Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Pogrom w Chorzowie. Fornalik come-back?

fot. x-news.pl

Pogrom w Chorzowie. Fornalik come-back?

Piłka nożna | 09 listopada 2014 17:44 | Mateusz Decyk

Jagiellonia przegrywa po raz trzeci z rzędu i tym samym pokazuje jak nieprzewidywalną ligą jest nasza rodzima Ekstraklasa. Początek meczu kompletnie tego nie zapowiadał, ale to Waldemar Fornalik mógł po tym meczu wznieść ręce w geście zwycięstwa. I to jakiego zwycięstwa!

 

W pierwszej fazie tego spotkania mogliśmy oglądać popis bezradności w wykonaniu gospodarzy. Jagiellonia niepodzielnie panowała na boisku, a chorzowianie mieli ogromne problemy z utrzymaniem futbolówki przy ziemi. Chaos, kopanina i brak składu. Tak można określić początkową grę Niebieskich. Jej podsumowaniem była bramka zdobyta przez Tarasa Romanczuka. Ukrainiec pozostał bez opieki w polu karnym i wpakował piłkę do siatki. Piłkarze Ruchu chyba koniecznie chcieli wziąć przykład z duetu Lovren – Skrtel z sobotniego meczu na Anfield Road.

 

Po strzelonej bramce piłkarze Jagiellonii poczuli się zdecydowanie zbyt pewnie. Inicjatywę zaczęli przejmować piłkarze w niebieskich strojach. Pierwszym gwoździem do trumny był głupi faul Martina Barana, po którym sędzia Borski wskazał na wapno. Starzyński mocnym strzałem pokonał Drągowskiego i gołym okiem było widać, że w szeregi podopiecznych Fornalika wstąpiła wiara w zwycięstwo. Potwierdzeniem tego była szybka bramka Kowalskiego, a czwartą bramkę w tym meczu strzelił Kuświk odprawiając Jagiellończyków do szatni z dwubramkową stratą.

 

Po przerwie Jaga za wszelką cenę starała się odrobić straty, jednak nie pomogły zmiany przeprowadzone przez Michała Probierza, a w dodatku piłkarze Ruchu świetnie się bronili wyprowadzając zabójcze kontry. Świetne wejście zaliczył Michał Efir, który niedługo po wejściu strzelił bramkę na 4:1. Chwilę później młody napastnik asystował przy bramce Kuświka, który jak się wtedy wydawało ustalił wynik spotkania. Jednak tę rolę zabrał mu Patryk Tuszyński, który po zgraniu Tarasa Romanczuka głową, pokonał Kamińskiego, mierzonym strzałem po długim rogu.

 

Jagiellonia wpadła w mały kryzys, ale i tak w tym sezonie dokonała już rzeczy wielkich. Głownym problemem Probierza był dzisiaj brak Michała Pazdana i Macieja Gajosa, czyli liderów formacji defensywnej i ofensywnej. Zabrakło też trochę szczęścia Bartłomieja Drągowskiego. Świetnie spisująca się w tym sezonie obrona zagrała dzisiaj beznadziejnie i nie można się oprzeć wrażeniu, że limit pecha, Jaga wykorzystała już za kilka następnych kolejek. Po przerwie reprezentacyjnej Michała Probierza czeka niezwykle ważny mecz z Lechią. Nie tylko on ma coś do udowodnienia działaczom w Gdańsku. W roli mścicieli będą chcieli wystąpić również Sebastian Madera i Patryk Tuszyński, których z PGE Areny wyproszono tylnymi drzwiami.


Ruch – Jagiellonia 5:2
0:1 Romanczuk
1:1 Starzyński (karny)
2:1 Kowalski
3:1 Kuświk
4:1 Efir
5:1 Kuświk
5:2 Tuszyński

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)