Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Niebiescy ponownie górą na czerwonym terenie

Niebiescy ponownie górą na czerwonym terenie

Piłka nożna | 08 listopada 2014 16:15 | Sebastian Ibron

fot. Premier League/twitter.com

Chelsea dała sobie strzelić bramkę. Jednak mimo tego, goście potrafili zdobyć dwa gole, czym zapewnili sobie zwycięstwo nad Liverpoolem.


Dwaj panowie z oktagonu
Dziwna sprawa, że zarówno Martin Skrtel, a przede wszystkim Diego Costa, w ogóle zakończyli mecz bez żółtych kartoników. Zwłaszcza ten drugi wyglądał na przygotowanego do stoczenia boju z Mamedem Khalidovem. Niestety, musiał mu wystarczyć Martin Skrtel. Dobrze więc, że skończyło się na boiskowych zgrzytach, ponieważ różne rzeczy mogły się dziać w korytarzu prowadzącym na boisko po zakończeniu pierwszej połowy przez Pana Taylora. Do żadnych ekscesów na szczęście nie doszło. A, no i materiał dowodowy.
 


Wejście smoka Cana
Niemiecki pomocnik Emre Can był największym zaskoczeniem wśród zawodników pierwszych jedenastek na ten mecz. Na próżno szukać jego nazwiska we wszelkich przewidywanych składach. Niemniej po jego strzale z dystansu i dwóch rykoszetach, piłka wpadła do bramki strzeżonej przez Thibauta Courtoisa. Tym samym Liverpool wyszedł na prowadzenie już w 9 minucie. Lepszego początku The Reds wymarzyć sobie nie mogli, zwłaszcza mając na uwadze ich ostatnią dyspozycję. To jednak nie przełożyło się na końcowy rezultat.


Londyńska konsekwencja
Chelsea nie panikowała. W końcu nie ma przypadku w tym, że w dotychczasowych dziesięciu ligowych starciach nie znalazł się śmiałek, który chciałby wypstrykać londyńczyków z punktów. Trafienie wyrównujące padło sześć minut po golu Cana, a bramkę zdobył nader bramkostrzelny stoper, Gary Cahill. Podopieczni Jose Mourinho grali bardzo, ale to bardzo solidnie, a efektem tego był gol Diego Costy, który wyprowadził Chelsea na prowadzenie i tym samym sprawił gościom trzy punkty.


Ślepaki w magazynku
Aktualna dyspozycja Liverpoolu jest adekwatna do postawy Mario Ballotellego. Niewiele wartości, mało skuteczności, brak chęci przejęcia inicjatywy, a gdy Liverpool się już uaktywni, to koniec końców wszelkie plany spalają na panewce. The Reds przeżywają poważny kryzys kadrowy, zwłaszcza wśród napastników. Super Mario zdobył gola w LM i w pucharze ligowym, jednak trwa posucha w Premier League, a rozegrał przecież łącznie 14 spotkań. Lambert i Borini w tym sezonie nie zdobyli jeszcze ani jednej bramki, a najlepszym napastnikiem Liverpoolu w lidze jest… Daniel Sturridge, który zdobył gola w meczu inauguracyjnym. Porażające.


Deficyt wyjazdowych czystych kont
Gdy na czyjś stadion przyjeżdżają podopieczni Jose Mourinho, to tak ostro biorą w obroty bramkarza rywali i zabierają się za zdobywanie goli, że zapominają o obronie własnej. Ostatni raz piłkarze Chelsea czyste konto na wyjeździe zachowali… 27 kwietnia br. na Anfield. Dziś tej sztuki jednak nie powtórzyli, lecz mimo wszystko nie można mieć pretensji do żadnego z zawodników The Blues. W końcu Chelsea wraca do domu z tarczą. Z tarczą i krwawym mieczem.


Liverpool – Chelsea 1:2 (1:1)


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)