Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Cztery samobóje i Kapo - Korona ogrywa Wisłę!

fot. x-news.pl / T-Mobile Ekstraklasa

Cztery samobóje i Kapo - Korona ogrywa Wisłę!

Piłka nożna | 31 paździenika 2014 22:45 | Mateusz Bednarczyk

 Po serii czterech punktów zdobytych w dwóch ostatnich meczach, fani Korony Kielce ostrzyli sobie zęby na kolejne zwycięstwo i nie zawiedli się. Po stojącym na przeciętnym poziomie meczu zespół gospodarzy zwyciężył 3:2 w spotkaniu z, wydawało się, będącą znów na fali wznoszącej Wisłą. Większość bramek spotkania padło w kuriozalnych okolicznościach, a o zwycięstwie przesądził po jednej z nielicznych ładnych akcji w tym meczu, a w zasadzie tej najpiękniejszej, grający swoje najlepsze zawody spośród wszystkich w Ekstraklasie Olivier Kapo. Dzięki jego bramce zespół z Kielc odbił się od dna ligowej tabeli na dobre. Trzy kolejne mecze z zespołami z pierwszej ósemki poprzedniego sezonu zakończyły się dla zawodników Ryszarda Tarasiewicza siedmioma zdobytymi punktami.

 

Wisła mimo świetnego powrotu w spotkaniu z Podbeskidziem zaczęła mecz z dwoma zmianami w podstawowej jedenastce. Nie w pełni dysponowanego Pawła Brożka zmienił po serii zmian pozycji innych graczy... Arkadiusz Głowacki, a zamiast słabo dysponowanego tydzień temu Łukasza Garguły na boisko wybiegł Donald Guerrier. W związku z roszadami, na pozycję wysuniętego napastnika przesunięty został Mariusz Stępiński i to okazało się nietrafioną decyzją Franciszka Smudy. Gracz wypożyczony z Norymbergi nie wniósł do gry tyle jakości, co wnosi Brożek, a brak napastnika, który potrafi dobrze przyjąć piłkę, a także szukać wolnych przestrzeni na boisku, znakomicie wykorzystał agresywnie grający zespół Korony.

 

Oba zespoły od początku spotkania grały niedokładnie, co przekładało się na ilość sytuacji podbramkowych. Można powiedzieć, że w pierwszych kilkunastu minutach spotkania nie działo się dosłownie nic. Spora ilość błędów technicznych, a także nieumiejętność rozgrywania piłki w ofensywie, skłoniły graczy obu zespołów do ostrej walki na boisku, na którą pozwalał sędziujący to spotkanie Paweł Raczkowski. Arbiter podniósł dziś sobie poprzeczkę bardzo wysoko, nie przerywał bez potrzeby akcji obu zespołów, starając się nie psuć i tak już kiepskiego widowiska.

 

Na pewno nie popsuli go obrońcy obu ekip, raz po raz powodując groźne sytuacje po sporych błędach. Bramki padały w naprawdę kuriozalny sposób. Najpierw, przy desperackim, i z pozoru niegroźnym uderzeniu Kyrylo Petrova z 35 metrów, piłkę pechowo odbił Arkadiusz Głowacki, pakując ją do siatki strzeżonej przez Michała Buchalika. Niedługo po przerwie po rzucie rożnym i główce Burligi, strzelec gola na 1-0 został trafiony piłką tak niefortunnie, że skierował ją w samo okienko własnej bramki. Kilka minut później Korona odpowiedziała ładną akcją, w której po świetnym zgraniu Kapo i wrzutce Aankoura, rozgrywający kolejne dobre zawody Richard Guzmics pechowo wbił kolejnego "samobója". W 78 minucie jeszcze większy błąd popełnili gracze gospodarzy, gdy po wrzutce Macieja Sadloka i zderzeniu Cerniauskasa z Dejmkiem, ten drugi "zdobył" kolejną samobójczą bramkę w tym meczu. W międzyczasie z boiska za faul na tzw. "pomarańczową", wyleciał Łukasz Burliga. Może dziwić tutaj brak konsekwencji sędziego, który z jednej strony pozwalał na ostrą walkę, a z drugiej niebezpieczne wejście - ale z trafioną piłką jako pierwszą - zostało od razu ukarane wykluczeniem z gry. Pod koniec spotkania festiwal przypadkowych bramek został przerwany. Po zgubieniu rywali w środku pola dobrą akcję rozegrali wprowadzony po przerwie Janota z Aankourem, a Oliver Kapo wykorzystał błąd zarówno w ustawieniu (złamana linia spalonego), jak i w kryciu Dariusza Dudki i posłał piłkę do siatki.

 

Dawną formę pokazał przede wszystkim Vlastimir Jovanovic, który znów, jak za najlepszych lat  kadencji Leszka Ojrzyńskiego, dzielił i rządził na boisku. W środku pola zbierał mnóstwo bezpańskich piłek, znakomicie asekurował obrońców,  w dodatku był też głównym motorem napędowym zespołu. Oprócz umiejętnego rozgrywania piłki, zaprezentował sporo wyjść do przodu, tworząc przewagę podczas kontrataków. Warto wyróżnić Oliviera Kapo, który w końcu zagrał na oczekiwanym od niego poziomie. Właściwie przy każdym kontakcie z piłką tego zawodnika było widać sporą jakość, która wczesniej nie do końca skutkowała lepszą grą zespołu. Dziś Kapo śmiało może zostać okrzyknięty bohaterem spotkania, a niektóre jego zagrania świadczą o tym, że stać go na jeszcze więcej. Także zmiany w podstawowej jedenastce Korony przyniosły efekt - wprowadzeni Aankour i Sobolewski rozegrali naprawdę dobre zawody.
 

W zespole Wisły sporo ożywienia po wejściu na boisko wnieśli Emmanuel Sarki i Paweł Brożek, jednak gra formacji pomocy i ataku była na tyle nieefektywna, że indywidualne wejścia Nigeryjczyka i pojedyncze zagrania "Brozia" nie były w stanie odmienić losów meczu. Nawet jeżeli przekładały się na podbramkowe sytuacje, gracze Białej Gwiazdy nie potrafili ich skutecznie wykorzystać. Oczekiwań nie spełnił występ Semira Stilicia, który nie potrafił oszukać rywali jak w poprzednich spotkaniach, a czasem pod dobrym pressingiem rywali gubił piłkę, do tego zmarnował najlepszą sytuację w spotkaniu. Troszkę poniżej swojego poziomu zagrał wracający po kontuzji Arkadiusz Głowacki, a pozostali gracze przy słabszej formie liderów, nie potrafili "pociągnąć" całego zespołu. Do miana negatywnych bohaterów mogą też kandydować bramkarze obu ekip - Cerniauskas był głównym winowajcą przy drugiej bramce dla Wisły, zaś Michał Buchalik przy nieco lepszym ustawieniu, miałby w zasięgu zarówno pierwszy, jak i drugi "strzał" swoich stoperów.

 

Mecz na dobre oddalił gospodarzy od strefy spadkowej tak samo, jak oddalił Wisłę od pierwszego miejsca w tabeli. Widowisko nie powalało na kolana, jednak Korona osiągnęła swój cel i tak naprawdę dla zespołu Tarasiewicza w tej sytuacji liczą się punkty. Za kilka tygodni nikt nie będzie pamiętać o serii przypadków w tym spotkaniu, na których w ogólnym podsumowaniu, nie skorzystał bardziej ani jeden, ani drugi zespół. Oceniając ten mecz bardziej optymistycznie, można powiedzieć że w Kielcach mieliśmy dziś prawie wszystko, co najważniejsze w piłce - czerwoną kartkę i mnóstwo męskiej, agresywnej walki, a przede wszystkim sporo bramek.

 

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)