Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Faworyci nie zrobili sobie krzywdy. Atletico wybroniło remis w Turynie

Faworyci nie zrobili sobie krzywdy. Atletico wybroniło remis w Turynie

Piłka nożna | 10 grudnia 2014 00:04 | Przemysław Drewniak
Piłkarze i kibice Juventusu cieszą się z awansu do 1/8 finału
fot. UEFA Champions League Facebook Official
Piłkarze i kibice Juventusu cieszą się z awansu do 1/8 finału

W pojedynku faworytów grupy A jedynym wynikiem zadowalającym obie drużyny był remis. Jeden punkt zapewniał Atletico pierwsze miejsce i rozstawienie w losowaniu fazy pucharowej, zaś dla Juventusu był gwarantem awansu do 1/8 finału. Nie trzeba było więc dogłębnych analiz, by już przed meczem uznać podział punktów za najbardziej prawdopodobny rezultat. Wprawdzie do zwycięstwa bardziej dążyli gospodarze, ale podobnie jak w pierwszym spotkaniu na Vicente Calderon, mimo zdecydowanej przewagi w posiadaniu piłki nie potrafili znaleźć sposobu na szczelną obronę Los Colchoneros.


Chyba większość z nas uwielbia sposób, w jaki Atletico walczy z europejskimi potęgami. Siłą drużyny i doskonałą egzekucją taktyczną Los Colchoneros potrafią zneutralizować gwiazdorskie zespoły, świetnie broniąc i wykorzystując każde ich potknięcie. Dla neutralnych kibiców problem leży w tym, że Diego Simeone nauczył swoich piłkarzy grać na wynik, przez co jakość widowisk tworzonych przez Atletico nie zawsze stoi na wysokim poziomie. Tak było w Turynie, gdzie mistrzowie Hiszpanii nastawili się na defensywę nie zrobili właściwie niczego, by skrzywdzić Juventus.


Początek spotkania sugerował coś innego, bo już w 7. minucie błąd obrony gospodarzy mógł wykorzystać Koke, ale przegrał pojedynek sam na sam z Gianluigim Buffonem. Poza pierwszym kwadransem goście rzadko jednak wychodzili poza własną połowę. Juventus przez 70 procent czasu gry utrzymywał się przy piłce i próbował sforsować żelazną defensywę rywali.


Drużyna z Madrytu miała dziś problem z rozgrywaniem płynnych akcji oraz szybkim i dokładnym przechodzeniem z obrony do ataku. Zwłaszcza w drugiej połowie piłkarze Atletico rozgrywali piłkę wzdłuż boiska tylko po to, by nieco odetchnąć i zabrać trochę czasu. Żaden z nich nie silił się na odważniejsze podania do przodu, a w końcówce można było odnieść wrażenie, że goście w ogóle nie są zainteresowani stwarzaniem zagrożenia pod bramką Buffona.


Rojiblancos wiedzieli, co robią. Do zajęcia pierwszego miejsca w grupie wystarczał im remis, który w Turynie wywalczyli dzięki znakomitej postawie w obronie. Najlepszą wizytówką defensywy Atletico jest to, że Juventus przez prawie ¾ meczu był w posiadaniu piłki, ale i tak nie potrafił stworzyć sobie ani jednej stuprocentowej okazji do strzelenia gola. Przypomnijmy, że mówimy o drużynie, który w drugiej linii ma tak inteligentnych i kreatywnych piłkarzy jak jak Andrea Pirlo, Paul Pogba czy Arturo Vidal.


Gospodarze wcale nie zagrali słabego meczu. Próbowali wszystkiego: arytmii gry, szybkich ataków skrzydłami, rozgrywania akcji środkiem, długich piłek, szybszych kombinacji - wszystko na nic. Jedyną receptą na znakomicie ustawioną obronę Atletico były stałe fragmenty gry i strzały z dystansu, ale w tych elementach Juventusowi brakowało precyzji. Dobrze grali Pirlo i Pogba, którzy starali się napędzać ataki, ale duet środkowych obrońców Gimenez-Godin wykluczył z gry Fernando Llorente, przeciętny występ zaliczył Roberto Pereyra, a Carlos Tevez zbyt często schodził niżej, by pomagać w rozegraniu. W efekcie drużynie Massimiliano Allegrego zabrakło tym razem piłkarza, który mógłby wykańczać akcje.


Remis zapewniał mistrzom Włoch awans z drugiego miejsca, a strata trzech punktów oznaczała spadek na trzecią lokatę kosztem Olympiakosu. Ta świadomość też miała wpływ na poczynania Juve, bo ze strony gospodarzy obejrzeliśmy trochę zbyt mało prób przyspieszenia gry i oszukania obrony przeciwników, przez co końcowe kilkanaście minut właściwie było już tylko wyczekiwaniem na koniec spotkania.


Po końcowym gwizdku zadowolone były obie strony, choć w 1/8 finału prawdopodobnie trudniejsze zadanie czeka Włochów, którzy w losowaniu nie będą rozstawieni. Nie obyło się bez drobnych wpadek, ale ostatecznie faworyci grupy A zgodnie z oczekiwaniami wywalczyli awans. Dla Atletico i Juventusu prawdziwa Champions League zacznie się jednak dopiero wiosną.


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)