Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Lechia w końcu zaskoczyła... na plus

Lechia w końcu zaskoczyła... na plus

Piłka nożna | 28 września 2014 17:57 | Przemysław Drewniak
Piłkarze Lechii po meczu z Górnikiem mają powody do optymizmu
fot. x-news/T-Mobile Ekstraklasa
Piłkarze Lechii po meczu z Górnikiem mają powody do optymizmu

Czego spodziewać się po starciu kolektywu z zespołem będącym w totalnej rozsypce? Zazwyczaj dominacji tego pierwszego. Przed meczem w Zabrzu najbardziej obawialiśmy się właśnie jednostronnej gry pod dyktando Górnika, tymczasem Lechia pierwszy raz w tym sezonie zaskoczyła czymś pozytywnym. Zagrała dobry mecz, nawiązała równą rywalizację i niewiele zabrakło, by wyjechała z Górnego Śląska z kompletem punktów.


Po świetnym meczu w Warszawie 10. kolejka dostarczyła nam kolejne ciekawe widowisko. Spotkanie Górnika z Lechią od początku było otwarte, obfitowało w wiele podbramkowych sytuacji i nie zabrakło w nim piłkarskiej jakości.


Mimo wszystko więcej powodów do zadowolenia mają po tym meczu lechiści. Nie będzie chyba nadużyciem stwierdzenie, że rozegrali oni swoje najlepsze spotkanie w tym sezonie. Długimi fragmentami to goście byli lepsi, mogąc liczyć przede wszystkim na trio Vranjes-Makuszewski-Colak. Chorwacki napastnik trafiał do siatki dwukrotnie najpierw po dośrodkowaniu z rzutu rożnego drugiego z nich (przy okazji udowadniając, że w Ekstraklasie można strzelać bramki nawet na leżąco), a później wykorzystał wyczucie Vranjesa, który po kontrataku Lechii idealnie wyłożył mu piłkę na strzał z bliskiej odległości.


W końcu solidnie spisali się także środkowi pomocnicy, Ariel Borysiuk i Daniel Łukasik. Nie gubili piłek tak łatwo jak w poprzednich meczach i nie odstawali w walce o środek pola z Danchem i Sobolewskim. Co warte podkreślenia, Lechia nie straciła rezonu po utracie gola na 1:0 i fatalnym błędzie Mateusza Bąka, który przepuścił kąśliwy, ale mimo wszystko nietrudny do obrony strzał z dystansu Mariusza Magiery. Goście przetrwali krótki napór zabrzan pod koniec pierwszej połowy, a po przerwie odrobili straty z nawiązką.


Ten mecz to dla Lechii jasne światło. Nadzieja na to, że po wszystkich niepowodzeniach i zawirowaniach ostatnich tygodni w Gdańsku scementuje się solidny zespół, który nie będzie już więcej wyglądał jak zbieranina przypadkowych zawodników z różnych zakątków Europy. Najważniejsze, by działacze klubu jak najszybciej zdecydowali się na zatrudnienie trenera. Tomasz Hajto, oglądający to spotkanie z trybun stadionu przy Roosevelta, mógł być zadowolony z postawy swoich (prawdopodobnie) przyszłych podopiecznych.


Górnik nie zagrał źle, choć patrząc na rozbicie w Lechii, przed meczem remis zapewne nie byłby wynikiem, który podopieczni Roberta Warzychy wzięliby w ciemno. Zabrzanie na początku wyglądali trochę tak, jakby myśleli, że to spotkanie wygra się samo, ale kilka groźnych ostrzeżeń ze strony Lechii szybko ich pobudziło. Akcje zabrzan napędzali w tym spotkaniu aktywni Madej, Gergel i Łuczak, który z powodzeniem zastąpił kontuzjowanego Mateusza Zacharę, strzelając gola na wagę remisu. Nieco słabiej spisał się tym razem Robert Jeż. Niewiele ciepłych słów można powiedzieć również o defensywie Górnika – Magiera czy Szeweluchin nie byli już tak mocnymi punktami, jak chociażby przed tygodniem w Bielsku-Białej.


W grze drużyny z Górnego Śląska w każdym kolejnym meczu widać jednak pomysł, i nawet kiedy coś nie idzie, to zabrzanie są w stanie wyszarpać rywalom co najmniej punkt. Przy Roosevelta w tym momencie brakuje przede wszystkim stadionu. Szczególnie przy stanie 2:2 chciało się usłyszeć ryk kilkunastu tysięcy kibiców Górnika, który mógłby ponieść gospodarzy do strzelenia decydującego gola. Ostatnio prace na obiekcie w końcu ruszyły i oby od teraz szły tak płynnie, jak budowa zespołu Roberta Warzychy.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)