Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Górnik - Pogoń 1:1, mecz na remis w Zabrzu

fot. x-news.pl / T-Mobile Ekstraklasa

Górnik - Pogoń 1:1, mecz na remis w Zabrzu

Piłka nożna | 02 listopada 2014 15:02 | Mateusz Bednarczyk

To właśnie po nieudanym spotkaniu przeciwko Górnikowi Zabrze, Jan Kocian został zwolniony z funkcji pierwszego trenera Ruchu Chorzów. Zaledwie niecały miesiąc czekał na okazję do rewanżu, jednak tym razem jego zespół mierzył się z Górnikiem, pogrążonym w lekkim kryzysie. Po trzech porażkach z rzędu, trenerzy Józef Dankowski i Robert Warzycha na mecz z Pogonią powołali najmłodszą meczową "osiemnastkę" w tym sezonie. Nie był to wynik nowej strategii duetu trenerskiego, a pauzy za kartki lidera środka pola, weterana Radosława Sobolewskiego. Bez niego w składzie Górnik przerwał serię porażek, a Kocianowi rewanż udał się tylko połowicznie.

 

Sobolewskiego w składzie zabrzan zastąpił Bartosz Iwan i od samego początku zabrał się za walkę o miejsce na boisku w następnych spotkaniach. Już w pierwszych dwóch minutach oddał dwa bardzo groźne strzały na bramkę Janukiewicza, zaś chwilę później doskonałym podaniem obsłużył Łukasza Madeja, który przytomnie odegrał do świetnie ustawionego Zachary. Napastnik Górnika nie miał najmniejszego problemu z otwarciem wyniku spotkania. Po tej bramce Pogoń nadal nie potrafiła wejść w mecz, dopiero po kilkunastu minutach łapiąc właściwy rytm. Od tej pory na boisku mogliśmy oglądać prawdziwą wymianę ciosów.

 

Zespół Portowców prowadził Rafał Murawski, który jako jedyny zagrał całe 90 minut na równym i wysokim poziomie. "Muraś" dzielił i rządził w środku pola, notował kluczowe odbiory, ale też organizował grę ofensywną zespołu. Wsparcie dostał dopiero po 30 minutach gry. Wtedy Łukasz Zwoliński obejrzał za niesportowe zachowanie czwartą żółtą kartkę w tym sezonie i wykluczył się z prestiżowego spotkania z Legią Warszawa. Po tym wydarzeniu młody napastnik Portowców postanowił dać z siebie wszystko w tym spotkaniu, a jego aktywność zaprocentowała kilkoma niezłymi sytuacjami. Po przebudzeniu "Zwolaka", cały zespół dołączył do wyróżniającej się dwójki i dążył do wyrównania, mając również sporo szczęścia przy niektórych sytuacjach Górnika. Starania gości zostały zamienione na bramkę, gdy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego największą przytomnością wykazał się słabo grający do tej pory Mateusz Matras, oddając piękny, techniczny strzał i pozostawiając bez szans najlepszego w tym sezonie bramkarza ligi, Pavolsa Steinborsa. Niezbyt lubiany przez kibiców Portowców pomocnik po golu wyraźnie nabrał wiatru w żagle i do końca swojego pobytu na boisku prezentował się bardzo dobrze.

 

W linii defensywnej Pogoni spustoszenie siał przede wszystkim Błażej Augustyn. Górnicy wykorzystywali każdą okazję, by po stałych fragmentach gry słać piłkę do rosłego defensora, a ten nie miał kłopotu z wygrywaniem walki w powietrzu, jednak na szczęście gości piłka po jego uderzeniach nie znajdowała drogi do siatki. Również trójka Cerimagić-Madej-Zachara z przodu zaprezentowała kilka koronkowych, ciekawych rozegrań. Bośniak zastąpił w podstawowej jedenastce "mózg" zespołu, czyli Roberta Jeża, który zaliczył kilka słabszych występów, jednak po wejściu z ławki pokazał spore możliwości.

 

Augustyn nie zdołał zdobyć bramki, odmieniającej losy spotkania, ale mimo tego mógł mieć ogromny wpływ na końcowy wynik. Po łatwej stracie w środku pola, brutalnie sfaulował rywala i sędzia Bartosz Frankowski natychmiast pokazał mu czerwoną kartkę. Po tym wydarzeniu, Portowcy ruszyli do ataku, jednak ich natarcie trwało zaskakująco krótko i ostatnie dziesięć minut było już wyrównaną walką, w której żaden z zespołów nie potrafił zepchnąć rywala do defensywy. Raziła w oczy słaba gra skrzydłowych Pogoni, Murayamy i Kuna, którym brakowało dziś jakości w wielu elementach gry. Wielka szkoda, bo Łukasz Zwoliński był w tym meczu naprawdę niebezpieczny dla obrony rywala, ale zabrakło mu trochę wsparcia.

 

Na koniec słowo o sędziowaniu. Pan Bartosz Frankowski przez cały mecz usilnie starał się popsuć to dobre widowisko, wielokrotnie zbyt pochopnie przerywając grę. Gwizdał praktycznie każdy kontakt między zawodnikami, w wielu sytuacjach nie stosował korzyści, tak więc momentami można było odnieść wrażenie że mecz T-Mobile Ekstraklasy prowadzi arbiter rodem z... Primera Division. Taka postawa sędziego nie zasługuje na zbyt wysokie noty, jednak z drugiej strony, Pan Frankowski świetnie zareagował przy zbyt ostrym wejściu Augustyna, a także nie skrzywdził ani nie wypromował szczególnie żadnego z zespołów.

 

W dzisiejsze popołudnie oglądalismy dobry, żywy mecz, a remis jest jak najbardziej sprawiedliwym wynikiem. Przede wszystkim uwadze nie może umknąć fakt, że podział punktów nastąpił nie dlatego, że żaden z zespołów nie zrobił nic by wygrać, a po prostu oba zespoły nie zasłużyły dziś swoją grą na porażkę.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)