Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Fellaini w końcu obala stereotypy

Fellaini w końcu obala stereotypy

Piłka nożna | 30 paździenika 2014 14:15 | Mateusz Decyk

fot. Oficjalny profil FACEBOOK MUFC

Nieudacznik. Drewno. Najgorszy transfer od niepamiętnych czasów. Jeszcze kilka tygodni temu takie określenie mocno trzymało się Marouane Fellainiego. Szczególnie wśród kibiców Manchesteru United. W całym środowisku pełnił raczej funkcję pośmiewiska i najsłabszego piłkarza w historii, przy którym przekroczono granicę 25 milionów euro. Ostatnie tygodnie pokazują jednak coś innego. Louis van Gaal wydaje się być człowiekiem, który w końcu znalazł w Belgu to, czego David Moyes nie dostrzegał w trakcie pobytu na Old Trafford. Ten sezon może całkowicie odmienić nasze postrzeganie Fellainiego jako piłkarza.

 

Futbol nie raz i nie dwa widział już przypadki, w których piłkarze dawno sprzedani przez kibiców potrafili znaleźć w sobie ostatnie pokłady motywacji, by wykorzystać je dla dobra drużyny. Ostatnio świetnie przekonali się o tym kibice Liverpoolu. Mario Balotelli i Dejan Lovren, którzy od początku byli zaliczani do najsłabszych ogniw The Reds, rzutem na taśmę zapewnili swojej drużynie zwycięstwo ze Swansea. Czy był to jednorazowy wyskok Super Mario? To ocenią nadchodzące tygodnie. Czy Chorwat będzie równie skuteczny w defensywie? Na pewno ta bramka pozwoli mu złapać pewność siebie, bo jak dotychczas tej bardzo mu brakowało, przez co w jego grę wkradała się masa niepotrzebnych błędów.

 

Marouane Fellaini był takim zawodnikiem, którego zwolenników wśród kibiców Czerwonych Diabłów można by pewnie policzyć na palcach obu rąk. Nie strzelał goli, nie asystował, a ponadto niewiele wnosił do gry. Nawet tej defensywnej. Cały poprzedni sezon może pewnie określić jako swój najgorszy w karierze. Ale jak widać chce odwrócić złą kartę.

 

- Długo czekałem na ten moment. Czułem się dzisiaj dobrze. Bardzo się cieszę, że zdobyłem swoją pierwszą bramkę w sezonie i pierwszą w barwach United. Przed wejściem na boisko dostałem wskazówki, by wywierać presję na przeciwnikach i wpadać w pole karne. Udało mi się dopiąć swego. – te słowa wypowiedziane po meczu z West Bromowich Albion nie zwiastowały niczego szczególnego. Trzeba przyznać, że drużyna Alana Irvine'a nie była dla Belga wymiernym sprawdzianem. Tym miała być niezwykle ważna potyczka z Chelsea na Old Trafford. Fellainiego czekało niezwykle ważne zadanie – powstrzymać Cesca Fabregasa. Czy ta sztuka mu się udała? Co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Mało tego, oprócz świetnej gry w destrukcji, asekuracji obrońców, próbował rozgrywać i wcale nie szło mu tak źle.

 

Porównywanie tego i poprzedniego sezonu w statystykach nie będzie tutaj zbyt wymierne (ze względu na rażące różnice w stylach gry preferowanych przez Moyesa i van Gaala), ale zaryzykujmy. Dla przykładu, w ubiegłorocznym pojedynku z Aston Villą, wygranym 4:1, Fellaini podawał znacznie częściej, jednak aż dziesięć razy zagrał niecelnie. A weźmy pod uwagę, że jego zespół dominował przez niemal całe spotkanie. W meczu z Chelsea, w którym przez cały okres, gdy na Fellainim spoczywała odpowiedzialność rozgrywania piłki (przynajmniej częściowa) zespół z Manchesteru był mocno stłamszony. Mimo tego defensywny pomocnik z afro wyglądał bardzo solidnie, a niecelne zagrania na własnej połowie miał tylko dwa. Przy czym musimy wziąć pod uwagę, że jedno z nich to było po prostu wybicie piłki w celu usunięcia zagrożenia. Gdy Czerwone Diabły goniły wynik i znacząco przeważały, Belg dostał identyczną rolę jak w spotkaniu z West Bromem. Miał czekać na górne piłki, walczyć o pozycję w polu karnym, ewentualnie wypracowywać okazję swoim kolegom. Nie podaniami, a w sposób... staroangielski. To tłumaczy niższą liczbę podań niż zazwyczaj. Dodatkowo nie możemy mu odebrać zasług przy zdobytej rzutem na taśmę bramce Robina van Persiego. To właśnie Maro powalczył w powietrzu i uderzył na bramkę swojego rodaka. Co się stało później? Wszyscy dobrze wiemy.

 

 

Oczywiście, nie wszyscy krytycy przekonali się do tego sympatycznego zawodnika po zaledwie dwóch dobrych występach, ale myślę, że dzięki bramce zdobytej przeciwko West Bromwich możemy spokojnie przypisać przełamanie złej passy Felli. Belg wiele zawdzięcza Louisowi van Gaalowi. To on zaczął przydzielać mu role podobne do tych, które pełnił w Evertonie Davida Moyesa. Dlaczego sam Szkot nie postawił na takie rozwiązanie? To już jego słodka tajemnica, ale przez niekompetencję, a raczej strachliwość Moyesa, Maro stracił cały poprzedni sezon.

 

Na koniec, chciałbym jeszcze zaprezentować porównanie występów Fellainiego z trzech ostatnich sezonów. Co z niego wynika? Największą różnicę mamy w średniej liczbie podań na mecz. Tendencja spadkowa, paradoksalnie oznacza w praktyce jego lepszą grę. A może raczej większą przydatność dla drużyny. Zdecydowanie zminimalizował również tendencję do oddawania niecelnych strzałów, a ogólne wrażenie i tak poprawia bramka zdobyta przeciwko West Bromowich. Na pewno nie jest już tak skuteczny w odbiorze jak w poprzednim sezonie. Statystyki w defensywie wydają się być zbliżone do tego, co Fella pokazywał w Evertonie, bo tak jak już wspomniałem rolę na boisku ma całkiem podobną do tamtego okresu. Liczby mogą nam również powiedzieć, że obecnie Belg jest o wiele trudniejszą przeszkodą do przebycia niż jeszcze w zeszłym roku. Poprawił też swoją skuteczność w powietrzu. Pomimo tego, że wcale nie stał się potulnym barankiem, popełnia znacząco mniej fauli.

 

 

Prawdziwym sprawdzianem dla tego piłkarza mogą być Derby Manchesteru. Zawodnicy, których będzie musiał upilnować i z którymi będzie musiał walczyć również są najwyższej światowej klasy. Jeśli zagra na podobnym poziomie co w potyczce z The Blues, to raczej na stałe wskoczy do podstawowej jedenastki Manchesteru United.

 

Źródła: squawka, FFT 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)