Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Nowe eliminacje, nowe nadzieje – wreszcie spełnione

Nowe eliminacje, nowe nadzieje – wreszcie spełnione

Piłka nożna | 17 paździenika 2014 11:31 | Hubert Błaszczyk
Reprezentacja wreszcie walczyła od pierwszej do ostatniej minuty.
fot. Marcin Karczewski / Superstar.com.pl
Reprezentacja wreszcie walczyła od pierwszej do ostatniej minuty.

Gdzieś usłyszałem, że z reprezentacją Polski jest jak z żona bitą przez alkoholika. Cały czas nas zawodzi, ale ciągle wierzymy w jej poprawę i spełnienie naszych nadziei. Ostatnimi czasy wcale nie takich wydumanych. Chcieliśmy walki? Dostaliśmy ją, a zawodnicy Adama Nawałki dołożyli jeszcze zwycięstwo nad Niemcami. Pierwszy raz od czasu, gdy naszą kadrę prowadził Leo Beenhakker możemy chodzić z podniesioną głową, nie narażając się na kpiny ze strony przedstawicieli innych dyscyplin.


Wiara w zwycięstwo przed meczem z Niemcami opierała się bardziej na słabości naszych rywali, a nie sile naszej reprezentacji. Obrona aktualnych mistrzów świata była zdekompletowana, zabrakło też reżysera gry Mesuta Oezila. Wykorzystaliśmy ten fakt w stu procentach – 2:0 po dwóch błędach defensywy. Trzy dni później byliśmy świadkami wielkiej bitwy ze Szkotami. Tym razem zremisowanej, ale po bohaterskiej walce, okupionej nawet dziurami w nogach. Trzy mecze, 7 punktów, miejsce lidera grupy D. Sen?


Bardziej od wyników cieszy jednak styl. Ludzie mówią, że ten się nie liczy, bo ktoś za dwa lata i tak spojrzy na wynik i nie będzie pamiętał prostopadłego podania Jędrzejczyka i bomby Milika, ale dwa stracone punkty ze Szkotami. To jednak duże uproszczenie, bo piłka to nie tylko dwie bramki i jedenastu facetów biegających po boisku. Zbudowanie prawdziwej drużyny to zadanie zdecydowanie trudniejsze niż zwycięstwo nad Niemcami. A taką zbudował Nawałka. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego – bez odstawiania nóg, z walką od pierwszej do ostatniej minuty.


Możecie się ze mnie śmiać, ale tę reprezentację zbudował mecz towarzyski z Litwą. Po 45 minutach było blisko kompromitacji. W drugiej połowie strzeliliśmy dwie bramki i kamień z serca spadł wszystkim. Prezesowi Bońkowi, Nawałce i kadrowiczom. Gdyby reprezentacja przegrała, to pastwiono by się nad nią niemiłosiernie. W mediach zwalniano by selekcjonera – nikt nie zaznałby spokoju. A tak? Wygrano łatwy z pozoru mecz i później poszło z górki. Taki moment miała reprezentacja Fornalika w meczu z Danią. Tam też wrócono z dalekiej podróży. W kolejnych meczach eliminacyjnych było widać walkę, reprezentacja nie przyniosła wstydu w wyjazdowych spotkaniach z Anglią i Ukrainą, ale czegoś brakowało. Być może charyzmy, którą posiada Nawałka, a nie miał jej jego poprzednik.


Zdaję sobie sprawę, że to pierwszy krok. Fundamenty zostały postawione, dlatego mam jedną prośbę: nie spieprzcie tego Panowie! Nie wymagam wiele. Zwycięstw u siebie i walki od pierwszej do ostatniej minuty na wyjazdach. Tak, żeby nigdy już nikt nie musiał zarzucać wam – kadrowiczom, że na mecze reprezentacji przyjeżdżacie spotkać się z kumplami, a nie grać w piłkę. Nie ma sensu patrzeć w tabele – trzeba zbierać punkty. Te podliczymy 11 października 2015 roku po meczu Polska-Irlandia na Stadionie Narodowym. Ten dzień jest dla nas szczęśliwy. Przecież 11 października pokonaliśmy Portugalczyków, Czechów i Niemców.


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)