Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Brytyjski futbol w klasycznym wydaniu. Szkoci wydarli zwycięstwo Irlandii

Brytyjski futbol w klasycznym wydaniu. Szkoci wydarli zwycięstwo Irlandii

Piłka nożna | 14 listopada 2014 23:26 | Przemysław Drewniak
Charlie Mulgrew i strzelec gola Shaun Maloney chwilę po objęciu prowadzenia w meczu z Irlandią
fot. UEFA Facebook Official
Charlie Mulgrew i strzelec gola Shaun Maloney chwilę po objęciu prowadzenia w meczu z Irlandią

Po wygranej Polaków w Tbilisi ze spokojem spoglądaliśmy na wydarzenia z Glasgow, gdzie doszło do prestiżowego starcia Szkocji z Irlandią. O ile nasze serca biły w piątkowy wieczór w normalnym rytmie, to tętno przeciętnego kibica jednej z tych drużyn mogło sięgać niebezpiecznych dla zdrowia wartości. Na Celtic Park obejrzeliśmy bowiem pasjonujący, toczony w wysokim tempie pojedynek, w którym zasłużenie górą okazali się gospodarze.


Nie trzeba raczej rozpisywać się o powodach, dla którego starcie Szkocji i Irlandii było dla obu narodów niezwykle ważne. Odwieczna rywalizacja, masa podtekstów, ale także sytuacja w tabeli sprawiały, że atmosfera na stadionie w Glasgow i setkach brytyjskich pubów była niezwykle gęsta. Powody do obaw mieli zwłaszcza Szkoci, bo w razie porażki podopieczni Gordona Strachana traciliby do drugiego miejsca w tabeli już sześć punktów. I na Celtic Park gołym okiem było widać, komu bardziej zależy na wygranej.


Wprawdzie na samym początku obie strony grały dosyć bojaźliwie i asekuracyjnie, ale po kilkunastu minutach wzajemnego badania się zaznaczyła się dosyć wyraźna przewaga Szkotów. To oni dłużej utrzymywali się przy piłce i częściej przedostawali się pod bramkę, jednak nie potrafili zamienić tego na stuprocentowe sytuacje. Zresztą więcej niż celnych strzałów na bramkę mieliśmy w tym meczu… żółtych kartek.


Nie był to kaprys sędziego, a efekt twardego, wyspiarskiego pokazu futbolu. Prawdziwe old-fashioned game. Dzisiejsze Premier League ma coraz mniej wspólnego z takim stylem, toteż fani typowo brytyjskiej piłki mogli być w pełni usatysfakcjonowani. Owszem, momentami brakowało w tym rozsądku czy jakości, ale pasja i zaangażowanie, z jakimi walczyli piłkarze obu stron, były godne podziwu. Nieprzypadkowo UEFA oddelegowała na ten mecz serbskiego arbitra Milorada Rażicia, który w swojej karierze niejednokrotnie zetknął się z atmosferą derbów Belgradu. Gdyby nie jego wysoka tolerancja na ostre faule obu zespołów, to ani Szkoci, ani Irlandczycy nie kończyliby tego meczu w jedenastu na jedenastu.


Mieliśmy więc brutalne przewinienia, wślizgi, piłkę latającą nad głowami zawodników, ale nie zabrakło również momentami zawrotnego tempa i sytuacji podbramkowych. To dlatego oglądając pojedynek w Glasgow nie można było się nudzić. Szkocja przez większość spotkania przeważała, ale długo nie potrafiła znaleźć sposobu na dobrze broniących się rywali. Ci z kolei byli z przodu niemal zupełnie bezzębni, bo Martin O’Neill niespodziewanie posadził na ławce rezerwowych Robbie’go Keane’a, a współpraca Shane’a Longa i Jonathana Waltersa wyglądała bardzo kiepsko. Dopiero gdy po bezbarwnej pierwszej połowie przebudził się wygwizdywany przez kibiców gospodarzy Aiden McGeady, Irlandia potrafiła kilka razy zagrozić bramce Davida Marshalla.


Piłkarz Evertonu nie miał jednak swojego dnia, a jeśli goście tworzyli już sobie sytuacje, to raczej z chaosu i stałych fragmentów gry niż po wypracowanych, składnych akcji. Odrobinę więcej jakości z piłką przy nodze prezentowali Szkoci, którzy dopiero piętnaście minut przed końcem wreszcie zrezygnowali z kopaniny i pokazali, że kombinacyjny futbol nie jest im całkiem obcy. Znakomicie, wręcz koronkowo rozegrany rzut rożny, świetne wycofanie Scotta Browna i kapitalny strzał Shauna Maloneya sprawiły, że irlandzcy obrońcy mogli się poczuć zupełnie zdezorientowani. Skrzydłowy Wigan uderzył piłkę perfekcyjnie, tuż przy słupku, a długo wstrzymywana eksplozja radości zatrzęsła trybunami Celtic Park.


Irlandczycy do końca walczyli o wyrównanie, po jednym ze stałych fragmentów gry bliski samobójczego trafienia był nawet Chris Martin (trafił w poprzeczkę), ale to gospodarze stworzyli sobie w tym meczu więcej okazji i inny wynik niż zwycięstwo Szkotów byłby niesprawiedliwy. Po tym spotkaniu jednego możemy być pewni – w walce o awans z grupy D liczą się cztery drużyny i wszystko wskazuje na to, że o jej wyniku rozstrzygną dopiero ostatnie kolejki. Nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu i mówić, że Polacy wyjazd do Francji mają już pewny. Biało-czerwoni mają na pewno więcej piłkarskiej jakości od obu wyspiarskich drużyn, ale przecież w futbolu nie zawsze jest to najważniejsze. Szkoci i Irlandczycy coś o tym wiedzą.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)