Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna W jaskini Lwa: Gwiazda wagi koguciej

W jaskini Lwa: Gwiazda wagi koguciej

Piłka nożna | 28 paździenika 2014 18:55 | Artur Davtyan

fot. facebook.com/TottenhamHotspur

Gdy przed rokiem Erik Lamela przechodził do Tottenhamu większość piłkarskiego świata na nowy nabytek Kogutów spoglądała z zazdrością. Następca Garetha Bale'a, mówiono, chłopak z równie wysokim lub nawet wyższym potencjałem. Rzeczywistość okazała się brutalna.

 

El Coco od zawsze uznawany był za wielki talent - warto wspomnieć, że gdy Erik miał 12 lat zgłaszała się po niego Barcelona. W River Plate nie zachwycał może skutecznością czy mnogością asyst, ale błyszczał nienaganną techniką i widać było w nim tę tak zwaną iskrę bożą. To zresztą w barwach Los Millonarios pierwszy raz popisał się bramką strzeloną raboną.



Chłopak szybko zdobył uznanie w oczach piłkarskich skautów, a AS Roma przed trzema laty wyciągnęła go z Argentyny za 12 milionów funtów.

 

Epizod w Rzymie to póki co najlepsze momenty kariery El Coco. W debiutanckim sezonie udało mu się uzbierać 10 oczek w punktacji kanadyjskiej - 4 bramki i 6 asyst. Eksplozja talentu Lameli przyszła jednak rok później. Rozgrywki 12/13 w Serie A zakończył z dorobkiem 15 goli i 5 ostatnich podań, a wszystko to grając w jednej linii z niezwykłym Tottim i ekscentrycznym Osvaldo, mając na karku zaledwie 20 lat. Zachwycała się nim większość świata futbolu, a sam Erik przed rozpoczęciem sezonu 13/14 został nowym graczem Tottenhamu za cenę około 30 milionów funtów. Stał się najdroższym transferem w historii klubu i piłkarzem, który miał wypełnić godnie lukę po pewnym Walijczyku sprzedanym do Realu Madryt.

 

Powiedzieć, że Erik nie spełnił oczekiwań to nic nie powiedzieć. W swoim pierwszym sezonie na White Hart Lane wybiegał zaledwie 331 minut w Premier League, a we wszystkich rozgrywkach niecałe trzy razy więcej. Dostępny do gry był w siedemnastu kolejkach ligowych i w blisko połowie, ośmiu, nie zmieścił się nawet do kadry meczowej. El Coco stał się więc członkiem Klubu Kokosa kilka tygodni po transferze. Grał nieodpowiedzialnie, nie uczył się języka, miał braki w przygotowaniu fizycznym. 90 minut zaliczył tylko w jednym meczu - blamażu na Etihad, gdzie City rozbiło ekipę wówczas prowadzoną jeszcze przez Andre Villasa-Boasa 6-0. W styczniu Argentyńczyk złapał kontuzję, która wykluczyła go z gry na resztę sezonu. Kto wie, czy nie było to dla niego zbawienne, na kilka miesięcy odsunęło bowiem od jego osoby krytkę mediów i środowiska kibicowskiego.

 

Oczekiwania w stosunku do Lameli ponownie wzrosły po świetnym okresie przygotowawczym w jego wykonaniu. El Coco miał rozbłysnąć na nowo pod wodzą świeżo zatrudnionego rodaka - Mauricio Pochettino. Wokół wychowanka River Plate były opiekun Southampton miał budować swoją wyjściową jedenastkę. Ostatecznie jednak Erik znowu zawodzi. Nie bierze na siebie ciężaru gry, jest agresywny piłkarsko w złym tego wyrażenia znaczeniu, nie widać też nici porozumienia między nim i resztą drużyny. Wierzy w niego trener (już 867 minut rozegranych w tym sezonie), ale póki co lepsze wrażenie sprawiają i Eriksen, i Chadli, a na swoją szansę czekają Lennon i Townsend.

 

Ale teraz z drugiej strony, spójrzmy na pierwsze lepsze statystyki Lameli w barwach Kogutów. 30 spotkań, 3 bramki, 10 asyst. Nie wygląda to tragicznie, prawda? Weźmy pod uwagę, że nie zawsze były to pełne spotkania, więc wybiegane ma Argentyńczyk mniej niż 2000 minut. Wygląda to już naprawdę porządnie. W dodatku strzela takie bramki:



Wydaje się, że wszystko gra, młody chłopak regularnie pokazuje swoje umiejętności, a także dostaje powołania do reprezentacji świeżo upieczonego wicemistrza świata. Dlaczego więc jest tak źle, chociaż wydaje się być tak dobrze? Trzeba sięgnąć nieco dalej, a zagadka sama się rozwiązuje. Z kim swoje liczby nabijał Erik?


- Tromsø IL - asysta;
- Sheriff Tyraspol - gol i asysta;
- Anży Machaczkała - asysta;
- Cardiff City - asysta;
- AEL Limassol - dwie asysty;
- Asteras Tripolis - dwie bramki;
- Queens Park Rangers - dwie asysty;
- Arsenal - asysta.


Naga prawda o El Coco, można by rzec.

 

Celem porównania przyjrzyjmy się statystykom wcześniej wspomnianych Eriksena i Chadliego na tle Lameli, dorzućmy też liczby Erika z jego drugiego sezonu w Romie. Pod uwagę brane są tylko rozgrywki ligowe.

 

1. Podania i kreatywność.



El Coco pod tymi względami wypada lepiej niż Chadli, lecz ciężko nie zauważyć, że to Eriksen częściej bierze grę na siebie (statystyka podań na mecz), czego wymaga zresztą odgrywana przez niego rola ofensywnego pomocnika. Jest widoczny jednak progres względem rozgrywek 12/13 i za to Argentyńczyka wypadałoby pochwalić. Na obrazku poniżej odnajdziemy też statystykę asyst, w której Lamela właśnie bryluje.

 

2. Strzały i bramki.

 

 

Tutaj Erik zasługuje już na naganę. Z Romy przychodził jako piłkarz niesamowicie bramkostrzelny (0.45 bramki na mecz), a w Premier League gola nie strzelił nie tylko w tym sezonie, ale również w poprzednim. Dodajmy do tego, że statystycznie oddaje jedno uderzenie na mecz i ma przy tym celność rzędu 25%. Jak więc ma zamiar zdobywać gole, jeśli celny strzał wychodzi mu średnio raz na cztery kolejki? To wie tylko on sam. Konkurencja zaś nie śpi pod tym względem - Eriksen trafiał przeciwko Sunderlandowi, Manchesterowi City i Southampton, a Chadli na listę strzelców wpisywał się przeciwko Arsenalowi, Queens Park Rangers (dwa razy) i ponownie Sunderlandowi.

 

3. Defensywa i dyscyplina.

 

 

Ostatni aspekt, który mam zamiar poruszyć. Lamela ma najwyższą liczbę przechwytów na mecz z całej trójki, w dodatku poprawił ten element w ciągu ostatnich dwóch lat. Jest jednak równocześnie najbardziej agresywnym i tutaj progresu nie widać. Argentyńczyk jak faulował we Włoszech, tak fauluje w Anglii. Jego konkurenci nie wypadają znacząco gorzej defensywnie, a grają zauważalnie czyściej. El Coco zdążył złapać już dwie żółte kartki, co raczej nie jest chlubnym wynikiem dla piłkarza ofensywnego. 

 

Nie twierdzę, że Lamela to piłkarz zły. Ma swoje atuty, wciąż ogromne pokłady potencjału, lecz bezpośredni przeskok z Serie A do Premier League okazał się dla niego zbyt drastyczny. Argentyńczykowi potrzeba więcej swobody w grze, ale też nauki dyscypliny taktycznej. Kierunek idealny? Hiszpania. Przykładem podobnej drogi może być choćby Alexis Sanchez. Jest jednak coś, czego El Coco odebrać się nie da - pierwsze miejsce w twitterowych trendach na świecie, które zapewniła mu przytoczona wyżej bramka z Asterasem. Chwilowo jest gwiazdą internetu, lecz w oparciu o całokształt dotychczasowej kariery piłkarz londyńskiego Tottenhamu bardziej zasługuje na miano gwiazdy (nomen omen) wagi koguciej.


Artur Davtyan
twitter:
DavtyanR2

 

Statystyki pochodzą z portalu squawka.com.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)