Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Choroba „polegijna” dopadła Pogoń. Piłkarze Podbeskidzia mistrzami końcówek

Choroba „polegijna” dopadła Pogoń. Piłkarze Podbeskidzia mistrzami końcówek

Piłka nożna | 22 listopada 2014 18:02 | Przemysław Drewniak
Sylwester Patejuk miał kluczowy wkład w pierwszą akcję bramkową "Górali"
fot. x-news
Sylwester Patejuk miał kluczowy wkład w pierwszą akcję bramkową "Górali"

Mamy radę dla wszystkich drużyn T-Mobile Ekstraklasy – nie warto wygrywać z Legią Warszawa. Wiadomo, że komplet punktów zgarnięty po starciu z mistrzem Polski to wielki splendor, ale na dłuższą metę taki sukces może się okazać zgubny. Po Podbeskidziu i Piaście przekonała się o tym Pogoń, która po bardzo przeciętnym występie straciła u siebie wszystkie punkty w meczu z „Góralami” Leszka Ojrzyńskiego.


Kilka tygodni temu, gdy Podbeskidzie notowało serię trzech porażek z rzędu, spytałem się Macieja Iwańskiego o przyczyny obniżki formy. Doświadczony pomocnik „Górali” jako jeden z możliwych powodów wskazał… zwycięski mecz z Legią. – Grając w klubie z Warszawy zauważyłem, że drużyny, z którymi przegrywaliśmy, zazwyczaj łapały potem dołek formy. Teraz widzę to samo będąc po drugiej strony barykady – odparł.


Jak widać, samozadowolenie spowodowane zwycięstwem nad najlepszą drużyną w Polsce to powtarzający się od wielu lat grzech wielu drużyn. W tym sezonie w pułapkę po pokonaniu Legii wpadły Podbeskidzie (trzy kolejne porażki i cztery mecze bez zwycięstwa), Piast (dwie porażki z rzędu), a teraz w ich ślady idzie Pogoń.


W pierwszych minutach pojedynku z „Góralami” podopieczni Jana Kociana wyglądali tak, jakby chcieli wygrać na stojąco. Bardzo łatwo oddali im pole gry, z czego ofensywnie usposobieni bielszczanie szybko skorzystali. Piękna akcja w trójkącie Patejuk – Demjan – Chmiel, fatalne zachowanie całej linii defensywy Pogoni i już po dziewięciu minutach mieliśmy 0:1.


Jeśli Podbeskidziu czegoś w tym meczu zabrakło, to właśnie bardziej zdecydowanego ataku po objęciu prowadzenia, bo przez kilkadziesiąt minut gra Pogoni zupełnie się nie kleiła. Takiego rywala łatwo było ukąsić drugi raz, ale bielszczanie tego nie zrobili i zapłacili za to pół godziny później. Co z tego, że byli świetnie zorganizowani w defensywie, skoro po „farfoclu” Łukasza Zwolińskiego mieliśmy remis i mecz zaczął nam się od nowa.


W drugiej połowie Jan Kocian zmienił przeciętnie grającego Mateusza Matrasa na Maksymiliana Rogalskiego i Pogoń grała już nieco lepiej – szybciej i płynniej rozgrywała swoje akcje, dzięki czemu z minuty na minutę osiągała coraz większą przewagę. Kolejny raz mogliśmy się przekonać, że bez Rafała Murawskiego ofensywna gra „Portowców” właściwie nie istnieje. To jego prostopadłe, często niekonwencjonalne zagrania siały największe zagrożenie pod bramką Michala Peskovicia. Mimo tego, grający piątką w obronie bielszczanie długo nie dopuszczali rywali do stuprocentowych sytuacji, aż w końcu piłkę meczową miał na nodze Dominik Kun. Osamotniony w polu karnym rezerwowy szczecinian uderzył jednak fatalnie, bo bardzo słabo i wprost w ręce słowackiego bramkarza Podbeskidzia.


W końcówce to Pogoń dążyła do strzelenia zwycięskiego gola, ale szczęście po raz kolejny uśmiechnęło się do góralskiej bandy Ojrzyńskiego. Po rzucie wolnym prosty błąd popełnił Adam Frączczak, który zagrał piłkę ręką, a sędzia słusznie podyktował rzut karny. Skutecznie egzekwował go Iwański. Pomocnik Podbeskidzia w tej rundzie niebywale nam się rozstrzelał – trafił do siatki już trzeci raz, choć wcześniej na gola w Ekstraklasie czekał aż cztery lata.


Podbeskidzie szczęśliwie wygrało bardzo ważny mecz, dzięki któremu utrzymało siedmiopunktową przewagę nad strefą spadkową i bliski dystans z czołową ósemką. Grupa mistrzowska to dla „Górali” wynik ponad stan, ale możliwy do osiągnięcia, jeśli ich obrona będzie spisywała się równie dobrze jak w Szczecinie.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)