Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Eksperyment: PSG bez Ibrahimovicia. Wniosek: brak utraty na jakości

Eksperyment: PSG bez Ibrahimovicia. Wniosek: brak utraty na jakości

Piłka nożna | 01 paździenika 2014 00:03 | Sebastian Ibron

fot. Champions League/twitter.com

Jeśli ktoś nie sympatyzuje bliżej z którąkolwiek z grających we wtorek drużyn, to jego wyborem najprawdopodobniej był mecz Manchesteru City z AS Romą albo starcie PSG z Barceloną. Jeśli ktoś chciał wybrać to drugie starcie ze względu na Zlatana Ibrahimovicia, to musiał obejść się smakiem. Mnie jednak brak Szweda nie przeszkodził.


W końcu Barcelona, która przed spotkaniem w Paryżu nie straciła jeszcze bramki w tym sezonie, zawsze była bardzo absorbująca. Nie inaczej było w przypadku paryżan, którzy łącznie z meczem przeciwko Barcelonie nie przegrali ostatnich 20 meczów w europejskich rozgrywkach.


Ale do rzeczy. Ehkm, do meczu. Jedynie dziesięć minut zajęło gospodarzom wyjście na prowadzenie. Chaos w polu karnym Barcelony po rzucie wolnym wykorzystał David Luiz. I o ile tutaj jeszcze ter Stegena winić nie ma za co, o tyle przy drugim trafieniu on, do spółki ze swoją defensywą, dołożył swoje trzy grosze. Jak słusznie zauważył mój redakcyjny kolega Jakub Kacprzak, tylko Barcelonie gola głową, po rzucie rożnym, może zdobyć zawodnik mierzący 165 centymetrów. No i IFK Goeteborgowi, ale to było dawno temu i już nieprawda.


A gdybym próbował zdeprecjonować niemieckiego golkipera Azulgrany, to zestawiłbym minuty bez straty gola z jego konkurentem.


        • ter Stegen - 99 minut,
        • Bravo - 540 minut i ciągle jest szansa na poprawienie tej statystyki.


Obrona ta sama, rywale porównywalni, czy trzeba coś więcej dodawać? Ale okej, ja zawsze byłem zwolennikiem ter Stegena. Dawka krytycyzmu nie zaszkodzi, ale starczy. Inna strona medalu jest taka, że błędem było postawienie na niskiego Mascherano zamiast wysokiego Gerarda Pique. I to mimo absencji Ibry. I tutaj Enrique mógł, w mojej opinii, postąpić rozsądniej.


Dobra, pora skończyć ten festiwal krytykanctwa wobec Barcy. Teraz pora na jakieś zalety, czy coś. Co mogło się podobać, to przede wszystkim brak klepania piłką dla samego klepania. Efektem tego między innymi była piękna bramka Leo Messiego po świetnej akcji Blaugrany. Tutaj także nie trzeba nic więcej dodawać, czyż nie? Co jeszcze. Imponować mogło brutalne sprowadzanie paryżan na glebę w postaci szybkich, bramkowych odpowiedzi na trafienia podopiecznych Laurent Blanca. Barca dwukrotnie zastosowała tenże mechanizm ojcowskiego klapsa. Najpierw po golu Luiza, i to w tak fenomenalnym stylu, a drugi raz po bramce Blaise Matuidiego, kiedy trafienie zaliczył Neymar. To mogło Barcelonę uchronić przed gorszym wynikiem, ale co istotniejsze z punktu widzenia widowiska, przede wszystkim stwarzało nie lada spektakl.


Na osobny akapit, z czystego szacunku, zasługuje Xavi. Człowiek-legenda, człowiek-liga mistrzów, jak rzekł jeden z komentatorów C+. Na Parc Des Princes Xavi Hernandez zaliczył swoje 143 spotkanie w Lidze Mistrzów, czym przebił wyczyn Raula Gonzaleza, który w ów rozgrywkach ma występów 142. W starciu z PSG wszedł w 69 minucie i już nie zdążył wpłynąć na los tego spotkania.


A, i jeszcze jedno. Czy tylko ja łapię się za głowę, ilekroć piłka dociera do Daniego Alvesa? Tak drażniący jak on nie jest nawet Stefan Niesiołowski. Te jego, pożal się Panie Boże, dośrodkowania zakrawają o podejrzenia, że Alves jest po prostu sabotażystą w szeregach Barcelony. Przecież zwyczajna nerwica może człowieka złapać, gdy ten człowiek bierze się za dośrodkowanie. Jeśli okazało się, że nagle, po kilkunastu latach kariery, odkrył w sobie żyłkę rugbisty, to proszę bardzo, nic nie stoi na przeszkodzie, by zawiesić korki na kołku i móc wreszcie w spokoju kopać piłkę daleko, mocno i, co najważniejsze, wysoko. Bez słowa krytyki. Między dwa słupy o wysokości kilkunastu metrów.


Aha, dzięki Ci Luis za Ramireza. Chociaż kilka minut katuszy mniej.


Jeszcze kilka słów o zwycięzcach. PSG, mimo braku swojej największej gwiazdy, Zlatana Ibrahimovicia, poradziło sobie z Barceloną. Wielki wkład w to zwycięstwo miała dwójka środkowych pomocników. Thiago Motta swoim inteligentnym ustawianiem się niejednokrotnie unicestwił zapał ofensywny gości. A, no i to on wrzucił piłkę z rzutu rożnego na głowę Verrattiego. Być może to on był kluczowy, a być może jego partner ze środka pola – Blaise Matuidi. Francuz, nie dość, że robił to, co powinien, czyli znakomicie asekurował stoperów, to był bardzo aktywny z przodu. Gdy Cavani cofał się po piłkę lub schodził do boku, Matuidi – z radością spuszczonego po dwóch miesiącach ze smyczy psa – wbiegał w linię obrony Barcelony, czym stwarzał zagrożenie. No i, co kluczowe, zdobył drugą bramkę dla paryżan.


Paris Saint-Germain – FC Barcelona 3:2


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)