Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Liverpool na kolanach! Sroki wracają do gry!

Liverpool na kolanach! Sroki wracają do gry!

Piłka nożna | 01 listopada 2014 15:54 | Mateusz Decyk

fot. Oficjalny profil FACEBOOK Liverpool FC

O tym meczu Brendan Rodgers chciałby zapomnieć jak najszybciej, bowiem jego podopieczni już dawno nie doznali tak kompromitującej porażki. Z kolei Alan Pardew powoli powraca do łask kibiców Newcastle, po tym jak w przeciągu jednego tygodnia pokonał mistrza i wicemistrza Anglii.

 

To był minimalny wymiar kary. To prawda, że w pierwszej połowie Liverpoolczycy znacznie przeważali jeśli chodzi o posiadanie piłki. To jednak na nic się nie zdało, bowiem zdołali oddać ledwie jeden strzał. I chyba nikt nie spodziewał się, że jedynym, który zagrozi bramce Tima Krula będzie Martin Skrtel. Więcej strzałów oddały Sroki, które skupiły się na kontratakach i stałych fragmentach gry. Po jednym z nich Papis Cisse uderzył na bramkę Mingnoleta, ale świetną grą na linii wykazał się... Glen Johnson, który głową wybił piłkę z pola karnego.

 

Wydawało się, że na drugą połowę wicemistrzowie Anglii wyjdą zmotywowani i zaczną stwarzać sobie więcej sytuacji. I tak też się stało, ale dłużni nie pozostali gospodarze, którzy systematycznie nękali Simona Mignoleta. Bardzo aktywny był Ayoze, który po prostym błędzie technicznym Alberto Moreno, pokonał bramkarza The Reds mocnym strzałem z kilku metrów. Po straconej bramce piłkarze Rodgersa mocno się pogubili. Oczywiście widać w nich było chęć odrobienia straty, ale graczom w czerwonych trykotach kompletnie nic w sobotę nie wychodziło.

 

To Newcastle stwarzało sobie coraz więcej sytuacji. Mogli nawet dobić rywala i wbić mu dodatkowe dwie bramki. Mogli, ale w drugiej połowie dobrze spisywał się belgijski bramkarz gości. Remy Cabella na pewno będzie pluć sobie w brodę, gdy obejrzy powtórki, zmarnowanych przez siebie okazji.

 

Fani Liverpoolu z pewnością mieli nadzieję, że gol strzelony w ostatnim pucharowym spotkaniu, pomoże odblokować się Mario Balotellemu, ale Włoch rozegrał kolejne beznadziejne spotkanie. W jego występie znów było więcej kabaretu niż zaangażowania. Mimo wszystko, po sobotnim spotkaniu nie powinniśmy obwiniać indywidualności w drużynie z Anfield. Zawalił cały zespół. Włącznie z trenerem, który w trakcie meczu nie potrafił wpłynąć na własną drużynę, a zmiany które wprowadził niczego nie wniosły.

 

Ostatnie tygodnie w drużynie Newcastle należą na pewno do tych najbardziej szalonych w historii. Jeszcze miesiąc temu Alan Pardew skazywany był na banicję, a dziś... Sroki powoli dołączają do walki o europejskie puchary. Futbol cholera jasna!

 

Newcastle – Liverpool 1:0
1:0 Ayoze

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)