obecny stan jest opłakany. Po kontuzji Evansa oraz zawieszeniu Blacketta do dyspozycji Holendra są kolejno, od prawej do lewej strony boiska: Rafael, Smalling, Rojo oraz Shaw. Ten ostatnio znów siedział na ławce, co ma związek z jego urazem i brakami kondycyjnymi, tym razem jednak van Gaal będzie musiał postawić na młodą gwiazdę ligi angielskiej. Blackett opuści swój pierwszy mecz od początku sezonu, co pokazuje jak bardzo brakuje trenerowi obrońców.

 

Szczęściem – Smalling wyleczył kontuzję i był w stanie zastąpić Evansa w trakcie meczu z Leicester. Tym sposobem jest skompletowana wyjściowa czwórka obrońców. Niestety przy takich zawirowaniach cierpią nie tylko zawodnicy, ale również efektywność obrony, która nie jest w stanie się zgrać i zbudować pewności za plecami graczy ofensywnych. A to zgodnie z założeniem SAFa jest klucz do dobrego wyniku.

 

Inna sprawa, że najlepszymi obrońcami (o ile w ogóle można coś takiego powiedzieć) niedzielnego spotkania tytułowałbym… Rafaela oraz Blacketta. Brazylijczyk, jak pisałem wyżej, nie zawinił przy karnym, chociaż mógł lepiej się zachować gdy padała pierwsza bramka. Ponadto uważam, że to zawodnik świetnie grający ofensywnie i równie dobrze defensywnie. Trudno wyróżnić występ obrońcy w takim meczu – obrona to monolit i jest oceniana razem. Gdybym miał wystawiać oceny – cała czwórka byłaby poniżej 5/10, przy czym najlepsze oceny dostaliby wymienieni dwaj defensorzy.

 

Blackett dał Leicester piątego gola, to fakt, jednak on pływa po głębokich wodach, pierwszy raz w życiu i to nieprzerwanie od 5 spotkań. Nadal imponuje mi, że nowicjusz w składzie potrafi pokazać się z tak dobrej strony. Zawalił w polu karnym, ale to dopiero dzieciak. Dzieciak na dobrej drodze by być drugim Rio Ferdinandem, podczas gdy drugim Vidiciem zostanie fantastyczny Phil Jones – oby ozdrowiał jak najprędzej. Tymczasem Evans od początku sezonu ma na karku błędy i to popełniane regularnie, natomiast Rojo najzwyczajniej nie sprawdził się na LO.

 

Na koniec smutne spostrzeżenie, które jest nieco przyćmione przez całokształt gry i nie zwraca na siebie uwagi – David de Gea również obniżył loty. Trudno powiedzieć czy Hiszpan widząc grę kolegów z przodu po prostu daje sobie spokój czy po prostu stracił formę, ale prezentuje się o wiele gorzej. O ile kiedyś ratował zespół w sytuacjach beznadziejnych, tak dziś nie podejmuje próby. Rzuciło się to w oczy, w końcu były 3 okazje ku temu spostrzeżeniu. Przykry to akcent na koniec, czego innego jednak oczekiwać?

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)