Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wystrzałowe zakończenie kolejki. Błysk 16-latka, dramat Zajaca w Białymstoku

Wystrzałowe zakończenie kolejki. Błysk 16-latka, dramat Zajaca w Białymstoku

Piłka nożna | 29 września 2014 21:33 | Przemysław Drewniak
Richardowi Zajacowi jeszcze długo będzie się śnił koszmarny błąd w meczu z Jagiellonią
fot. x-news
Richardowi Zajacowi jeszcze długo będzie się śnił koszmarny błąd w meczu z Jagiellonią

Uff, ależ to była kolejka! Po dramatycznej końcówce meczu we Wrocławiu, radosnym futbolu w Zabrzu, stojącym na bardzo dobrym poziomie hicie w stolicy i zaskakująco rozstrzygniętych derbach Krakowa obawialiśmy się, że mecz w Białymstoku nie da rady. Przygotowywaliśmy się na tradycyjną, poniedziałkową nudę, a tymczasem otrzymaliśmy wszystko, czego kibic może oczekiwać po 90 minutach spędzonych z piłką nożną. Co zapamiętamy najbardziej? Kapitalny występ 16-letniego Przemysława Mystkowskiego oraz będącego na drugim biegunie Richarda Zajaca, którego katastrofalny błąd zakończył próbę efektownego comebacku „Górali”.


Pierwsza połowa nie wskazywała na to, że w jakimkolwiek momencie tego meczu Podbeskidzie będzie w stanie nawiązać równorzędną walkę. Bielszczanie zaczęli dosyć odważnie, wysoko, ale wystarczył jeden błąd w obronie, by Jagiellonia strzeliła bramkę i nabrała wiatru w żagle. Od tego momentu grę gości charakteryzował ogromny bałagan, a rozochoceni podopieczni Probierza robili co chcieli.


Największą radość z gry miał Przemysław Mystkowski. 16-latek, który w ubiegłym sezonie został najmłodszym piłkarzem występującym w Ekstraklasie w XXI wieku, niespodziewanie wyszedł w tym razem w pierwszym składzie i ledwie minął kwadrans, a na swoim koncie miał już dwie bardzo ładne asysty. Szczególnie mogły się podobać prostopadłe podanie, a także cała akcja przy golu na 2:0, zdobyta przez Macieja Gajosa efektownym lobem nad źle ustawionym Zajacem.


W końcówce pierwszej połowy po raz drugi w tym meczu swoim snajperskim instynktem wykazał się Mateusz Piątkowski. Gole strzelane przez napastnika „Jagi” raczej nie będą trafiać na listy tych najpiękniejszych, ale były gracz m.in. Dolcanu Ząbki ma inne atuty, które pozwalają mu obecnie na liderowanie w klasyfikacji strzelców Ekstraklasy. W ważnych momentach potrafi zachować chłodną głowę, nie kalkuluje, a do tego jest silny i potrafi sprawić problemy każdemu obrońcy w lidze. Inna sprawa, że defensywa Podbeskidzia nie za bardzo utrudniała dziś zadanie jemu i pozostałym zawodnikom gospodarzy. Jagiellonia miała mnóstwo miejsca do rozgrywania swoich akcji i prowadząc 3:0 zepchnęła „Górali” do narożnika, by w drugiej połowie móc zadać przynajmniej jeszcze jeden, nokautujący cios. Zamiast jednak zamknąć mecz, piłkarze Probierza cofnęli się i już od 45 minuty rozpoczęli wyczekiwanie na końcowy wynik.


Ileż to razy w taki właśnie frajerski sposób drużyny traciły kontrolę nad meczem i pozwalały przeciwnikom na zyskanie pewności siebie. Tak właśnie było w spotkaniu z Podbeskidziem, które w pierwszej połowie praktycznie nie potrafiło zagrozić bramce Jagi (z wyjątkiem strzału z dystansu Pazio, gdy piłka dwukrotnie obiła słupek), ale w drugiej miało już Roberta Demjana. Jeśli Leszek Ojrzyński może wyciągnąć po tym spotkaniu jakieś pozytywy, to tym największym jest właśnie postawa Słowaka. Król strzelców ligi sprzed dwóch sezonów znów przypomniał się nam jako rasowy egzekutor i strzelił dwa gole, z czego jeden był piękniejszy od drugiego. Trafienie na 2:3 – palce lizać. Z pewnością kandydatka na jedną z najefektowniejszych bramek w tym sezonie.


W drugiej połowie Podbeskidzie poukładało grę w środku pola, z przodu zaczęła zazębiać się współpraca Korzyma z Demjanem i wydawało się, że mimo solidnej gry Pazdana i Madery Jagiellonia może tego naporu nie przetrwać. Białostoczanie mieli jednak podwójne szczęście – nie dość, że „Górale” nie ukarali ich za minimalizm, to jeszcze sprezentowali im czwartego gola.


Nie lubię, gdy bramkarze w każdej stresowej sytuacji wybijają piłkę „na pałę”, zamiast spróbować rozegrać ją po ziemi. Nie lubi też tego Richard Zajac, dlatego też należy on do golkiperów, którzy chcą grać w piłkę. Żeby to jednak robić, zawodnik na tej pozycji musi mieć odpowiednie umiejętności, a przede wszystkim być cholernie pewnym siebie. I właśnie tego Słowakowi zabrakło przy golu Dzalamidze. Najpierw zawahał się przy wyjściu z bramki (swoją drogą zupełnie niepotrzebnym), a potem wyłożył piłkę rywalowi, przez co w najbliższych dniach stanie się gwiazdą Internetu. Szkoda, bo Zajac to bardzo solidny zawodnik – w zeszłym sezonie w ilości meczów na zero z tyłu w całej lidze ustąpił jedynie Dusanowi Kuciakowi. Bramkarze muszą jednak liczyć się z tym, że wystarczy nawet jeden koszmarny błąd, by przykryć dwadzieścia udanych występów.


Jagiellonia trzyma się czołówki tabeli, a bardzo dobra w pierwszej połowie postawa Mystkowskiego czy Pawłowskiego daje kibicom w Białymstoku nadzieję, że prowadzona przez Probierza młodzież szybko zrekompensuje brak Daniego Quintany. W tendencji spadkowej jest za to dyspozycja Podbeskidzia, które po wygranej z Legią nie może odnaleźć właściwego rytmu. Paradoksalnie wychodzi na to, że pokonanie mistrza Polski było najgorszym, co mogło się drużynie Ojrzyńskiego przydarzyć. Po tamtym spotkaniu przyszło rozluźnienie w Kielcach w starciu z Koroną, a od tej pory "Górale" prezentują się równie słabo, jak na jesień zeszłego roku. W piątek czeka ich pojedynek ze Śląskiem. Wówczas zobaczymy, czy niezła druga połowa w Białymstoku pójdzie na marne, czy też napędzi Podbeskidzie do lepszej gry.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)