Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Cztery rzuty karne i pogrzeb na Etihad. Balotelli słabo ale stabilnie.

Cztery rzuty karne i pogrzeb na Etihad. Balotelli słabo ale stabilnie.

Piłka nożna | 19 paździenika 2014 17:31 | Bartłomiej Kornecki
Super Mario nie wykorzystał dzisiaj wielu znakomitych sytuacji na zdobycie gola
fot. Flickr
Super Mario nie wykorzystał dzisiaj wielu znakomitych sytuacji na zdobycie gola

Ci którzy czekali z utęsknieniem na Premier League nie mogli narzekać. Już pierwszy mecz po przerwie reprezentacyjnej dostarczył nam wielu emocji. Siłę Manchesteru City jak i samego Aguero poznał Tottenham. Sędzia tego spotkania Jonathan Moss podyktował cztery rzuty karne i wyrzucił z boiska piłkarza Spurs, Federico Fazio.

 

Często rzutom karnym towarzyszą kontrowersje i w tym przypadku nie było inaczej jednak suma szczęścia i pecha w przypadku niesłusznych „jedenastek”, dzięki interwencjom bramkarzy wyszła na zero. Kanonada rozpoczęła się w 13. minucie, po podaniu Franka Lamparda. Aguero tylko zatrzymał się w polu karnym, popatrzył jak ustawieni są obrońcy oraz bramkarz i otworzył wynik spotkania. Radość piłkarzy The Citizen nie trwała długo bo już dwie minuty później błąd Fernando wykorzystał Eriksen, który uderzeniem od poprzeczki zdobył wyrównującego gola.

 

Mecz mógł potoczyć się naprawdę różnie. Tottenham miał swoje sytuacje zwłaszcza za sprawą Christiana Eriksena, jak i Manchester City, który w pierwszej połowie dostał jeszcze dwa rzuty karne. Pierwszy za rzekomy faul na Franku Lampardzie, powtórki nie pokazały jasno czy ta „jedenastka” się należała. Pierwszą „Kun” Aguero wykorzystał, jednak dwanaście minut później już jego strzał z jedenastu metrów wybronił Hugo Lloris.


W drugiej połowie przełomowe było 6 minut. Między 62. a 68. minutą. Tottenham dostał rzut karny, był tak blisko, już wchodził do ogródka, już witał się z gąską jednak Roberto Soldado przestrzelił „jedenastkę”, na domiar złego dla Kogutów pięć minut później za faul w polu karnym (kolejny!) czerwoną kartką ukarany został Federico Fazio. Karnego na gola zamienił nie kto inny jak Aguero a siedem minut później on sam zdobył swojego czwartego gola i ustanowił wynik spotkania dobijając Tottenham.


Po dzisiejszym spotkaniu Argentyńczyk dogonił Diego Costę i zrównał się z nim w klasyfikacji strzelców. Obaj mają już po dziewięć trafień. Sam Aguero strzelił przeciwko Tottenhamowi w 6 ostatnich meczach aż 9 bramek. Sergio jest prawdziwym katem Kogutów.


Od meczu ze Spurs Arsenal dalej nie potrafi wygrać w lidze. Tym razem próbował na Emirates z Hull, które miało dziś dużo szczęścia mimo, że to Arsenalowi udało się ostatecznie urwać punkt w doliczonym czasie gry. Kanonierzy cały mecz grali poniżej oczekiwań mimo strzelenia szybko pierwszej bramki to jeszcze przed przerwą Hull wyrównało. Czy w sposób przepisowy? No właśnie, można się zastanawiać czy Flamini nie był faulowany w tej sytuacji. Zaraz na początku drugiej połowy zespół Arsene’a Wengera dostał drugiego „gonga” i to Kanonierzy musieli zacząć gonić wynik.


Arsenal stworzył sobie mnóstwo sytuacji przy dosłownie dwóch poważnych Hull. Dopiero w 91. minucie udało im się jakąś wykorzystać, a to za sprawą Alexisa Sancheza, który po indywidualnej akcji wyłożył piłkę Danny’emu Welbeckowi, Chilijczyk okazuje się strzałem w dziesiątkę na problemy Kanonierów. Dwoił się i troił aby zapewnić swojemu zespołowi punkt. Przypomina Mesuta Ozila z zeszłego sezonu, który też niemal w pojedynkę wygrywał mecze Kanonierom. Zobaczymy na jak długo Sanchezowi starczy sił.


W sobotnie popołudnie oglądaliśmy jeszcze derby Londynu. Crystal Palace znów próbował sprawić niespodziankę i urwać punkty Chelsea. Jak pamiętamy to właśnie na tym stadionie w zeszłym sezonie The Blues ostatecznie stracili szansę na mistrzostwo. To był pięćsetny mecz w którym John Terry wyprowadził swój zespół jako kapitan. W meczu nie wystąpił Diego Costa, któremu dał odpocząć Jose Mourinho po meczach reprezentacyjnych. Jego miejsce zajął Loic Remy, który nie pokazał nic nadzwyczajnego.


Zamiast Francuza, tego popołudnia na Selhurst Park brylował Oscar. Brazylijczyk otworzył wynik spotkania przepiękną bramką z rzutu wolnego. W drugiej połowie dołożył jeszcze asystę do cudownej akcji, w której obrona Crystal Palace została rozklepana a Fabregas zdobył bramkę. W 90. Minucie kontaktowego gola strzelił czujący się świetnie w tym zespole i próbujący odbudować dawną formę Wilfried Zaha. Obie drużyny kończyły mecz w dziesiątkę, a czerwonymi kartkami zostały ukarane jeszcze przed przerwą. Co ważne, w zespole Chelsea ukarany nią bezpośrednio został Cesar Azpilicueta, co oznacza, że będzie pauzował w meczu z Manchesterem United na Old Trafford.


Na deser w niedzielne popołudnie byliśmy świadkami wspaniałego meczu. Queens Park Rangers podejmował Liverpool. The Reds bez kontuzjowanego Sturridge’a za to z Mario Balotellim. W swojej historii QPR tylko dwa razy wygrało z Liverpoolem. Londyńczycy przed tym meczem z czterema punktami na koncie zamykali ligową tabelę. Mimo wyników i pozycji w lidze Harry Redknapp uważał, że jego zespołowi w każdym meczu brakowało tylko trochę szczęścia. Nie inaczej było dzisiaj.


W pierwszej połowie Liverpool nie istniał, a ponadto przez pierwsze piętnaście minut nie potrafił wyjść ze swojej połowy. QPR, a dokładnie Fer za sprawą Zamory miał dwie znakomite sytuacje na wyprowadzenie swojego zespołu na prowadzenie. Najpierw w dogodnej sytuacji z dziesiątego metra uderzył w poprzeczkę a następnie kilka minut później jego strzał z linii bramkowej wybił zawodnik Liverpoolu. W drugiej połowie to The Reds przejęli inicjatywę jednak Mario Balotelli marnował ciągle coraz to lepsze sytuacje do zdobycia bramki. Dopiero Richard Dunne pokazał Włochowi jak się zdobywa gole i strzelił.. sobie samobója. Był to jego już dziesiąty samobój w Premier League.


Mecz powoli zbliżał się ku końcowi kiedy to jedna z niewielu sytuacji QPR dała im wyrównanie. Vargas strzałem głową pokonał Mignoleta. To dodało wiatru w żagle Londyńczykom i kiedy wydawało się, że dołożą jeszcze jedną bramkę, nieupilnowany w polu karnym Bruno Coutinho strzelił gola QPR. Tak samo jak w ich ostatnim spotkaniu. Sędzia doliczył pięć minut i to nie był koniec emocji. Drużyna Harry’ego Redgnappa nie podłamała się i już dwie minuty później znów doprowadziła do wyrównania, znów po strzale głową i znów za sprawą Vargasa, który ten mecz rozpoczynał na ławce rezerwowych. Radość piłkarzy z Londynu nie trwała długo, w ostatniej akcji meczu po znakomicie wyprowadzonym kontrataku Rahem Sterling w polu karnym próbował dogrywać do Balotellego jednak (dla dobra dysponowanego dzisiaj Włocha i całego Liverpoolu) piłkę do własnej bramki skierował Steven Caulker.


Nadzieje QPR znów prysły i po raz kolejny zabrakło niewiele do uzyskania korzystnego rezultatu. Jednak trzeba wziąć pod uwagę, że Liverpool w tym meczu sobie nie radził, zwłaszcza w ataku. Mario Balotelli zagrał fatalnie. Dość, że był zagubiony to jeszcze osamotniony. W Machesterze City miał „Kuna” Aguero, który dużo więcej biegał i potrafił zrobić zamieszanie. Przed sezonem wielu się oburzało, że nikt nie typuje Liverpoolu w walce o tytuł, póki co pokazują ostatnie mecze, bardzo słusznie. Jedno jest pewne, tak dysponowany Liverpool nie ma szans w środę z Realem. Królewscy to nie QPR i nie zaczną sobie strzelać do własnej bramki.

 

Bartłomiej Kornecki

Twitter: @Kornuch

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)