Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Lech wytarł podłogę Bełchatowem i wrócił do walki o mistrzostwo Polski

Lech wytarł podłogę Bełchatowem i wrócił do walki o mistrzostwo Polski

Piłka nożna | 05 paździenika 2014 20:41 | Przemysław Drewniak
Szymon Pawłowski był jednym z architektów wysokiego zwycięstwa Lecha nad GKS-em Bełchatów
fot. x-news
Szymon Pawłowski był jednym z architektów wysokiego zwycięstwa Lecha nad GKS-em Bełchatów

Jeszcze tydzień temu Legia mogła odjechać Lechowi na dziewięć punktów, wypracowując sobie dosyć spory handicap nad swoim największym konkurentem w walce o tytuł. Dziś obie drużyny dzielą w tabeli zaledwie trzy oczka, a po najlepszym w tym sezonie występie Kolejorza można z całą pewnością stwierdzić, że poznaniacy na dobre wracają do rywalizacji o mistrzostwo Polski.


W niedzielny wieczór przy Bułgarskiej Lech wycisnął Bełchatów jak cytrynę. Z ogromną przyjemnością oglądało się drużynę z Poznania, w której pochwały należą się za ten występ naprawdę każdemu zawodnikowi. Ich dominacja nad bezbronnym Bełchatowem nie podlegała dyskusji ani na moment, a przy lepszej skuteczności mogłoby się skończyć na jeszcze większym pogromie.


Strzelanie rozpoczął najlepszy na boisku Kasper Hamalainen. Fin był w tym meczu ustawiony jako „dziewiątka”, ale nie był przywiązany do jednej pozycji. Na boisku było go pełno, brał się zarówno za pomaganie w defensywie, jak i rozgrywanie oraz wykańczanie akcji. Hamalainen schodził z murawy z dwoma golami i jedną asystą, co pokazuje, że Skorża chyba wreszcie znalazł mu idealną rolę w ofensywie Kolejorza.


Ale nie tylko jemu. Jednym tchem możemy wymieniać kolejnych piłkarzy Lecha, którzy na tle Bełchatowa prezentowali się kapitalnie: Szymon Pawłowski kręcił jak chciał Adrianem Bastą, zaliczając kilka efektownych dryblingów, Darko Jevtić błyskotliwie podawał i strzelił piękną bramkę (choć wcześniej zmarnował kilka sytuacji), a Gergo Lovrencsics może był nieco mniej widoczny, ale również trafił do siatki i zaprezentował się bardzo solidnie. Głębiej? Karol Linetty mądrze przechwytywał i rozdzielał piłki, Barry Douglas znakomicie wykonywał stałe fragmenty gry, Tomasz Kędziora podłączał się pod akcje ofensywne…. Nie, nie można było znaleźć w tym meczu słabych punktów w ekipie gospodarzy.


Bełchatów też dołożył swoją cegiełkę do jednostronności tego spotkania, bo w niczym nie przypominał drużyny, która tak dobrze prezentowała się w pierwszych dziesięciu kolejkach. Łukasz Wroński i Michał Mak poza kilkoma zrywami pozostawali niewidoczni, kulało też rozgrywanie akcji środkiem boiska. W efekcie jedynym momentem, gdy mógł wykazać się Maciej Gostomski, był strzał w okienko z rzutu wolnego w wykonaniu Adama Mójty.


Ciężko było poznać szczególnie grę obronną Bełchatowa, który w jednym meczu z Lechem stracił więcej goli, niż w całym sezonie! Gdyby nie interwencje Arkadiusza Malarza, podopieczni Kamila Kieresia wyjeżdżaliby z Poznania z jeszcze większym bagażem goli. Kolejorz bombardował jego bramkę tak często, że i on w końcu popełnił błąd, choć sytuacja, w której sam „wrzucił” sobie piłkę do siatki po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, wcale nie była łatwa.


Jest stanowczo zbyt wcześnie na to, by mówić, że Maciej Skorża odmienił Kolejorza i jest to zupełnie inna drużyna niż ta, która cierpiała na wahania formy pod wodzą Mariusza Rumaka. W grze Lecha widoczny jest jednak ogromny progres, co pokazuje jedną rzecz: jeśli bardzo dobry trener trafia na utalentowany, silny zespół, to obie strony wcale nie potrzebują wiele czasu, by już pierwsze efekty współpracy były zadowalające.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)