Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Zaklinanie rzeczywistości Stawowego
Wojciech Stawowy (z lewej).
fot. Facebook Widzewa Łódź
Wojciech Stawowy (z lewej).

Zaklinanie rzeczywistości Stawowego

Piłka nożna | 02 grudnia 2014 21:16 | Hubert Błaszczyk

Kariera trenera Wojciecha Stawowego jest pełna wzlotów i upadków. W poprzednim sezonie jego Cracovia była chwalona za styl. Krakowska „tiki-taka” - pisały media nieco na wyrost. Konflikt z właścicielem sprawił, że Stawowy został przed końcem sezonu bez pracy. Szkoleniowca zatrudniła mająca mocarstwowe plany Miedź Legnica. Skończyło się klapą, bo inaczej nie można nazwać zostawienia Miedzianki w strefie spadkowej. Słabe wyniki na pierwszoligowym froncie nie zraziły Sylwestra Cacka, który w Stawowym widzi strażaka, ratującego zaplecze ekstraklasy dla Widzewa.

 

Wybór Cacka dziwi. Stawowy to trener, który musi mieć czas, żeby zbudować drużynę, narzucić jej swój styl, a Widzew czasu nie ma. Zmarnowali go poprzednicy nowego szkoleniowca – Włodzimierz Tylak i Rafał Pawlak. Ten ostatni w ośmiu spotkaniach zdobył zaledwie jeden punkt. Sytuacja łodzian jest więc nie do pozazdroszczenia. Do miejsca barażowego tracą bowiem 12 punktów (Widzew ma zaległy mecz z Dolcanem).

 

Stawowy na pierwszoligowym froncie radził sobie tylko prowadząc Cracovię, dwukrotnie wprowadzając „Pasy” do Ekstraklasy. Przygody z Górnikiem Łęczna, GKS-em Katowice i ostatnio Miedzią Legnica były nieudane. Powód jest prosty. W pierwszej lidze często trzeba wygrywać brzydko, nie ma tyle miejsca, ile w Ekstraklasie, rywale często murują bramkę i drużyny Stawowego biją głową w mur.

 

- Nie uważam, żeby w Widzewie byli bardzo słabi zawodnicy. Przed rozpoczęciem rozgrywek obstawiałem ten zespół jako głównego, obok Zagłębia Lubin, kandydata do awansu. Wiem, że jest tu spora grupa młodych, utalentowanych piłkarzy, którzy bardzo mi się podobają jeżeli chodzi o grę i umiejętności, o niezłym poziomie wyszkolenia technicznego – mówił na konferencji prasowej Stawowy.

 

Dobrze, że Stawowy nie może grać u bukmachera, bo wtedy mógłby ucierpieć jego budżet. Gdzie bowiem obecnemu Widzewowi do Zagłębia Lubin. Wystarczy popatrzeć na kadry obu zespołów. Z Lubina odeszli pojedynczy zawodnicy, tymczasem w Łodzi miał miejsce masowy exodus. Braki próbowano uzupełnić młodymi zawodnikami, często bez doświadczenia na tym szczeblu rozgrywkowym.

 

Najstarszy w drużynie jest Dimitrije Injac, ale on do Łodzi przyjechał odcinać kupony. Po jego grze spodziewano się zdecydowanie więcej. Następni pod względem stażu zawodnicy – Kwiek, Broź i Hamzić – mają po 26 lat! Brakuje naturalnego lidera. Zwłaszcza w defensywie, gdzie dyrygować muszą 20-latkowie. Bez wzmocnień i charyzmatycznych zawodników nie da się uratować ligi dla Widzewa.

 

Zaklinanie rzeczywistości przez Stawowego nic nie da. Tu trzeba wziąć się do pracy i poszukać solidnych wzmocnień. Nowy trener jest tego świadomy. - Po rozmowie z prezesem Cackiem mogę zagwarantować, że takie wzmocnienia będą. Chcemy budować nowy Widzew, chcemy budować drużynę silną, która będzie mieszanką młodości i doświadczenia – dodał Stawowy. W Widzewie wielokrotnie jednak coś obiecywano, a później było zgoła inaczej. Do utrzymania się w pierwszej lidze, oprócz wzmocnień, potrzeba dobrej atmosfery wewnątrz klubu i drużynie. Być może wówczas uda się powtórzyć wyczyn Podbeskidzia Bielsko-Biała, które utrzymało się w T-Mobile Ekstraklasie, pomimo 10 punktów zdobytych w rundzie jesiennej.

 

HUBERT BŁASZCZYK
TWITTER: @hubertblaszczyk

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)