Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Punkt zwrotny sezonu? Podoliński uratował posadę niespodziewaną wygraną w derbach

Punkt zwrotny sezonu? Podoliński uratował posadę niespodziewaną wygraną w derbach

Piłka nożna | 28 września 2014 20:01 | Przemysław Drewniak
Derby Krakowa rozczarowały, ale wynagrodzeniem za męki kibiców była eksplozja emocji w ostatniej minucie
fot. x-news
Derby Krakowa rozczarowały, ale wynagrodzeniem za męki kibiców była eksplozja emocji w ostatniej minucie

190. derby Krakowa przyniosły mniej emocji, niż tradycyjny, rozgrywany od dziesiątek lat noworoczny mecz na stadionie Cracovii. Pojedynek o panowanie pod Wawelem nieoczekiwanie okazał się jednym z najsłabszych spotkań w tej kolejce Ekstraklasy, ale kto wie, czy nie będzie punktem zwrotnym rundy jesiennej. Przede wszystkim dla piłkarzy "Pasów", którzy w ostatniej minucie doliczonego czasu gry sięgnęli po wygraną nad przeciętnie grającą Wisłą.  


Pod względem piłkarskim derby Krakowa rozczarowały. Kibicowskim też, bo choć „derby rządzą się swoimi prawami”, to rzucanie petard w kierunku sektora dziecięcego w wykonaniu kibiców Wisły i pobijanie rekordu w ilość kurw na minutę z obu stron przekraczały granice dobrego smaku. No cóż, to już od lat nieodłączna część pojedynków o prymat pod Wawelem.


Więcej spodziewaliśmy się za to po piłkarskiej stronie widowiska, a przede wszystkim po Wiśle, która choć przeważała, to w pierwszej połowie ani razu poważnie nie zagroziła bramce rywali. Dało się odczuć, że trener Robert Podoliński gra w niedzielny wieczór o swoją posadę – Cracovia przede wszystkim skupiła się na grze defensywnej i długo musieliśmy czekać, by oddała jakikolwiek strzał w kierunku Michała Buchalika.
Biorąc pod uwagę „pornografię”, jaką w ostatnich meczach grała defensywa Cracovii, taka taktyka ze strony Podolińskiego była jak najbardziej właściwa. Udało się zagęścić pole gry, przez co Wiśle ciężko było o szybką, kombinacyjną grę. Trójka obrońców Rymaniak – Żytko – Marciniak wreszcie nie popełniała rażących błędów, ustawiała się blisko siebie, a przed sobą miała chociażby Sławomira Szeligę, który zaliczył kilka odbiorów i dawał radę w środku pola. W efekcie najgroźniejszą okazją, jaką przez cały mecz wypracowała sobie Wisła, był… odbity przez Pilarza strzał z 40 metrów Macieja Sadloka.


Także po zmianie stron oglądaliśmy spotkanie, w którym błyszczeli przede wszystkim piłkarze defensywni. Na pierwszy plan wysuwała się świetna postawa dwóch zawodników. Pierwszym z nich był Miroslav Covilo – Bośniak stanowił w środku pola zaporę nie do przejścia, wygrywając niemal wszystkie pojedynki zarówno na dole, jak i w powietrzu. Podobną funkcję na środku obrony Wisły spełniał Węgier Richard Guzmics, który w pucharowym meczu z Lechem spodobał się Smudzie na tyle, że w derbach wybiegł jako gracz podstawowej jedenastki. On również imponował spokojem i dużą pewnością siebie. Wisła powinna mieć na stoperze więcej pożytku z niego niż z Dariusza Dudki, przesuniętego wreszcie na swoją nominalną pozycję w środku pola.


Wśród piłkarzy ofensywnych o podobne wyróżnienia było już znacznie trudniej. Semir Stilić znów miewał jedynie przebłyski, Rafałowi Boguskiemu brakowało często ostatniego podania, a Paweł Brożek osamotniony musiał często wspomagać swoich kolegów w środku pola. Wisła zawiodła, by drużyna tej klasy w każdym ligowym meczu powinna sobie stwarzać minimum dwie-trzy dobre okazje do strzelenia gola. Dziś Cracovii, która pierwszy raz w tym sezonie zaliczyła czyste konto, udało się temu zapobiec.


Już mieliśmy pisać, że „Pasy” zaliczyły typowy mecz na przełamanie, a remis w starciu z rywalem zza miedzy potraktują jako swój sukces. Tymczasem w ostatniej akcji meczu w głównych rolach znów wystąpili Guzmics i Covilo. Ten pierwszy skiksował, po czym Cracovia wykonywała rzut rożny. Stały fragment gry już po doliczonym czasie gry wykorzystał Covilo, wygrywając z Arkadiuszem Głowackim kolejny tego wieczoru pojedynek główkowy.


Trener Cracovii odetchnął z ulgą, bo w ostatnich dniach stryczek nad jego głową wisiał coraz niżej. W jeden dzień Podoliński odbył jednak drogę od zera do bohatera, bo kibicom przy Kałuży wygrana z Wisłą w takich okolicznościach zapadnie w pamięci na długo.


Czy to mógł być punkt zwrotny rundy jesiennej? Czas pokaże. Logika podpowiada, że po tym zwycięstwie atmosfera w szatni Cracovii powinna się rozrzedzić, a wyniki w następnych meczach ulec poprawie. Wisła zalicza z kolei swoją trzecią porażkę z rzędu. Fatalny tydzień zaliczył Smuda, który w Pucharze Polski dał odpocząć podstawowym zawodnikom, a i tak poniósł porażkę w derbach. Jeśli Biała Gwiazda nie wróci na zwycięski szlak już za tydzień przeciwko Jagiellonii, w szatni przy Reymonta znów zrobi się gorąco.


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)