Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Alan Pardew czy Mike Ashley? Kto tu jest bardziej winny?
Alan Pardew nie może pochwalić się poparciem ze strony kibiców
fot. Flickr
Alan Pardew nie może pochwalić się poparciem ze strony kibiców

Alan Pardew czy Mike Ashley? Kto tu jest bardziej winny?

Piłka nożna | 18 paździenika 2014 13:14 | Bartłomiej Kornecki

Newcastle United to wielki klub. Z bogatą historią, masą sukcesów, legend i kibiców. Jednak aktualnie musimy go szukać gdzieś w strefie spadkowej. Po dwóch miesiącach bez zwycięstwa, z dwoma punktami straty do bezpiecznego miejsca. Bilans bramkowy? Siedem strzelonych – czternaście straconych bramek. Jak to się stało, że tak wielki klub ma równie duże problemy? Spojrzymy na kadrę i zobaczymy tam wielu mocnych piłkarzy, którzy mogliby bić się o Ligę Europy a nie o uniknięcie spadku.


Skoro piłkarze wydają się w porządku to może winny powinien być ten co ma za zadanie ich odpowiednio poustawiać. No właśnie. Kibice nie potrafią już utrzymać nerwów na wodzy. Oni nie chcą, oni już żądają zwolnienia Alana Pardew. W tym celu założyli nawet stronę SackPardew.com, na której możemy przeczytać mnóstwo powodów dlaczego Anglik powinien opuścić Sroki. Poza artykułami równie wiele statystyk potwierdzających ten fakt. Natrafiłem tam na jedną bardzo ciekawą. Pardew w 2014 roku na 26 meczów ligowych. Ma średnią zwycięstw na poziomie 19% i jest to siódmy najgorszy wynik w historii Premier League.

 

Wydaje się, że kibice nie mają co liczyć na zwolnienie menedżera bowiem dwa lata temu podpisał on ośmioletni kontrakt obowiązujący do 2020 roku. Wtedy mogło nie wydawać się to takim złym pomysłem. W sezonie 2011/12 zajął on z Newcastle wysokie 5. miejsce, wyprzedzając choćby Chelsea. Do tego wszystkiego dochodzi odprawa za zwolnienie Pardew według angielskiej prasy wynosi aż 5 milionów funtów. Oferując tak długi kontrakt klub chciał iść śladami Arsenalu i Manchesteru United jednak wybrali nie tego człowieka co trzeba.

 

Oczywiście są osoby, które twierdzą że cała ta sytuacja ma drugie dno, że Alan Pardew jest tylko marionetką, która w kwestii transferów nie ma nic do powiedzenia. Prezes klubu, Mike Ashley nawet nie próbował zatrzymać Yohana Cabaye’a czy Mathieu Debuchy’ego. Niektórzy uważają, że Pardew jest trzymany dlatego, że osiąga wyniki wystarczające do utrzymania się w lidze, promując przy tym swoich zawodników a dla Ashleya liczy się nie pozycja w Premier League, tylko zyski.

 

Opublikowanie w lutym wyniki finansowe wskazały, że Newcastle zarobiło 10 milionów. Biznes to biznes i model w którym Pardew z Cabaye’a, Debuchy’ego czy Demby Ba zrobił znakomitych graczy do sprzedania za grube miliony, pasuje Ashley'owi w stu procentach, a w składzie jest teraz Janmaat, Cabella i kilku innych, którzy mogą podążyć tą samą drogą. Biorąc pod uwagę, że ten trener nie poznał się na Mascherano, Tevezie czy Lallanie sugeruje, że nawet do takiej polityki znalazłby się ktoś lepszy.

 

W angielskiej prasie pojawiła się jeszcze jedna teoria, w której rzekomo Alan Pardew ma słabość do hazardu i podobno narobił sobie długów zarówno u prezesa jak i dyrektora Srok. Dzięki temu tak długa umowa pozwalałaby mu systematycznie spłacać swoje zaległości. Nie wiadomo ile jest w tym prawdy jednak patrząc na to co się dzieje w klubie i wokół niego nie można tego wykluczać. Przed meczem ze Stoke, Mike Ashley powiedział, że jeśli Pardew nie wygra swojego następnego meczu to go zwolni. Anglik oczywiście nie wygrał a posadę… zachował. Co najlepsze w całej sytuacji, prezes Newcastle obrócił ją w żart mówiąc, że  nie była na poważnie. Profesjonalizmu w całym klubie tyle, ile zdobytych bramek z rzutów rożnych w ostatnich stu sześciu meczach Srok. Dokładnie zero.

 

Bartłomiej Kornecki

Twitter: @Kornuch

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)