Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Byliśmy świadkami historii. Fatum przełamane, Niemcy na kolanach!

Byliśmy świadkami historii. Fatum przełamane, Niemcy na kolanach!

Piłka nożna | 11 paździenika 2014 23:21 | Sebastian Ibron

fot. Marcin Karczewski/ Superstar.com.pl

W końcu, wreszcie, ileż można? To, co zdawało się czymś utopijnym, czymś nierealnym i złudnym, dziś okazało się faktem. Aż słów brakuje i ciężko przechodzi to przez gardło, ale reprezentacja Polski pokonała reprezentację Niemiec 2:0.


Ten wynik wymyka się wszelkim prawom szeroko pojętej logiki. Niemcy oddali blisko sześciokrotnie więcej strzałów i więcej z nich powędrowało w światło naszej bramki. Nasi rywale także mieli zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki, wykonali więcej rzutów różnych (a w zasadzie nie mieliśmy żadnego kornera), mieli zdecydowaną przewagę w liczbie podań, a było to 525 tego typu wyczynów do 205 w naszym wykonaniu. Niemniej jednak w tym przypadku na pewno możemy przymknąć oko na logikę i pozwolić działać fantazji.


A tej nie brakowało dziś Polakom. Tak jak przeważnie narzekamy na błędy w ustawieniu defensywy, brak harówki i tarcia dupą murawy środkowych pomocników, słabą dyspozycję skrzydłowych i nieskutecznych napastników, tak dziś każdy z tych trybików został idealnie naoliwiony, dzięki czemu maszyna wskoczyła na najwyższe możliwe obroty.


I mimo że wydało się, iż zbyt wysokie obroty zaczynają dusić silnik, co spowodowało, że Niemcy nas dosiedli, co mogło sprawić, że maszynka się wyłączy i nasi rywale zaczną nas punktować, to koniec końców mieliśmy jeszcze w zanadrzu Kamila Glika, który był dziś idealnym zobrazowaniem obrońcy „nie do przejścia”. W mojej opinii to nie Milik, nie Piszczek, nie Szczęsny, a także nie Lewandowski, ale właśnie Kamil Glik jest głównym człowiekiem odpowiedzialnym za ten wiekopomny sukces. Jeśli od kogoś miały wychodzić impulsy brzmiące „dajmy z siebie jeszcze więcej”, „jesteśmy w stanie to zrobić”, „musimy się jeszcze bardziej postarać”, to był to właśnie kapitan Torino. Uprzykrzył maksymalnie życie zawodnikom ofensywnym naszych rywali, był skałą. A jako, że Niemcy są niejako kosą…


Mecz zaczęliśmy bardzo skoncentrowani, próbowaliśmy grać jak równy z równym, ale stopniowo zaczynał się tworzyć chaos w szykach naszej defensywy. Po niezłym pierwszym kwadransie oddaliśmy całkowicie inicjatywę Niemcom, co sprawiało, że gdyby pierwsza połowa potrwała choćby pięć minut dłużej, to mogłaby ona zakończyć się bramką do szatni. Jednak wytrwaliśmy, a w drugiej połowie…


Bywało gorąco. Goetze miał setkę, Szczęsny z trudem wyciągnął strzał Bellarabiego, a Podolski przyładował piekielnie mocno w poprzeczkę, ale to nie Niemcy zdobywali gole. W 61 minucie Piszczek otrzymał futbolówkę, po czym ją dośrodkował w pole karne rywali. A tam znakomicie znalazł się Milik, który pokonał wychodzącego do piłki Neuera. Gra raczej nie zmieniała swojego obrazu, ale nadeszła 88 minuta, w której to Sebastian Mila ustanowił wynik spotkania wpędzając miliony Polaków w euforyczny stan.


2:0. To jest coś nieprawdopodobnego, ale coś jest w tej dacie 11 października. Tegoż dnia w 2006 roku pokonaliśmy na Śląskim reprezentację Portugalii, a dokładnie dwa lata później, na tym samym obiekcie, ograliśmy również teoretycznie mocniejszą reprezentację Czech. Dziś do tych niewątpliwych sukcesów dołożyliśmy trzy oczka przeciwko Niemcom.


A samo zwycięstwo z Niemcami ma kilka dodatkowych wymiarów. Raz – jest to pierwsze zwycięstwo z tą reprezentacją w historii. Do sześciu dotychczasowych remisów i dwunastu porażek dorzuciliśmy wreszcie triumf. Lepiej późno niż wcale, czyż nie?


Aspekt drugi – pokonaliśmy mistrzów świata, co już nam się w historii zdarzało. Z mistrzami świata wygraliśmy trzy mecze, raz zremisowaliśmy, a ośmiokrotnie przegraliśmy. Tak było do dziś. Teraz są to cztery zwycięstwa.


Kontekst trzeci – tendencja wzrostowa. Mianowicie, poprzednie dwa starcia z naszymi zachodnimi sąsiadami kończyły się remisami. Najpierw 2:2 w Gdańsku, trzy lata temu, a w maju tego roku padł wynik bezbramkowy. Dziś Niemców pokonaliśmy, zatem jest to niewątpliwie pocieszająca dla nas statystyka, a nieco upodlająca dla Germanów.


Teraz prawdziwa weryfikacja nastąpi w meczu przeciwko Szkotom. Teraz jest czas, by ochłonąć. Jasne, nie możemy deprecjonować w żaden sposób tego meczu, tego osiągnięcia, gdyż naprawdę nie ma się do czego doczepić. Wszyscy się cieszą i każdy to rozumie, tylko należy uważać, by sodówka nie uderzyła nam do głowy. Szkoci tylko na to czyhają.


Polska – Niemcy 2:0 (0:0)


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)