Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Kontuzja Aguero. Czerwony Fabian

Kontuzja Aguero. Czerwony Fabian

Piłka nożna | 07 grudnia 2014 18:45 | Bartłomiej Kornecki

fot. Flickr

Do niemałej niespodzianki doszło w meczu otwierającym 15. serię spotkań Premier League. Na St James’ Park, miejscowy Newcastle pokonał lidera Premier League, Chelsea i przerwał ich serie –trwającą od początku sezonu - meczów bez porażki. Oczywiście Jose Mourinho, który nie wini swojego zespołu a.. chłopców od podawania piłek.


„Przegrał lepszy zespół, drużyna która chciała wygrać przegrała.” „To my bardziej chcieliśmy grać w piłkę, ale nie było to możliwe.” „Piłka znikała, rzucano kolejną ale chłopcy którzy ją obsługiwali po prostu uciekali”. Można powiedzieć: Klasyczny Mourinho. Zawsze coś, jak nie winni sędziowie to trenerzy, jak nie trenerzy to.. dzieci. Bezsensowne odwracanie kota ogonem. Newcastle znakomicie dorównało Chelsea. Już w drugim kwadransie byli zespołem przeważającym i gdyby nie świetne parady Courtoisa mogliby prowadzić już przed przerwą.


The Blues nie dopisywało w tym meczu szczęście. W pierwszej połowie brakowało tylko wykończenia – kropki nad i. Po zmianie stron nic się nie zmieniło. Kiedy Eden Hazard skrzydłami dwoił się i troił a nikt nie potrafił zamknąć tworzonych przez niego okazji to pierwszy gong zadali gospodarze. Po kontrataku, piłkę w pole karnym wrzucał Ameobi – ta nie fortunnie przeszła pomiędzy nogami Cahilla i do pustej bramki skierował ją Cisse. Los był bardzo kapryśny dla Chelsea tamtego dnia. Minutę przed drugą bramką dla Srok w słupek uderzył Eden Hazard. Nie wykorzystane sytuacje się mszczą i po kolejnej błyskawicznej kontrze Newcastle i fatalnym przechwycie – kiepsko dysponowanego tego dnia –Garry’ego Cahilla drugą bramkę zdobył Cisse. Wlała się nadzieja w serca kibiców Chelsea, kiedy w 80. minucie drugą żółtą kartkę obejrzał Taylor a już chwilę potem bramkę kontaktową po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Cesca Fabregasa, zdobył Didier Drogba. Mimo doliczonych 6 minut Chelsea nie zdołała doprowadzić do wyrównania.


Nieprzewidywalni Kanonierzy


Naprawdę trudno jest ocenić w jakiej formie jest Arsenal. Kanonierzy potrafią złoić niepokonaną Borussię w Lidzę Mistrzów, by potem dostać od Swansea czy jak w sobotnie popołudnie, od Stoke. Tylko jedno jest pewne, mecze z ich udziałem dla bezstronnego kibica są po prostu znakomite. W prawie co trzecim meczu Arsenalu padają przynajmniej cztery gole. Nie inaczej było dzisiaj.


Stoke zaczęło od mocnego uderzenia, już w 1. minucie (19 sekundzie!) po nieporadności obrońców Kanonierów, wynik otworzył Peter Crouch. W 35 minucie niemal kopia sytuacji z początku meczu. Tym razem dośrodkowanie Waltersa z prawej strony zamknął uderzeniem lewą nogą Bojan Krkic. Znów bez żadnego krycia w polu karnym. Głównymi winowajcami takiej postawy w defensywie byli – na co dzień rezerwowi - Chambers z Martinezem. Dziesięć minut później bramkę do szatni zdobył Walters. Znów po dośrodkowaniu, tylko że z rzutu rożnego. Irlandczyk w polu karnym zachował się najprzytomniej i był to nokaut Arsenalu. Wydawało się, że dojdzie do niemałego „comebacku” kiedy to najpierw rzut karny wykorzystał Cazorla, a już dwie minuty później gola kontaktowego zdobył Ramsey. Jednak czerwona kartka Chambersa mocno pokrzyżowała plany Kanonierom. Po tej porażce do Arsenalu doskoczyło Newcastle. Obie te drużyny zmierzą się ze sobą za tydzień na Emirates.

 

Z trzema punktami ale bez armaty


Po hitowym starciu tej kolejki w Premier League, kibice Manchesteru City nie mogą być w dobrych nastrojach. Niby pokonali Everton, niby ich dystans do lidera zmniejszył się już tylko do trzech oczek ale za to ponieśli olbrzymią stratę, ich najmocniejsza armata, Sergio Aguero dostał kontuzji. Każdy widzi różnicę tego zespołu z Argentyńczykiem i bez niego. Kiedy tylko wrócił po poprzedniej kontuzji od razu dał nadzieje na fazę pucharową Ligi Mistrzów, odstawiał kolejnych rywali w Anglii, czy przegonił Diego Coste w liczbie zdobytych goli. To olbrzymia strata, nie tylko dla klubu ale dla samych emocji. Tymczasem nie wiadomo kiedy powróci, nic poza tym, że złapał kontuzję więzadeł w kolanie. Sprawa wygląda bardzo poważnie, a już za kilka dni mecz o życie z Romą.


Oczywiście Manchester City to wielki klub, z szeroką ławką rezerwowych. Niestety jak jest, każdy widzi. Sam sobotni mecz z Evertonem to pokazał. Zwycięstwo The Citizens w bólach, po bardzo naciąganym rzucie karnym. Poza rzutem karnym Yaya Toure, obie ekipy miały wyjątkowo zwichrowane celowniki. Jeszcze tuż przed końcem meczu, kapitalnie swój zespół uratował Joe Hart broniąc strzał Lukaku.


Łabędzie zabite przez młoty


W jednym z niedzielnych meczów na Upton Park przyjechało Swansea z Łukaszem Fabiańskim w bramce. Obie ekipy oczarowują od początku sezonu. Zwłaszcza West Ham, zespół Allardyce poprzez zmianę taktyki gra nie dość, że efektywnie to i efektownie. Łabędzie może z trochę mniejszym przytupem, ale też potrafiły urwać punkty bardzo mocnym rywalom. Zwłaszcza na swoim stadionie.


Kulminacyjnym punktem tego meczu była czerwona kartka jaką zobaczył Fabiański. Po obejrzeniu kilku powtórek nie można stwierdzić jednoznacznie czy sędzia miał rację. Polak musiał interweniować przed polem karnym. Trudno to wszystko przeanalizować ale wydaje się, że przed faulem Fabiańskiego, napastnik West Hamu Sakho pomaga sobie ręką przez co bramkarz Swansea fauluje go.


West Ham wygrał to spotkanie 3-1. Mimo fantastycznego startu gości i bramce Bony’ego, Młoty zdołały odrobić straty grając jeszcze jedenastu na jedenastu. Gości dobił w 87. minucie Sakho zdobywając swojego siódmego gola w tym sezonie. Niekwestionowanym bohaterem tego meczu został Andy Caroll, który miał udział przy wszystkich trafieniach Młotów. Do dwóch bramek dołożył asystę – czyżby reaktywacja przereklamowanego napastnika czy tylko przebłysk? Po tym zwycięstwie West Ham wskoczył – przynajmniej do jutra - na trzecie miejsce w tabeli, jest to ich najwyższa pozycja od września 1999 roku.

 

Bartłomiej Kornecki

Twitter: @Kornuch

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)