Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Jak nie teraz, to kiedy?

Jak nie teraz, to kiedy?

Piłka nożna | 10 paździenika 2014 21:12 | Sebastian Ibron

fot. Marcin Karczewski/ Superstar.com.pl

Tak… jest to pytanie, które towarzyszy nam za każdym razem, kiedy polska reprezentacja podejmuje reprezentację naszych zachodnich sąsiadów – reprezentację Niemiec. Tylko czy teraz to pytanie nie jest bardziej zasadne, niż kiedykolwiek indziej?


Marco Reus, Mario Gomez, Bastian Schweinsteiger, Benedikt Hoewedes, Sami Khedira, Ilkay Gündogan, Mesut Oezil. Jaki jest wspólny mianownik dla tych wszystkich zawodników? Są kontuzjowani. Już długo Niemcy nie mieli takiej plagi kontuzji. Germanom wypadła niemal cała pomoc i żądło. Są to niewątpliwie spore osłabienia, a mało tego, reprezentacyjne kariery zakończyli Mertesacker, Lahm oraz Klose, co stanowi dodatkowy problem dla Joachima Loewa. Niemcy rzadko kiedy byli tak przetrzebieni kontuzjami. Tym samym rzadko kiedy mogliśmy mieć nadzieje na wykorzystanie braku najmocniejszych ogniw naszych zachodnich sąsiadów.


Skoro jest tyle absencji, jest spore prawdopodobieństwo, że reprezentacja naszych rywali wyjdzie z trzema nominalnymi ofensywnymi pomocnikami w pierwszym składzie. Czyli przed obrońcami Kroos, przed nim Goetze, a na szpicy Mueller. To pokazuje nam mimo wszystko skalę nieobecności spowodowanych urazami. Jasne, dla Niemców nieobecność nawet tak klasowych graczy to nie jest wielki problem. Na ich absencję czyha dwóch, trzech albo i czterech zawodników, którzy mogą być równie wartościowymi zawodnikami nawet w wyjściowej jedenastce.


My nie mamy może problemu z kontuzjami, ale mamy za to sporo dylematów dotyczących pierwszej jedenastki. Na pozycji bramkarza mamy trzech fachowców z prawdziwego zdarzenia. Zarówno Fabiański, Boruc, jak i Szczęsny mają argumenty, które predestynują ich do wyjścia w pierwszym składzie. Co zaskakujące, w najlepszej dyspozycji aktualnie jest chyba Łukasz Fabiański, lecz mimo tego ma najmniejsze szanse na pojawienie się w wyjściowej jedenastce. Niemniej jednak, czy to wyjdzie Boruc, czy Szczęsny, różnica w poziomie może występować jedynie dzięki dyspozycji dnia. I najprawdopodobniej to będzie determinowało wybór Adama Nawałki.


W obronie bezapelacyjnie Piszczek i Glik. Do pary kapitanowi Torino chętnie dorzuciłbym Jędrzejczyka, a jeszcze chętniej Rzeźniczaka. Jednak Nawałka potrzebuje Jędrzejczyka na lewej obronie, bo przecież wystawienie Boenischa tudzież Wawrzyniaka można wytłumaczyć tylko w jeden logiczny sposób. Mianowicie – kiedy wyjeżdżacie na wakacje, a musicie się spieszyć i zgubiliście klucze do domu, to możecie stwarzać pozory, że ktoś w domu jest. Zostawiacie otwarte drzwi, potencjalni złodzieje przypuszczają, że dom nie jest pusty i się nie włamują. Profit? Ano profit, mimo stwarzania pozorów. A skoro Brzyskiego Nawałka nie powołał, to musi sobie radzić. Najprawdopodobniej więc Glik zagra z Szukałą w środku, a „Jędza” na lewym boku defensywy.


Pomoc? Jodła i Krychowiak w mojej opinii są nietykalni. To jest fundament środka pola. Na bokach Grosicki oraz Rybus lub Sobota. Napastników może być albo dwóch, albo Lewandowski zagra z kimś za jego plecami, a mogą być to Mila i Starzyński. Osobiście postawiłbym na Milę, ale jak wybierze Nawałka, pewnie on sam tego jeszcze nie wie.


Mało tego, może się okazać, że wyjdziemy trójką obrońców i dwójką wahadłowych. Ale czy taki wariant, notabene nieprzetestowany i bez odpowiednich zawodników, jest w ogóle realny? Wątpliwe, chociaż kto wie. Nie takie dziwy się w piłce zdarzały.


Jak więc jednak widać, Nawałka ma w czym wybierać. Wprawdzie z pustego to i Salomon nie naleje, ale nasz dzban wcale nie jest taki pusty.


Kontuzje Niemców, nie najgorsze personalia po naszej stronie, a statystyki? No niby szału nie ma, bo na osiemnaście meczów nie wygraliśmy ani jednego. Tylko gdyby próbować na siłę szukać tutaj pocieszenia, to należy wspomnieć, że Niemcy nie triumfowali w ostatnich dwóch starciach. Trzy lata temu zremisowaliśmy w Gdańsku 2:2 po sławetnym już poślizgu Wawrzyniaka i golu Cacau w doliczonym czasie gry, a w maju zremisowaliśmy bezbramkowo w Hamburgu.


Zatem te statystyki przedstawione w ten sposób nie wyglądają już tak brutalnie (gdyby oczywiście pomijać fakt braku zwycięstw…).


A jak wygląda nasza dyspozycja w tym roku? Tak sobie. Marcowa porażka ze Szkocją, bezbramkowy remis z Niemcami i wygrana 2:1 z Litwinami. Niemcy natomiast – nie wliczając mundialu, w którym zwyciężyli – wygrali z Chile 1:0, zremisowali z nami, zremisowali z Kamerunem 2:2, roznieśli Armenię 6:1, a trzeciego września zostali ograni przez Argentynę 2:4 na ich terenie.


Zatem skoro Di Maria i Messi mogli, to Grosicki i Żyro nie?


No dobra, zły argument, ale wynik z Argentyną pokazuje, że Niemcy są do ogrania. Zwłaszcza że przecież Albicelestes prowadzili 4:0. Wiadomo, nasi zachodni sąsiedzi to mistrzowie świata, ale przecież z aktualnymi mistrzami świata to potrafiliśmy sobie radzić. Bardzo ładnie podsumował ten fakt portal Weszło!, który spisał wszystkie tego typu mecze:


5.06.1966, Brazylia – Polska 4-1
8.06.1966, Brazylia – Polska 2-1
6.07.1974, Polska – Brazylia 1-0
1.06.1978, Polska – RFN 0-0
12.10.1980, Argentyna – Polska 2-1
28.10.1981, Argentyna – Polska 1-2
8.12.1984, Włochy – Polska 2-0
16.11.1985, Polska – Włochy 1-0
29.06.1995, Brazylia – Polska 2-1
26.06.1996, Brazylia – Polska 3-1
26.02.1997, Brazylia – Polska 4-2
23.02.2000, Francja – Polska 1-0


Bilans? 3 zwycięstwa, 1 remis, 8 porażek. Nie jest to być może najbardziej korzystna statystyka, ale widać jak na dłoni, że pokonywanie aktualnych mistrzów świata nam się zdarzało, zatem jest też przynajmniej cień szans na powtórzenie takowego wyczynu w sobotę.


Niemcom bardzo zależy, by przejść jak burza przez eliminacje, a pokonanie Polaków będzie dla nich wyczynem równie ważnym, jak pokonanie Irlandii czy Szkocji. Zatem nie możemy oczekiwać, mimo różnicy klas, taryfy ulgowej. W końcu nie mając realnego konkurenta, dla Nationalelf jakakolwiek porażka będzie przyjęta w kraju ze zdecydowaną dezaprobatą. I to mimo szpitala i nieobecności wielu znakomitych zawodników. Dlatego tym bardziej nasz interes jest w tym, by uprzykrzyć naszym sąsiadom życie tak, jak to tylko możliwe.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)