Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Głowy nie oszukasz. Znakomita passa Legii zakończona słabym występem w Lokeren

Głowy nie oszukasz. Znakomita passa Legii zakończona słabym występem w Lokeren

Piłka nożna | 27 listopada 2014 22:28 | Przemysław Drewniak
Ivica Vrdoljak zaliczył w Lokeren przeciętny występ. Po jego błędzie padła jedyna bramka dla gospodarzy
fot. x-news
Ivica Vrdoljak zaliczył w Lokeren przeciętny występ. Po jego błędzie padła jedyna bramka dla gospodarzy

Przed wylotem do Belgii piłkarze Legii Warszawa przekonywali, że choć awans do fazy pucharowej Ligi Europy mają już zapewniony, to w starciu z Lokeren nie zabraknie im mobilizacji. Łatwo się mówi, ale gdy w podświadomości ciśnienie na dobry wynik nie jest już tak duże, to bardzo trudno wykrzesać z siebie sto procent możliwości. W czwartkowy wieczór mistrzowie Polski tego nie zrobili i po najsłabszym występie w fazie grupowej Ligi Europy ponieśli pierwszą porażkę w europejskich pucharach pod wodzą Henninga Berga.


Zwycięstwem nad Lokeren Legia mogła sobie zaklepać pierwsze miejsce w grupie i rozstawienie w losowaniu par 1/16 finału. Podopieczni Henninga Berga wiedzieli jednak, że nawet jeśli powinie im się noga, to o wszystkim zadecyduje grudniowy mecz z Trabzonsporem. Można było jeszcze liczyć na to, że Metalist urwie punkty tureckiej drużynie i rewanż przy Łazienkowskiej też będzie spotkaniem o pietruszkę, ale niestety – mimo przewagi jednego zawodnika Ukraińcy stracili w końcówce dwa gole i przegrali w Trabzonie 1:3. To oznacza, że 11 grudnia Legioniści będą musieli zakasać rękawy i wziąć się do roboty, by obronić pozycję lidera.


Oczywiście nie można było odmówić mistrzom Polski chęci zwycięstwa. Była ona widoczna zwłaszcza w początkowych minutach, gdy Legia rzuciła się do ataku, chcąc szybko objąć prowadzenie. W grze drużyny z Warszawy było widać jednak mniejszą agresywność przy próbach odbioru piłki i momenty dekoncentracji, które we wcześniejszych grupowych meczach raczej się jej nie zdarzały. W Lokeren już pierwszy z nich zakończył się trafieniem gospodarzy. Kontratak Belgów uruchomiła strata w środkowej strefie Ivicy Vrdoljaka, obrońcy Legii nie pokryli w polu karnym Hansa Vanakena i nieszczęście było gotowe.


Nie można jednak tłumaczyć słabszej postawy warszawian wyłącznie mniejszą mobilizacją, bo w czwartkowy wieczór Legia była po prostu piłkarsko słabsza od swoich rywali. To gospodarze zagrali mądrzej pod względem taktycznym, byli lepsi technicznie, a ich ataki były konkretniejsze. Piłkarze Petera Maesa imponowali przede wszystkim umiejętnością błyskawicznego przejścia z obrony do ataku, czym często sprawiali defensywie Legii spore problemy.


Tak jak w pierwszym meczu w Warszawie, największe kłopoty fundował Legionistom Hans Vaneken. 22-letni pomocnik Lokeren świetnie czuł się z piłką przy nodze i mądrze rozrzucał, a w razie potrzeby sam kończył akcje swojego zespołu. Legia miała duże szczęście, że jej jedynym zawodnikiem, który zagrał na miarę swoich możliwości, był Dusan Kuciak. Słowak zaliczył kilka ważnych interwencji zarówno na linii jak i na przedpolu, czym udowodnił, że choć w lidze zdarzają mu się słabsze spotkania, to w europejskich pucharach nie schodzi poniżej wysokiego poziomu.


Dzięki szybko zdobytej bramce piłkarzom Lokeren łatwiej było się cofać i zmuszać Legię do gry w ataku pozycyjnym, który tego dnia zupełnie im nie wychodził. Słabo prezentowały się skrzydła, choć w głównej mierze dlatego, że szwankowało rozegranie piłki ze środka pola. W tym względzie na całej linii zawodzili Vrdoljak i Tomasz Jodłowiec, który zaliczył sporo niecelnych podań i ewidentnie nie miał swojego dnia. Starał się jak mógł Ondrej Duda, ale ambitnemu Słowakowi na boisku tym razem brakowało współpracy z Miroslavem Radoviciem. Orlando Sa często biegał z kolei osamotniony, a piłkę otrzymywał zazwyczaj jakieś 30 metrów od bramki, gdzie trudno mu wykorzystać swoje największe atuty.


Legia grała zbyt wolno, by móc często przedostawać się w okolice pola karnego Belgów. Miała momenty, gdy potrafiła przyspieszyć i rozegrać kombinacyjną akcję, ale takich chwil było zdecydowanie za mało. Po jednym z takich zagrań goście powinni byli jednak objąć prowadzenie. W 53. minucie mało widoczny w grze ofensywnej Guilherme zaskoczył obronę rywali kapitalnym długim podaniem w kierunku Michała Żyry, który ładnie opanował piłkę w polu karnym i odegrał do Dudy. Ten jednak z bliskiej odległości fatalnie przestrzelił, choć gdyby trafił do siatki, druga połowa mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.


W końcówce w poczynaniach Legii zabrakło desperacji i bardziej ryzykownych ataków, dzięki czemu Lokeren w miarę bezpiecznie zapewniło sobie zasłużoną wygraną. Belgowie w obu spotkaniach z mistrzami Polski dali się poznać jako bardzo dobrze poukładany zespół, nie byli w nich gorsi, ale po zwycięstwie Trabzonsporu nad Metalistem stracili szanse na zajęcie drugiego miejsca w grupie.


Może to dobrze, że Legia będzie musiała powalczyć o pierwsze miejsce w bezpośrednim starciu z drużyną znad Bosforu. Dla drużyny Henninga Berga będzie to kolejny poważny sprawdzian ich możliwości i szansa na udowodnienie, że gorszy występ w Lokeren był jedynie wypadkiem przy pracy. Szkoda jedynie dwóch rzeczy – trzeciej żółtej kartki Jakuba Rzeźniczaka, eliminującej go z występu w ostatniej kolejce, oraz zachowania pseudokibiców, którzy być może zafundowali Legii grę przy pustych trybunach. Nie dość, że w drugiej połowie sędzia musiał przerwać spotkanie z powodu ich rasistowskich okrzyków pod adresem Mbaye Leye, to poza stadionem w pewnym momencie wszczęli walkę z policją. Tej jesieni piłkarze Legii z dobrym skutkiem uczą się Europy. Szkoda, że tego samego nie można powiedzieć o garstce idiotów uważającej się za ich kibiców.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK
Twitter: @przemekdrewniak


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)