Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wybuchowo było tylko przed meczem. Ruch i Derby Śląska znów rozczarowały

Wybuchowo było tylko przed meczem. Ruch i Derby Śląska znów rozczarowały

Piłka nożna | 04 paździenika 2014 23:30 | Przemysław Drewniak
Jan Kocian przechodzi przez najtrudniejszy moment, odkąd został trenerem chorzowskiego Ruchu
fot. x-news
Jan Kocian przechodzi przez najtrudniejszy moment, odkąd został trenerem chorzowskiego Ruchu

Piłkarze Ruchu Chorzów nie mogli wymarzyć sobie lepszej okazji, by puścić w niepamięć fatalne wyniki. Kibice przy Cichej podarowaliby im wszystkie dotychczasowe porażki i niepowodzenia, gdyby w Wielkich Derbach Śląska udało się ograć odwiecznego rywala. Zaczęło się świetnie, ale później było już równie mizernie, jak w poprzednich spotkaniach. Najpierw Niebiescy stracili prowadzenie, a w końcówce gola na wagę trzech punktów dla Górnika, który dzięki wygranej wyprzedził w tabeli warszawską Legię.


Co roku jestem w jakiś sposób rozczarowany Wielkimi Derbami Śląska. Z kilku powodów. Historia tych pojedynków zawsze budzi ogromny respekt, ale mecze rozgrywane na przestarzałych obiektach w obecności kilku tysięcy kibiców nie są godne tej całej otoczki. W aspekcie piłkarskim również nie było szału, bo w ostatnich latach niezwykle rzadko zdarzało się, by zarówno Górnik jak i Ruch prezentowały futbol na wysokim poziomie.


Teraz również nie możemy powiedzieć, że pojedynek o prymat na Górnym Śląsku czymkolwiek rzucił na kolana. Wybuchowo było tylko przed meczem, o czym od południa trąbiły w sobotę ogólnopolskie media. Niestety piłkarze zrobili niewiele, by swoimi boiskowymi wyczynami przyćmić paczkę ze środkami pirotechnicznymi pozostawioną koło stadionu.


Jak wspomniałem we wstępie, początek meczu w Chorzowie należał do gospodarzy. Ruch zaskoczył rywali ofensywnym charakterem gry, z wysoko ustawioną linią obrony. W efekcie Niebiescy przeważali, co jednak przekładało się na niespotykaną ilość wykonywanych rzutów rożnych, a nie sytuacje bramkowe. W końcu jednak udało się i to drugie, gdy po rozegraniu Starzyńskiego i Kuświka ten drugi wykorzystał gapiostwo obrońców i uzyskał prowadzenie dla Ruchu.


Tracąc pierwszą bramkę na terenie swojego największego rywala Górnik znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Słaby zespół zapewne by się rozłożył i czekał na kolejne ciosy, ale zabrzanie potrafili odpowiedzieć. Wprowadzili kilka usprawnień, przede wszystkim neutralizując środek pola chorzowian. Filip Starzyński poza udanymi pierwszymi minutami przez większość meczu praktycznie nie istniał. Kapitalną robotę wykonywali Adam Danch i Radosław Sobolewski – obaj znakomicie się uzupełniali, a w dodatku wspomagali swój zespół w ofensywie.


Opanowanie środka pola sprawiło, że Górnik rozkręcał się także na skrzydłach. Co prawda Roman Gergel miał ciężką przeprawę z Danielem Dziwnielem, ale już Łukasz Madej z łatwością radził sobie z Martinem Konczkowskim. Wystarczyło, by raz urwał się młodszemu rywalowi, a już mieliśmy wyrównanie. Właśnie po jego dośrodkowaniu piłkę do siatki skierował Wojciech Łuczak, wykorzystując bierną postawę Marcina Kusia i świetnie składając się do uderzenia głową.


W końcówce pierwszej połowy Górnik coraz bardziej się rozkręcał, ale po przerwie obie strony mocno przyhamowały. Ruch bardziej skupił się na defensywie, a goście również nie kwapili się do tego, by zaryzykować nadzianie się na kontratak. Z szybkiego tempa pierwszej połowy pozostało nam już niewiele i można było odnieść wrażenie, że obie strony przede wszystkim nie chcą ponieść porażki. A gdy tak się dzieje, często pada gol z niczego, przesądzający o końcowym rezultacie. I tak właśnie stało się przy Cichej. Po krótkim rozegraniu rzutu rożnego Gancarczyk zacentrował do Madeja, który wyprzedził Starzyńskiego i umieścił piłkę w bramce.


Stwierdzenie, że Górnik wygrał ten mecz zasłużenie byłoby nadużyciem, bo w drugiej połowie wszystko układało się remisowo. W grze zabrzan przez całe spotkanie było jednak widać ciut większą dojrzałość na tle Ruchu, który po świetnym początku spuchł. Właśnie nierówność w grze jest obecnie największym problemem podopiecznych Jana Kociana. Słowacki trener znalazł się w najtrudniejszym położeniu od początku pracy przy Cichej, ale wciąż ma poparcie ze strony kibiców. Oby cierpliwością wykazał się również prezes Dariusz Smagorowicz, bo jeden kryzys to zdecydowanie zbyt mało, by zwalniać tak solidnego szkoleniowca.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)