Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Minimalista Mourinho. „Młoty” nie zwalniają tempa.

Minimalista Mourinho. „Młoty” nie zwalniają tempa.

Piłka nożna | 02 listopada 2014 11:11 | Bartłomiej Kornecki
Mourinho miał troszkę szczęścia z Q.P.R.
fot. Flickr
Mourinho miał troszkę szczęścia z Q.P.R.

Pierwszy listopada, Polska odpoczywa, może nie przed wyłożona kanapą a na cmentarzach z bliskimi, za to największe ligi w Europie ani na moment nie zwalniają tempa. W sobotę o szesnastej zobaczyliśmy aż sześć meczów, które tak naprawdę były tylko przystawką przed niedzielnym daniem głównym na Etihad.

 

Powrót hiszpańskiego killera
W derbach Londynu naprzeciw siebie stanęły ekipy prowadzone przez charyzmatycznych menedżerów, Chelsea i Queens Park Rangers. Chociaż to The Blues zawsze są faworytami w starciach z tym lokalnym rywalem to trzeba zaznaczyć, że dwa lata temu, w spadkowym sezonie dla Q.P.R. to zespół Harry’ego Redknappa okazał się dwukrotnie lepszy. Najpierw remisując a następnie wygrywając na Stamford Bridge. Jakby tego było mało zwycięskiego gola w tamtym meczu zdobył Shaun Wright-Phillips były zawodnik Chelsea.


W końcu w wyjściowej jedenastce Jose Mourinho pojawił się Diego Costa, który zagrał dziś na poziomie bardziej reprezentacyjnym w swoim wykonaniu. Oddając tylko jeden strzał. Pierwsze skrzypce w zespole The Blues po raz kolejny grali Fabregas, Oscar i Hazard, który dwoił się i troił aby zapewnić trzy punkty swojemu zespołowi. Belg jest na dobrej drodze aby zostać najlepszym piłkarzem na Wyspach. Pierwszą bramkę po wspaniałej indywidualnej akcji Cesca Fabregasa, tak zwanym rogalem wykorzystał Oscar. Kwadrans po zmianie stron do wyrównania doprowadzili goście. Po uderzeniu Leroy’a Fera bieg piłki piętą, zmienił Charlie Austin zupełnie myląc Courtisa. Ten sam zawodnik po wyrównującej bramce miał jeszcze dwie okazje ale jego strzały bronił golkiper Chelsea. W 76. minucie faulowany w polu karnym Eden Hazard, sam podszedł do jedenastki i ją wykorzystał. To dobiło już zespół z Loftus Road, który w końcówce już tylko się bronił.

 

Beniaminek zbombardowany
Arsenal na własnym boisku podejmował ostatnie w tabeli Burnley. Już w pierwszej połowie Kanonierzy przycisnęli swoich rywali jednak raz za razem byli nieskuteczni. Na pierwszego gola musieliśmy czekać aż do drugiej połowy i to do 70. minuty. Gola zdobył oczywiście nie kto inny jak Alexis Sanchez, który wykorzystał dośrodkowanie Chambersa. Burnley dzielnie się broniło jednak stracona bramka podłamała zespół. Już dwie minuty później po rzucie rożnym najprzytomniej w polu karnym zachował się Chambers i wślizgiem podwyższył na 2-0. Jak było widać ten wynik satysfakcjonował Arsene’a Wengera i jego zespół zwolnił tempo. Dopiero w 90. minucie po plasowanym podaniu Gibbsa z lewej strony do piłki dopadł Sanchez i Chilijczyk ustalił wynik spotkania na 3-0. W składzie Arsenalu po bardzo długiej nieobecności na dziesięć minut przed końcem pojawił się Theo Walcott.


Archaiczny futbol przeszedł do lamusa
„Nie o taki futbol walczyłem!” Można rzec po obejrzeniu kolejnego meczu West Hamu. Sam Allardyce to trener, który zawsze wolał grać topornie ale skutecznie, brzydko dla oka, z dużą liczbą dośrodkowań na wysokich napastników. W zeszłym sezonie jego zespół zajął 13. miejsce zdobywając zaledwie 40 goli. Aktualny sezon to zupełny fenomen. Po dziesięciu kolejkach „Młoty” mają 19 zdobytych bramek. Więcej niż Liverpool, Manchester United czy Arsenal. A sama gra jego zespołu nie przypomina tej „XIX wiecznej” jak nazywał ją Mourinho. Wiele zmieniło się po kontuzji Andy’ego Carolla. „Big Sam” pod jego nieobecność zmienił zupełnie taktykę, jego zespół gra po ziemi, szybciej, bardziej widowiskowo dla oka. Swoją szansę dostał sprowadzony w tym sezonie Diafra Sakho, który ma już na końcie sześć trafień.


W sobotę West Ham przyjechał na Britannia Stadium do Stoke, które plasuje się w środku tabeli. Natomiast „Młoty” po trzech zwycięstwach – w tym jednym, z Manchesterem City – zajmowały czwartą pozycję w tabeli. West Ham bez swojego najlepszego strzelca, Sakho nie radził sobie za dobrze. W 33. minucie będący w polu karnym Bojan Krkic uderzał na bramkę Adriana jednak trafił w Mosesa, co zaskoczyło golkipera „Młotów”. Natomiast zawodnik Stoke z zimną krwią wpakował piłkę do siatki. Stoke nie zwalniało tempa ani na moment. Dziesięć minut po wznowieniu drugiej połowy, kolejna akcja z prawej strony. Dośrodkowywał Walters, a bramkę głową zdobył Mame Biram Diouf. Senegalczyk strzela dla Stoke w co trzecim meczu. Biorąc pod uwagę jego skuteczność z poprzednich klubów na Britannia Stadium radzi sobie naprawdę świetnie.


Mimo straty dwóch goli West Ham nie zamirzał się poddać. W głównej mierze za sprawą Downinga i Valenci. Najpierw to Anglik obsłużył znakomitym dośrodkowaniem Kolumbijczyka, który to strzałem „szczupakiem” zdobył gola kontaktowego, a trzynaście minut potem to z lewej strony Valencia dograł do Downinga i ten mierzonym strzałem doprowadził do wyrównania. Trzeba zaznaczyć, że były to jedyne dwa celne strzały West Hamu w tym meczu.

 

Podsumowanie
W pozostałych meczach Premier League rządzili goście, zarówno Hull jak i Leicester byli bardzo gościnni oddając komplet punktów swoim rywalom. „Lisy” tym razem z Marcinem Wasilewskim w pierwszym składzie przegrały 0:1 z West Bromem, natomiast „Tygrysy” z Southampton. Newcastle po fantastycznej serii trzech ligowych zwycięstw skoczyło na jedenaste miejsce. Jak tak dalej pójdzie to Alan Pardew podpisze kontrakt na kolejne dziesięć lat. Mniej kolorowo jest dla Q.P.R. i Burnley. Obaj beniaminkowie są pogrążeni na ligowym dnie. Kluczowy będzie niedzielny mecz pomiędzy dwoma kandydatami do spadku, Crystal Palace a Sunderlandem.

 

Bartłomiej Kornecki

Twitter: @Kornuch

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)