Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Messi raz i Messi dwa, wyrównany rekord Raula

Messi raz i Messi dwa, wyrównany rekord Raula

Piłka nożna | 05 listopada 2014 23:28 | Sebastian Ibron
Widok uśmiechniętego Messiego - długo na ten widok trzeba było czekać
fot. FC Barcelona/facebook.com
Widok uśmiechniętego Messiego - długo na ten widok trzeba było czekać

Dla drużyn pokroju Barcelony, czyli drużyny przyzwyczajonej do regularnych sukcesów, takie starcia, jak to z Ajaxem, zdecydowanie nie należą do najłatwiejszych. Mimo przegranego Gran Derbi i pojedynku z Celtą, Barcelona pokonała Ajax na Amsterdam Arenie 2:0.


Blaugrana przystępowała do tego meczu rozbita i mocno poturbowana, z wybitą jedynką w postaci Andresa Iniesty. Dwie porażki z rzędu dla Barcelony oznaczają ni mniej, ni więcej, jak to, że – niezależnie od klasy przeciwnika – Azulgrana musi pokonać najbliższego rywala. Strach wyobrazić sobie, co by się działo w Katalonii, gdyby podopieczni Luisa Enrique nie wywieźli z Holandii trzech „oczek”.


Barcelona na początku zaczynała sprawdzać szczelność defensywnych zasieków Ajaxu. W kilku pierwszych minutach Barcelona właściwie we trzech sytuacjach mogła pokusić się o zdobycie bramki. Jedna padła, w czwartej minucie, jednak Neymar znajdował się na pozycji spalonej. Później Ajax się nieco wyszumiał, ale smycz, którą na Ajax zarzucili goście, skrócił Messi w 36 minucie. Jego gol był wynikiem paru czynników. Chłodnej głowy i ambicji Marca Bartry, nierozwagi Jaspera Cillessena oraz – oczywiście – umiejętności znalezienia się w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie Messiego. Piłka trafiła na głowę Argentyńczyka i ten już wiedział, co z tym fantem począć.


W ogóle pierwszą połowę świetnie się oglądało. Piłka wyjątkowo dynamicznie przemieszczała się pomiędzy jednym a drugim polem karnym, były różne fazy gry, no mogło się to podobać. Zresztą nie inaczej wyglądała druga połówka. Przynajmniej do pewnego momentu.


W 59 minucie Luis Suarez miał ogromną szansę, by wpisać się na listę strzelców. Nazwijcie to kolokwializmem, ale Urugwajczyk mógł zapytać się golkipera Ajaxu, w który róg uderzyć, zaparzyć herbatę, przynieść ciastka, poczęstować obrońców, zajrzeć do autobiografii Roya Keana i dopiero nazajutrz kopnąć piłkę. Przez myśl miał pewnie miliardy myśli, jak nabiec, jak uderzyć, jak zachować się po zdobyciu gola, czy obrócić się ostentacyjnie plecami kibiców, czy przybić piątki z kolegami czy może spokojnie wrócić na swoja połowę, ale… nie trafił, więc wszelkie jego gdybania przepadły wraz z tymże pudłem.


Czego nie uczynił Urugwajczyk, uczynił inny Latynos. Po raz drugi. Po czerwonej kartce Veltmana obraz gry siłą rzeczy musiał się zmienić. I się zmienił. Sześć minut Ajax przegrywał jedną bramką, gdyż w 76 minucie za sprawą Leo Messiego Barcelona wysmarowała się już na dwubramkowe prowadzenie. Tym samym Argentyńczyk zapewnił Katalończykom awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, ponieważ PSG ograło Apoel 1:0.


Poza tym, „La Pulga Atomica” wyprzedził Cristiano Ronaldo w ilości zdobytych goli w LM, zaś zrównał się z dotychczasowych rekordzistą – Raulem Gonzalezem. Obaj mają teraz 71 bramek na koncie, ale Messi… ma jeszcze przynajmniej pięć lat gry na wysokim poziomie. Wiadomo, czym się to skończy.


Polski akcent. W momencie, gdy Arkadiusz Milik zbliżył się do linii bocznej, by oczekiwać na zmianę, na trybunach unosiło się głośne „Milik, Milik”. Miła sprawa. Tym bardziej, że gdy już zmienił Kolbeinna Sightorssona, otrzymał gromkie brawa. Co ciekawe, bodaj jego pierwszy kontakt z piłką został zamieniony na strzał w słupek. Gdyby zdobył wówczas gola, najprawdopodobniej Leo nie zdobyłby drugiego gola dla Barcelony, a Veltman nie otrzymał czerwonej kartki, niemniej, cóż, wyszło jak wyszło, do Arka nikt nie powinien mieć pretensji, to nie była stuprocentowa sytuacja.


W Katalonii wszystkim właśnie spadł ogromny kamień z serca – Barcelona wygrała. Messi zagrał całkiem przyzwoite spotkanie, defensywa Barcelony wreszcie miała ręce i nogi, są więc podstawy, by podnieść lekko głowę do góry. W tym ciemnym i diabelnie długim tunelu, gdzieś w oddali, zapaliło się światełko. Oby nie okazało się, że jest to światełko nadjeżdżającego pociągu.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)