Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Zwycięstwo Wisły po meczu bez emocji
Rafał Boguski
fot. T-Mobile Ekstraklasa/ x-news.pl
Rafał Boguski

Zwycięstwo Wisły po meczu bez emocji

Piłka nożna | 22 listopada 2014 17:47 | Mateusz Bednarczyk

 Wisła Kraków pewnie ograła na własnym boisku zespół Górnika Łęczna. Spotkanie nie było zbyt porywające, a zespół beniaminka oddał w całym spotkaniu zaledwie jeden celny strzał. Wynik 2:0, ustalony w ostatniej akcji meczu, w pełni oddaje przebieg spotkania, w którym nie tylko nie było zbyt dużo sytuacji podbramkowych, ale także zabrakło ostrej walki o każdy centymetr boiska.


Już od pierwszego gwizdka sędziego wyraźnie dało się zauważyć taktykę Franciszka Smudy na to spotkanie. Obaj stoperzy, zarówno Guzmics jak i Głowacki, mieli za zadanie wysoko (czasem bardzo wysoko) wychodzić za często zmieniającymi pozycje rywalami z kwartetu ofensywnego gości, uniemożliwiając im swobodne obrócenie się z piłką przy nodze. Niestety, w pierwszej połowie do tej gry nie dostosowała się linia pomocy Wiślaków, a Uryga, Garguła czy Stilic stronili od "szukania gry" na całej długości i szerokości boiska. Dzięki temu, w 12 minucie spotkania, również wysoko ustawiony zespół z Łęcznej odbierał piłkę rywalom, a efektem tego była świetna kontra, po której groźny strzał oddał Cernych, a piłka przeleciała minimalnie nad bramką strzeżoną przez Michała Buchalika.


Zespół Wisły zamiast ciągłego ataku na bramkę rywala, pokazał skuteczność, którą z reguły w meczach przed własną publicznością gracze Białej Gwiazdy nie grzeszą. Już w pierwszej groźnej akcji, po świetnym rozegraniu pomiędzy Sadlokiem i Stępińskim i lekko niedokładnym podaniu do Stilicia tego drugiego, na piłkę znakomicie nabiegł Rafał Boguski i pewnym uderzeniem wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Po zdobytej bramce, pomocnik Wisły nie zwalniał tempa. Był jedynym graczem w drugiej linii drużyny, który nie unikał odpowiedzialności za piłkę, pokazywał się do gry i nie miał najmniejszego problemu ze znalezieniem sobie wolnej przestrzeni między linią obrony a linią pomocy zespołu z Łęcznej. Do tego dołożył znakomite czucie gry oraz pracę w defensywie, kilka razy notując ważne przechwyty w asekuracji. Wykonywał olbrzymią część pracy za Alana Urygę zbierając "drugie" piłki a także kasując kontry rywali. Mimo postępu w grze tego zawodnika z każdym kolejnym meczem sezonu, to spotkanie w jego wykonaniu zasługuje na szczególne uznanie i z pewnością to jemu przypada tytuł bohatera tego meczu.


Kolejnymi architektami wygranej byli stoperzy Wisły. Obaj pokazali to, z czego już zdążyli zasłynąć w naszej Ekstraklasie. Jak zawsze, świetnie radzili sobie w pojedynkach, zarówno w powietrzu, jak i na murawie. Jak zawsze, Głowacki kilka razy w kluczowych momentach ratował swój zespół przed groźną okazją rywali. I jak zawsze, Richard Guzmics zaprezentował nieprzeciętną technikę oraz szybkość, wielokrotnie samemu włączając się do akcji ofensywnych po swoim przechwycie, a także rozpoczynając akcje świetnymi podaniami do przodu. W Łęcznej z kolei zawiedli gracze ofensywni, Hasani i Cernych już któryś z kolei mecz zagrali na słabszym poziomie, niż ten do którego przyzwyczaili w poprzednich miesiącach, a ustawiony w środku Grzegorz Bonin wyraźnie cierpiał, grając z dala od swojej ulubionej prawej strony.


W przerwie spotkania na murawę wszedł Emmanuel Sarki i był kluczowym zawodnikiem dla przebiegu końcówki tego meczu. Zmiana mogła być podyktowana dość wysoko wysuniętą linią obrony Górnika Łęczna, z której ustawienia niezbyt szybcy Stilic i Garguła oraz chaotyczny Stępiński nie potrafili skorzystać. A Stępiński po kolejnej roszadzie został przesunięty do środka i tam radził sobie dużo lepiej, niż przy linii bocznej boiska. Wracając do Sarkiego, dał on dziś naprawdę dobrą zmianę. Tradycyjnie, zagrał kilka niezłych dośrodkowań, jednak widać było jego kompletny brak zrozumienia z Pawłem Brożkiem. Gdy Brożek nabiegał na piłkę, Sarki nie zagrywał mu jej od razu, zaś gdy napastnik Wisły czaił się gdzieś za obrońcami, dostawał idealne podanie w swoją strefę. W tej współpracy jest jeszcze dużo do poprawienia. Ostatnie minuty Sarkiego pokazują jednak, że spełnił on swoje zadanie w stu procentach. Najpierw po swoim ulubionym zagraniu (obrócenie się z obrońcą na plecach i drybling do prawej strony), był faulowany, a sędzia musiał usunąć z boiska Lukasa Bielaka, a następnie po szczęśliwej akcji Pawła Brożka, ustalił mocnym strzałem wynik spotkania.


Jurij Szatałow próbował dziś wszystkich możliwych roszad w przedniej formacji zespołu, jednak wpuszczenie na boisko Szałachowskiego oraz Buzały drastycznie pokazało brak jakości tych zawodników w tym momencie sezonu. Nie dali oni zespołowi kompletnie nic, a w kluczowych momentach albo nie potrafili dobrze przyjąć prostej piłki, albo podejmowali decyzje, które nie przynosiły drużynie korzyści. Kończąc, warto napisać słowo na temat sędziowania. Pan Mariusz Złotek nie miał wprawdzie zbyt trudnego spotkania do gwizdania, ale praktycznie nie popełniał błędów. Całe szczęście, bo gdyby to widowisko ucierpiało jeszcze bardziej na jego błędnych decyzjach, mogłoby być naprawdę trudne do oglądania.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)