Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Brzydko, ale konsekwentnie - tak zwycięża Cracovia Podolińskiego

Brzydko, ale konsekwentnie - tak zwycięża Cracovia Podolińskiego

Piłka nożna | 17 paździenika 2014 20:47 | Przemysław Drewniak
Deniss Rakels był jedną z wyróżniających się postaci ofensywy Cracovii
fot. x-news
Deniss Rakels był jedną z wyróżniających się postaci ofensywy Cracovii

Na pierwszy piątkowy mecz planiści Ekstraklasy zazwyczaj desygnują do gry drużyny z drugiej części tabeli, przez co po przerwach na spotkania reprezentacji czy też tygodniu oglądania europejskich pucharów często doświadczamy twardego zderzenia z rzeczywistością. Nie inaczej było tym razem – pojedynek Cracovii z Ruchem okazał się kwintesencją przeciętności naszej ligi. Wygrały „Pasy”, które wykorzystały trwający nadal kryzys zespołu Niebieskich.


Mecz w Krakowie dobrze się oglądało tylko przez pierwsze dwadzieścia minut, gdy obie drużyny odważnie przystąpiły do ofensywy i stworzyły sobie kilka sytuacji podbramkowych. Tej najgroźniejszej nie wykorzystał mający w tym spotkaniu dobre momenty Dariusz Zjawiński, ale jego mocny strzał z dystansu wylądował tylko na poprzeczce. Wspomniany dobry fragment tego spotkania miał dodatkową zaletę – gdyby nie pudło Filipa Starzyńskiego z dziesięciu metrów w jednej z pierwszych akcji Ruchu, pewnie nie wiedzielibyśmy, że chorzowski „Figo” znajduje się na boisku.


Potem widowisko nam siadło, ale nie mogło być inaczej, skoro dwaj kreatorzy gry – Starzyński i Marcin Budziński, byli niemal zupełnie bezproduktywni. Pomocnik Cracovii notował sporo niecelnych podań, nie mógł złapać odpowiedniego rytmu gry, co negatywnie odbijało się na grze ofensywnej Pasów. Starzyński, jeden z czterech polskich kadrowiczów reprezentujących Ekstraklasę, ani przez moment nie pokazał, że jest postacią wybijającą się ponad przeciętność naszej ligi. Chimeryczność od dłuższego czasu jest jego największym problemem. W Krakowie pokazał swoją gorszą twarz, był mało widoczny, nie brał na siebie rozgrywania piłki. Im więcej takich występów, tym trudniej będzie Starzyńskiemu wywalczyć sobie transfer do lepszego klubu, nie wspominając już o utrzymania miejsca w kadrze reprezentacji Polski.


W zespole Ruchu najwięcej szumu nieoczekiwanie robił duet Martin Konczkowski – Wołodymyr Tanczyk. Ten pierwszy był najlepszym zawodnikiem „Niebieskich”. Pewnie bronił, często włączał się w akcje ofensywne, na ogół udanie dośrodkowywał. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że rozegrał swój najlepszy mecz w Ekstraklasie. W pierwszej połowie mógł w dodatku liczyć na szybkiego i sprytnego Ukraińca, który jednak zupełnie zgasł po przerwie. I od tego momentu Ruch nie stworzył sobie już właściwie ani jednej okazji do strzelenia gola. Grał statycznie, bez pomysłu, czyli dokładnie tak, jak podczas schyłku epoki Kociana.


W postawie Cracovii widać było dużą rozwagę w defensywie. I choć zabrakło kluczowego dla równowagi w jej grze Miroslava Covilo, tym razem udało się uniknąć większych błędów, co stanowi największą różnicę w porównaniu do pierwszych występów pod wodzą Roberta Podolińskiego. Trener Pasów zrozumiał, że przynajmniej na tym etapie budowy zespołu musi zrezygnować z efektownej gry. Cracovia rzadko utrzymuje się przy piłce na połowie rywala, gdzie jak najszybciej, dwoma-trzema podaniami próbuje przedostać się pod bramkę, eliminując ryzyko niebezpiecznej straty. Najczęściej korzystała z Boubacara Dialiby, który najczęściej nękał obronę Ruchu swoimi rajadami i niebiezpiecznymi wejściami w pole karne.


I jakby nie patrzeć, taka strategia przyniosła Cracovii powodzenie. Nie tylko nie straciła bramki, ale i wykorzystała swój inny ważny atut, czyli stałe fragmenty gry. W końcówce wreszcie z dobrej strony pokazał się Budziński, idealnie dośrodkowując piłkę na głowę Adama Marciniaka, który dał Cracovii zwycięskiego gola. I w zasadzie szkoda, że w takich meczach nie obowiązuje zasada złotej bramki, bo w 78. minucie to spotkanie mogłoby się już skończyć.


Biorąc pod uwagę podział punktów, trudno na razie o konstruktywne wnioski płynące z układu tabeli. Fakt jest jednak taki, że dzięki wygranej Cracovia nieznacznie odskoczyła od dołującej trójki, w której wciąż znajduje się Ruch. Przed Waldemarem Fornalikiem, który w żaden sposób nie zmienił gry zespołu w swoim debiucie, stoi dosyć trudne zadanie, bo na dziś każdy z piłkarzy Niebieskich gra poniżej swoich możliwości.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)