Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Sen Legii trwa i niech się ciągnie jak najdłużej

Sen Legii trwa i niech się ciągnie jak najdłużej

Piłka nożna | 23 paździenika 2014 16:32 | Damian Wiśniewski

fot. T-Mobile Ekstraklasa / x-news

Dawno nie było już tak, że podchodząc do oglądania danego polskiego zespołu w europejskich pucharach robiliśmy to z tak dużym spokojem. Postawa warszawskiej Legii pozwala nam na to, by z optymizmem myśleć o kolejnych meczach w Lidze Europy, które ją czekają.

Niecały rok temu z pewnością nie brakowało głosów sceptyków. Z Legii zwalniany był Jan Urban, mimo że jego drużyna była liderem Ekstraklasy, a chwilę wcześniej zgarnęła mistrzostwo i puchar Polski. Wojskowi słabiutko prezentowali się jednak w europejskich pucharach i szefostwo tego klubu postanowiło zastąpić go doskonale znanym w świecie piłki Henningiem Bergiem.

Zatrudnienie Norwega było eksperymentem, opatrzonym dużą dozą ryzyka. Jasne, Berg był świetnym piłkarzem, z Blackburn Rovers i Manchesterem United wygrał wiele pucharów, ale jego doświadczenie trenerskie było mizerne. Przez krótki okres czasu prowadził Blackburn właśnie, potem klub w lidze norweskiej, ale próżno wypatrywać tam jakichś osiąganych przez niego sukcesów. Władze warszawskiej drużyny oddały więc ryzykowny strzał, który okazał się jednak być strzałem w dziesiątkę.

Osiem wygranych z rzędu, ponad 600 minut bez straty gola. Nie, to nie seria Barcelony w meczach ligowych, tylko kapitalna passa mistrzów Polski w europejskich pucharach. Ktoś może powiedzieć, że Legia miała zdominować ligę i odskoczyć daleko reszcie stawki, ale do tej pory tego nie zrobiła. Spokojnie, niedługo pewnie tego dokona. Z taką kadrą i tym zarządzaniem to kwestia czasu, nie oszukujmy się. Nie możemy zapominać, że w przeciwieństwie do innych zespołów T-Mobile Ekstraklasy zagrała już dziewięć meczów w Europie, więc w tym zespole proporcje siły muszą być rozkładane zupełnie inaczej.

600 minut bez straty gola w pucharach. Przecież to brzmi jak jakieś science fiction. Po tych wszystkich upokorzeniach, batach jakie zbierały nasze drużyny w pucharach, teraz mamy taką odmianę. Szok i przecieranie oczu. Rewanż z Celtikiem, dwumecz z Aktobe, spotkania z Lokeren, Trabzonsporem i Metalistem. Jasne, Legia nie w każdym z tych meczów potrafiła zdominować rywala, miewała słabsze momenty i czasem ciężko jej było utrzymać czyste konto, ale za każdym razem się udawało.

Mamy w pucharach przedstawiciela, którego nie musimy się wstydzić, a nawet możemy powoli zacząć się nim chwalić. Przed wczorajszym meczem z Matalitem wypadło dwóch kluczowych piłkarzy. Tomasz Brzyski i Miroslav Radović doznali kontuzji, które wykluczą ich z gry na około miesiąc czasu, za kartki wypadł też Michał Żyro. A tu proszę, okazało się, że bez tych trzech bardzo ważnych zawodników dalej można grać na wysokim poziomie. Kto spodziewał się tak dobrej gry Guilherme na lewej obronie?

Legia wyrobiła sobie w Europie już pewną markę. Nie gra widowiskowo, nie stwarza sobie ogromnej liczby sytuacji podbramkowych, nie strzela wielu goli. Ale przede wszystkim gra bardzo solidnie. Mocno zbudowany środek pola z Tomaszem Jodłowcem i Ivicą Vrdoljakiem jest prawdziwym oparciem tego zespołu. Obrona, w jakim zestawieniu by nie zagrała też, wygląda dobrze. Wczoraj zamiast Dossy Juniora mieliśmy Inakiego Astiza, a za Brzyskiego Guilherme. Ktoś odnotował jakiś spadek jakościowy? Bo ja w żadnym wypadku.

Prawdziwym talizmanem Legii jest jednak Ondrej Duda. Gdy patrzę na grę tego piłkarza (szczególnie w Europie), to zastanawiam się tylko, jak długo uda się utrzymać go przy Łazienkowskiej. Świetny drybling, kapitalny przegląd gry i dokładne, otwierające drogę do bramki podanie. Taki młodszy Miro Radović, ale z jeszcze większym chyba potencjałem. Wczoraj zagrał koncertowo, a jego gola można oglądać godzinami.

Ta wspaniała seria meczów bez utraconej bramki w europejskich pucharach zapewne wreszcie się skończy. Ta ze zwycięstwami też, ale nie musimy się tym przejmować. Jeśli Legia będzie grała tak, jak dotychczas to nawet mimo tego stać ją na wykręcenie świetnego wyniku. Bo jeśli potrafi wygrywać w meczu, w którym marnuje rzut karny i prokuruje następny rywalowi, to znaczy, że nie tylko umiejętności są po jej stronie, ale szczęście też.

I niech ono nie opuszcza jej jak najdłużej.


DAMIAN WIŚNIEWSKI
TWITTER: @Wisniewski_D2

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)