Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna 8 sekund Lecha czyli z nieba do piekła i z powrotem.

8 sekund Lecha czyli z nieba do piekła i z powrotem.

Piłka nożna | 30 paździenika 2014 22:28 | Adrian Szymczak
Bartłomiej Pawłowski zaliczył dzisiaj udany występ okraszony dwiema asystami.
fot. fot. T-Mobile Ekstraklasa/x-news
Bartłomiej Pawłowski zaliczył dzisiaj udany występ okraszony dwiema asystami.

Błędy, kopanina i do tego sześć bramek. To wszystko oglądała niespełna jedenastotysięczna publiczność zgromadzona przy ulicy Bułgarskiej w Poznaniu, gdzie miejscowy Lech podejmował Jagiellonie Białystok w ramach 1/8 Pucharu Polski.

 

Mecz wicelidera z szóstą drużyną Ekstraklasy miał stać na wysokim poziomie lecz takiego początku spotkania nikt się nie spodziewał. Poznańska lokomotywa ruszyła niczym TGV i już w pierwszej akcji spotkania potrzebowała 8 sekund (!) by piłka wpada do siatki Jagielloni. Z koła środkowego Kasper Hamalainen podał do Szymona Pawłowskiego, który popędził w stronę bramki gości, przedryblował dwóch piłkarzy i między nogami obrońcy podał piłkę do Zaura Sadajewa, który wykorzystując swoją siłę fizyczną poradził sobie z obrońcami gości i zapakował piłkę do siatki. Zawodnicy Jagiellonii chyba "nie wyszli z szatni", bo przez pierwsze piętnaście minut tylko biegali obok zawodników Lecha. W kolejnej akcji zawodnicy gospodarzy byli bardzo bliscy podwyższenia wyniku. Barry Douglas świetnie dośrodkował do Paulusa Arajuuriego i ten strzałem z powietrza trafił w poprzeczkę. Co się odwlecze to nie uciecze i w kolejnej akcji Lech podwyższył prowadzenie. Keita minął trzech rywali niczym tyczki slalomowe, zagrał troszeczkę przypadkową klepkę z Sadajewem, wbiegł w "szesnastkę" i zagrał świetną piłkę wzdłuż pola karnego, gdzie formalności dopełnił Karol Linetty. 7 minuta spotkania, gospodarze wygrywają już 2-0 więc wydawałoby się, że mecz już jest ustawiony i Jagiellonia odda już całkowicie pole gry.

 

Nic bardziej mylnego. W 16 minucie fatalny błąd popełnił Douglas, który podał wprost pod nogi Macieja Gajosa. Ten przebiegł z piłką kilkanaście metrów, prostym zwodem ograł Huberta Wołąkiewicza i strzałem z ok. 20 metra pokonał bramkarza gospodarzy. Gra toczyła się głównie w środkowej części boiska. Jedna i druga drużyna popełniała masę prostych błędów. W 26 minucie na lewym skrzydle Patryk Tuszyński ograł aż trzech zawodników Kolejorza, zagrał płaską piłkę w pole karne, która trafiła pod nogi Douglasa. Pech chciał, że Szkot tak niefortunnie wybił piłkę, że ta odbiła się od Paulusa Arajuuriego i wpadła do bramki gospodarzy. Pewny swego Lech przyjął kubeł zimnej wody i musiał się jakoś otrząsnąć po takim ciosie. Kopanina przy Bułgarskiej trwała w najlepsze do końca pierwszej części spotkania i wynik spotkania się nie zmienił. Po 45 minutach mieliśmy remis 2-2.

 

W drugiej połowie Lech nadal przeważał, lecz bramek nie oglądaliśmy, choć zdecydowanie powinniśmy. W 70 minucie Zaur Sadajew wyszedł sam na sam z bramkarzem Jagiellonii, lecz nie potrafił pokonać Bartłomieja Drągowskiego. Po drugiej stronie boiska co jakiś czas Gostomskiego nękali Gajos na zmianę z Tuszyńskim, lecz ani jeden ani drugi nie potrafili pokonać golkipera Lecha.

 

90 minut nie przyniosło jednak rozstrzygnięcia i potrzebna była dogrywka. W tej lepsi okazali się gospodarze. Jagiellonia długo stawiała opór i sama wyprowadzała groźne akcje, lecz bez większego skutku. W 112 minucie po faulu na Pawłowskim piłkę na osiemnastym metrze ustawił Barry Douglas i w kapitalny sposób umieścił piłkę w siatce Drągowskiego. Ta bramka dodała animuszu gospodarzom, którzy dostali energetycznego "kopa" i zdecydowanie przejęli inicjatywę. Ich ataki jednak nie przyniosły skutku aż do 120 minuty, gdzie po raz drugi w czwartkowym spotkaniu asystę zaliczył Szymon Pawłowski, a piłkę do siatki wpakował Karol Linetty. Po tej akcji sędzia Marcin Borski zakończył spotkanie i Lech Poznań awansował do kolejnej rundy Pucharu Polski.

 

Po dzisiejszym spotkaniu na uwagę zasługuje 17-letni bramkarz gości Bartłomiej Drągowski. Wychowanek białostockiego klubu zachowywał się w dojrzały sposób i na boisku nie było widać różnicy wiekowej. Jego interwencje były pewne i skuteczne i gdyby nie jego dzisiejszy popis, Jaga wróciła by z kilkubramkowym bagażem bramek. Wśród zawodników z Poznania od razu rzuca się w oczy postawa Barry'ego Douglasa. Szkocki zawodnik przeżył dzisiaj podróż z nieba do piekła i z powrotem. Najpierw dwa katastrofalne błędy, a później bramka, która odwróciła losy spotkania.

 

Kibice z Poznania czekali 3 lata na awans swojej drużyny do ćwierćfinału Pucharu Polski. Ich następnym przeciwnikiem będzie Znicz Pruszków, który pokonał Zagłębie Lubin. Mogłoby się wydawać, że Kolejorz ma pewny awans do półfinału, bo to drużyna z niższej ligi. Jednak jest coś co powtarzamy jak mantra w tej edycji: Puchar Polski rządzi się swoimi własnymi prawami i o niespodziankę jest niezwykle łatwo.

 

ADRIAN SZYMCZAK

Twitter: @SzymczakAdrian

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)