Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna W Gdańsku nie zmieniło się jedno - Wiśniewski to wciąż MVP Lechii

W Gdańsku nie zmieniło się jedno - Wiśniewski to wciąż MVP Lechii

Piłka nożna | 07 grudnia 2014 18:03 | Przemysław Drewniak
Piłkarze Lechii w końcu mieli powody do radości
fot. Marcin Karczewski/Superstar.com.pl
Piłkarze Lechii w końcu mieli powody do radości

Zmiana właściciela, nowy trener, kilkudziesięciu nowych piłkarzy - latem w Lechii zmieniło się właściwie wszystko. Poza jednym, bo najważniejszym zawodnikiem gdańskiej drużyny wciąż jest Piotr Wiśniewski. W niedzielę 32-letni pomocnik wrócił do podstawowego składu Lechii i strzelił hat-tricka, zapewniając jej niezwykle ważny komplet punktów w starciu z Piastem Gliwice.


Obok Mateusza Bąka Wiśniewski to w tej chwili druga wciąż grająca legenda gdańskiego klubu. Rdzenny Pomorzanin ze Starogardu przyszedł do Lechii w 2005 roku, gdy przy Traugutta walczono jeszcze o awans do ówczesnej drugiej ligi. W klubie pozostał do dziś i ma w nim na tyle silną pozycję, że niedawno przedłużył swój wygasający kontrakt do 2016 roku.


Różnie bywało za to z jego statusem w oczach trenerów Joaquima Machado i Tomasza Untona. Obaj nie zawsze stawiali na Wiśniewskiego w pierwszym składzie, choć w drugiej połowie sierpnia samego piłkarza na dwa mecze wyłączyła z gry kontuzja. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że poprzednicy Jerzego Brzęczka nie doceniali doświadczonego pomocnika, który rozegrał dopiero siódmy mecz w wyjściowym składzie w tym sezonie. Ile z tych spotkań przegrała zawodząca wszystkie oczekiwania Lechia? Tylko jedno. Z Wiśniewskim od pierwszej minuty gdańszczanie wywalczyli 14 punktów (średnia 2 punkty na mecz), a w pozostałych jedenastu spotkaniach ich dorobek wzrósł o połowę mniej (średnia 0,6). Wnioski nasuwają się same....


Takie same można było wysnuć już po pierwszych minutach meczu z Piastem. Od początku to Wiśniewski nadawał ton ofensywie Lechii, spisując się w roli „dziesiątki” o niebo lepiej niż przesunięty niżej Stojan Vranjes. Panował w środku pola, zgarniał drugie piłki, wygrywał pojedynki z rywalami, a przede wszystkim widać było po nim chęć gry, jakiej brakowało jego kolegom chociażby w pierwszej połowie spotkania z Podbeskidziem. Hat-trick był wypadkową bardzo dobrej gry i wszędobylskości Wiśniewskiego, który znakomicie potrafił wykorzystać błędy rywali. A tych w Gdańsku piłkarze Piasta popełnili bez liku.


Chwalony w ostatnich tygodniach (zupełnie zasłużenie) Angel Perez Garcia tym razem strzelił sobie w stopę. W obliczu absencji Adriana Klepczyńskiego przemeblował boki obrony, ustawiając na nich debiutanta Tomasza Mokwę i defensywnego pomocnika Carlesa Martineza. Lechiści szybko zdiagnozowali słabość rywali i właśnie skrzydłami przeprowadzali najczęściej swoje akcje. Gole na 1:0 i 2:0 padły po faulach gości właśnie w bocznych strefach boiska, gdzie Martinez i Mokwa często nie nadążali za Makuszewskim i Nazario. Dodając jeszcze do tego fatalne ustawienie drużyny przy stałych fragmentach gry oraz jeszcze gorszą postawę Alberto Cifuentesa, katastrofa dla Piasta była gotowa.


Lechia była w swoich atakach konkretniejsza i pazerna, czego nie można było powiedzieć o gościach z Górnego Śląska. Na lewym skrzydle starał się szarpać Gerard Badia, ale w swoich poczynaniach często był osamotniony. Słabiutko grał Sasa Zivec, przeciętnie wyglądał Tomasz Podgórski i w efekcie Piast bardzo długo nie potrafił oddać choć jednego celnego strzału na bramkę Mateusza Bąka. O ile można za coś pochwalić Słoweńca, to za akcję z końcówki pierwszej połowy, gdy dobrze wyszedł do prostopadłej piłki i wychodząc sam na sam z bramkarzem został powalony przez Mavroudisa Bougaidisa.


Czerwona kartka Greka zgodnie z oczekiwaniami zmieniła obraz gry – Piast przejął inicjatywę, ale nadział się już na pierwszą kontrę Lechii. Wiśniewski założył siatkę Martinezowi, strzelił po długim słupku i było już właściwie po meczu. W końcówce gliwiczanie przycisnęli, akcja Badii i ósme w tym sezonie trafienie Kamila Wilczka chwilowo dało im nadzieję, ale gości było stać tylko na ten jeden celny strzał. Niechlujność w grze ofensywnej, złe decyzje trenera Garcii (Martinez na lewej stronie, Zivec w roli rozgrywającego, do której zupełnie nie pasuje) oraz nieskuteczność wprowadzonego w drugiej połowie Dawida Janczyka przekreśliły szanse Piasta na jakąkolwiek zdobycz punktową.


Lechia wstała z kolan w ważnym momencie, bo istniało ryzyko, że zimę spędzi w strefie spadkowej. W Gdańsku mogą mieć nadzieję, że fatalna runda jesienna paradoksalnie przyniesie drużynie Brzęczka coś pozytywnego. Że zebrane przez młodych piłkarzy doświadczenie wkrótce zaprocentuje. Jednym z dodatkowych plusów spotkania z Piastem był występ 18-letniego Damiana Garbacika. Wychowanek Granicy Kętrzyn spisywał się na stoperze bardzo solidnie, choć nie miał łatwego zadania, bo po wczesnym zejściu z boiska Rafała Janickiego (zderzył się głową z Wilczkiem) i czerwieni dla Bougaidisa niejeden debiutant by spanikował. Garbacik do końca meczu ustrzegł się jednak większych błędów, dokładając ważną cegiełkę do zwycięstwa Lechii.


PRZEMYSŁAW DREWNIAK
Twitter:
@przemekdrewniak


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)