Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Łut szczęścia Cracovii
Stadion Miejski wypełnił się po brzegi.
fot. Hubert Błaszczyk
Stadion Miejski wypełnił się po brzegi.

Łut szczęścia Cracovii

Piłka nożna | 30 paździenika 2014 00:14 | Hubert Błaszczyk

Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka… byłaby wielka rzecz – mogą zaśpiewać pod nosem kibice Ostrovii 1909 Ostrów. Ich zespół zostawił serce na boisku, ale po 120 minutach walki musiał uznać wyższość Cracovii. W ćwierćfinale Pucharu Polski ekstraklasowy zespół zmierzy się z Błękitnymi Stargard Szczeciński.


Skazana na pożarcie Ostrovia 1909 po raz kolejny pokazała, że cechami wolicjonalnymi i odpowiednim ustawieniem taktycznym można zniwelować różnicę trzech lig. Z przebiegu gry Cracovia wcale nie była dominującym zespołem. Zawodnicy Roberta Podolińskiego lepiej jednak znieśli trudy spotkania i strzelili gola na wagę awansu w dogrywce. – Nie wiem czy nie lepiej było przegrać ten mecz 0:3. Wtedy nie mielibyśmy złudzeń, że przegraliśmy zasłużenie. Teraz mamy poczucie niewykorzystanej szansy. Cieszę się, że pokazaliśmy dobrą piłkę, ale niedosyt pozostanie – mówił po meczu prezes Ostrovii 1909, Jan Królak.


Nietrudno przyznać rację prezesowi Królakowi. Ostrovia w drugiej połowie spotkania grała, bowiem bardzo dobrze w piłkę. Ponownie sprawdził się scenariusz w myśl, którego ostrowianie dostają wiatru w żagle po stracie bramki. Największy popłoch drużyna Piotra Konstanciaka siała po stałych fragmentach gry. Właśnie po rzucie rożnym doszło do wyrównania w 71. minucie spotkania. Piłkę w siatce umieścił Damian Czech po świetnym dośrodkowaniu w punkt Michała Giecza.


Strzelona bramka tylko rozochociła miejscowych, którzy za sprawą Michała Giecza i Tomasza Kempińskiego byli bliscy objęcia prowadzenia. W pierwszym przypadku piłka trafiła w słupek, a w drugim w poprzeczkę. Napastnik Ostrovii strzelał z trzech metrów po koźle. Jak przyznał po meczu uderzył dość niefortunnie. – Miałem nadzieję, że wpadnę z piłką do bramki. Stało się jednak inaczej. Jestem kandydatem do pudła sezonu w Pucharze Polski – mówił wyraźnie podłamany Kempes.


W końcówce Ostrovia strzeliła drugiego gola. Nie został on jednak uznany przez arbitra, który dopatrzył się faulu na Bartoszu Kapustce. Przewinienia jednak nie było. Sędzia pomylił się też wcześniej, nie dyktując rzutu karnego za faul bramkarza Ostrovii 1909 na Przemysławie Kicie.


W dogrywce zmęczeni zawodnicy Ostrovii bronili się przed atakami Cracovii do 98. minuty. Wtedy po przytomnym zagraniu Bartosza Kapustki drugą bramkę dla przyjezdnych strzelił Dariusz Zjawiński. Napastnik gości mógł, a nawet powinien dołożyć chwilę później trzecią bramkę. Dogodną sytuację miał też Przemysław Kita.


Cracovia zagra w ćwierćfinale Pucharu Polski, choć gdyby nie łut szczęścia to zespołu z Ekstraklasy w tych rozgrywkach być już nie powinno. Szacunek dla Ostrovii za walkę, ambicję i serce zostawione na boisku. Swoją postawą zawodnicy trzecioligowca pokazali, że po murawie biegają nie tysiące złotych, a drużyna, której Cracovia obecnie nie ma.


HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)