Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Piłkarski thriller w Kielcach. Zawisza budzi się do odrabiania strat?

Piłkarski thriller w Kielcach. Zawisza budzi się do odrabiania strat?

Piłka nożna | 22 listopada 2014 20:46 | Przemysław Drewniak
Po bardzo zaciętym pojedynku Korona zremisowała u siebie z Zawiszą
fot. x-news
Po bardzo zaciętym pojedynku Korona zremisowała u siebie z Zawiszą

No i kto by pomyślał, że najciekawsze jak dotąd spotkanie w 16. kolejce Ekstraklasy zafundują nam piłkarze Korony Kielce i Zawiszy Bydgoszcz. Szykowaliśmy się na nieco toporny pojedynek i powtórkę z piątkowego „widowiska” w Chorzowie, a tymczasem przy Ściegiennego działo się nawet więcej, niż w tym samym czasie w Londynie. No, może jakości było odrobinę mniej…


Generalnie jednak nie ma na co narzekać. Od początku meczu w poczynaniach obu drużyn było widać rzadką w naszej lidze chęć do gry ofensywnej i gotowość na wymianę ciosów. Szybkie tempo, duża ilość sytuacji i przepiękny gol zza pola karnego Piotra Malarczyka – już po 10. minutach przeczuwaliśmy, że to nie będzie zmarnowany wieczór z podopiecznymi Tarasiewicza i Rumaka.


Na uwagę zasługuje fakt, że po straconym golu Zawisza nie stracił animuszu, nie przestraszył się kolejnych ciosów, ale ruszył do ataków. Ich architektem był oczywiście Michał Masłowski, który znów pokazał, że podnosi jakość swojej drużyny o dwie klasy. Przez niego przechodziła niemal każda akcja gości, aż w końcu sam oddał świetny strzał z powietrza, nieco podobny do tego Malarczyka, i w efektowny sposób wbił Koronie gola do szatni.


Różnicę w grze Zawiszy robił nie tylko Masłowski, ale i… Grzegorz Sandomierski. Bramkarz, który miał jak dotąd fatalną jesień, w końcu przypomniał o swoich umiejętnościach i zaliczył kilka znakomitych interwencji. W pierwszej połowie wybronił sytuację sam na sam z Przemysławem Trytką, a w drugiej jeszcze kilka razy uratował Zawiszę przed porażką.


Goście byli w tym meczu tak blisko kolejnego niepowodzenia, jak i zwycięstwa, bo po akcji Wagnera i Rafaela Porcellisa drugie w tym sezonie samobójcze trafienie zaliczył Radek Dejmek. Po objęciu prowadzenia Zawisza kontrolował mecz, ale wtedy bezsensowną drugą żółtą kartkę złapał Sebastian Ziajka i goście spanikowali. Kompletnie oddali pole gry kielczanom, którzy z minutę na minutę coraz bardziej szturmowali bramkę rywali.


Ostatecznie kielczanie zdobyli ją tylko jeszcze raz, choć mieli przeciwnika na widelcu i powinni byli zainkasować komplet punktów. Najwięcej szans zmarnował Olivier Kapo. Co prawda Francuz strzelił wyrównującego gola, ale większe słowa uznania należały się wówczas Trytce, który posłał kapitalne prostopadłe podanie do najlepszego wśród gospodarzy Nabila Aankoura. Marokańczyk wyłożył piłkę Kapo trzy metry od bramki, ale w trudniejszych sytuacjach były reprezentant Francji już się nie popisał. Zmarnował cztery okazje, z czego dwie stuprocentowe. Zdecydowanie był to ten powolny, mało ruchliwy i nieskuteczny Kapo z pierwszych meczów po przyjeździe do Polski, a nie sprzed przerwy na reprezentację.


Niewiele brakowało, a nieskuteczność Korony mogłaby się fatalnie zemścić. Wskutek agresywnej gry drugą żółtą kartkę obejrzał w końcówce Kyryło Petrow i obraz gry ponownie uległ zmianie, a tym razem przewagę osiągnął Zawisza. Najbliżej szczęścia był niespodziewanie Samuel Arajuo, ale po jego świetnym uderzeniu z rzutu wolnego piłka odbiła się od poprzeczki.


Jak widać, inicjatywa w tym meczu przechodziła z rąk do rąk, a obu drużynom zdecydowanie brakowało taktycznej konsekwencji. Była za to chęć gry do przodu, bo ani Korony, ani Zawiszy remis nie zadowalał. I faktycznie, remis nie poprawia ich sytuacji w tabeli. Więcej powodów do optymizmu może mieć jednak Mariusz Rumak, bo jego drużyna wreszcie zaprezentowała większą jakość w grze i zasłużyła na zdobycz punktową. Czy po fatalnej jesieni bydgoszczanie zaliczą chociaż udany finisz, dzięki któremu zmniejszą stratę do bezpiecznych miejsc? Być może, choć łatwo nie będzie. Do końca roku pozostają im wyjazdy na trudne tereny do Białegostoku i Bielska-Białej oraz domowe starcie ze Śląskiem.


A Korona? W jej atakach widać coraz większą różnorodność, ale w sobotę zabrakło jej tym razem skutecznego egzekutora. Nie był nim Kapo, a Trytko robił w tym spotkaniu wszystko z wyjątkiem... strzelania goli. Cofał się po piłkę, dobrze się ustawiał, brał się za rozgrywanie, ale gdy już doszedł do wymarzonej okazji, to trafił w Sandomierskiego. Nie ma jednak wątpliwości, że drużyna Tarasiewicza jest na fali wznoszącej i z taką grą spadek jej nie grozi.


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)