Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Skazani na idiotów. Legia bezradna w walce z kibolami

Skazani na idiotów. Legia bezradna w walce z kibolami

Piłka nożna | 03 grudnia 2014 14:22 | Przemysław Drewniak
Stadion Legii będzie pusty podczas meczów z Trabzonsporem i 1/16 finału Ligi Europy
fot. Wikipedia
Stadion Legii będzie pusty podczas meczów z Trabzonsporem i 1/16 finału Ligi Europy

- Mecz bez kibiców to dla nas jeden Ondrej Duda mniej – wyliczał niedawno na łamach „Super Expressu właściciel Legii Dariusz Mioduski. Straty w wyniku wtorkowej kary od UEFA za zachowanie kiboli podczas meczu z Lokeren będą kosztować warszawski klub znacznie więcej. Idioci w kominiarkach wyznają miłość do Legii, ale nieustannie ją okradają, wzbogacając przy tym tak znienawidzoną przez siebie europejską centralę. Co gorsza, Bogusław Leśnodoroski i Dariusz Mioduski nie mogą dziś zrobić wiele, by tę patologię szybko wyplenić.


Blisko 10 milionów złotych – tyle pieniędzy Legia straciła przez zachowanie kiboli w ostatnich dwóch latach. Jak na polskie warunki to kwota iście druzgocąca. Stanowi więcej niż połowę budżetu kilku ekstraklasowych klubów. Zamiast poprawiać warunki szkolenia młodych piłkarzy, ściągać kolejnych po Dudzie utalentowanych nastolatków czy pozyskiwać gwiazdy na miarę Danijela Ljuboi, właściciele Legii muszą wypróżniać klubową kasę przez wybryki chuliganów.


Wydaje się, że obecne czasy przyniosły Legii najlepsze warunki do rozwoju w historii klubu. Po kilku latach wyszła z cienia Wisły czy nawet Lecha, a pod względami sportowym i finansowym stanowi dla nich wzór. Warszawski klub jest na dobrej drodze, by już wkrótce Liga Mistrzów przy Łazienkowskiej nie była niedoścignionym marzeniem, a celem minimum zakładanym przed każdym sezonem. Kibole wstrzymują jednak rozwój Legii w coraz większym stopniu, a konsekwencje ich zachowania mogą być gorsze, niż niektórym się zdaje.


Zobaczmy, jaką lawinę negatywnych zjawisk pociąga za sobą ich zachowanie. W tym momencie głupcy, którzy wszczynają bójki z policją i wyzywają w Holandii Arkadiusza Milika są w zdecydowanej mniejszości, ale i tak skutecznie odstraszają od przychodzenia na mecze prawdziwych kibiców, a pozytywne działania ultrasów puszczają w niepamięć. Frekwencja przy Łazienkowskiej systematycznie spada, bo mniej zaangażowani sympatycy futbolu nie chcą identyfikować się z bandą chuliganów. To samo tyczy się sponsorów, którzy w marce pod nazwą Legia nie będą już widzieć szansy na inwestycję i swoje pieniądze ulokują gdzie indziej. Zamknięty stadion na dwa mecze Ligi Europy, okrojony budżet na transfery czy konieczność sprzedaży Michała Żyry w zimowym okienku transferowym to nic, w porównaniu do długofalowych konsekwencji, jakie może ponieść stołeczny klub w następnych latach.


Ostatnie lata przy Łazienkowskiej pokazują, że na kiboli nie działają żadne metody. Wywołanie konfliktu i wlepianie zakazów stadionowych sprawiły, że pod rządami ITI Legia o mało co nie zbankrutowała. Partnerskie podejście Bogusława Leśnodorskiego zjednało mu ultrasów i grupy tzw. „kumatych” kibiców, ale nie zmieniło podejścia chuliganów. Śmieję się więc, gdy czytam, że działacze Legii muszą jak najszybciej oddzielić ziarno od plew i „wyeliminować” tych, którzy odpowiadają za kary.


Środowisko kibicowskie jest zbyt specyficzne, by takie środki okazały się skuteczne. O ile niektóre stowarzyszenia kibiców Legii oficjalnie potępiają rasistowskie zachowania grupki kiboli, to zdecydowane działania skierowane w stronę winnych z pewnością nie wszystkim się spodobają. A jeśli choć trochę obserwujecie sposób pojmowania świata przez kibiców to wiecie, że nawet jeden nie do końca słusznie wydany zakaz stadionowy może łańcuchowo doprowadzić do masowego konfliktu z zarządem klubu.


Dlatego też szczerze współczuję właścicielom Legii, którzy w obecnej sytuacji robią wszystko co w ich mocy, by ratować wizerunek klubu. Leśnodorski popełnił na początku błąd, za bardzo ufając grupom kibicowskim, ale podejrzewam, że dziś nie tak łatwo jest mu się wycofać z pewnych umów i zobowiązań. Pozostają mu półśrodki, które nie odmienią sytuacji w przeciągu kilku miesięcy.


Wybryk z Lokeren z pewnością nie był ostatnim w wykonaniu warszawskich kiboli. Pocieszające jest to, że wśród „ultrasów” i zwykłych kibiców fala niezadowolenia narasta. To oni zapełniają krzesełka stadionu przy Łazienkowskiej i to oni koniec końców okażą się dla klubu najważniejsi. Proces wypleniania kibolstwa zajmie jednak trochę czasu. Oby na jego końcu nie okazało się, że chuligańskie wybryki zmarnowały dużą część ogromnego potencjału, jakim wciąż dysponuje Legia.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)