Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna "Kolejorz" o klasę lepszy od Lechii. Wystarczyło 10% skuteczności

"Kolejorz" o klasę lepszy od Lechii. Wystarczyło 10% skuteczności

Piłka nożna | 13 grudnia 2014 21:06 | Przemysław Drewniak
Darko Jevtić był jednym z najlepszych piłkarzy Lecha w meczu z Lechią
fot. Marcin Karczewski/Superstar.com.pl
Darko Jevtić był jednym z najlepszych piłkarzy Lecha w meczu z Lechią

Bez niespodzianki zakończyło się ostatnie sobotnie spotkanie w Ekstraklasie. Lech Poznań po bramce Dariusza Formelli pokonał u siebie Lechię Gdańsk 1-0, choć wynik wcale nie oddaje obrazu pojedynku na stadionie przy Bułgarskiej. Przez cały mecz "Kolejorz" wyraźnie dominował, ale z dziesięciu celnych strzałów potrafił zamienić na gola tylko jeden. Na tak bardzo słabo dysponowanych gości 10-procentowa skuteczność w zupełności jednak wystarczyła.

 

Gdyby ktoś nie widział w tym sezonie ani jednego meczu Lecha i Lechii, to w zupełności wystarczyłoby mu obejrzenie dzisiejszego pojedynku, by wyrobić sobie opinię na temat dyspozycji obu drużyn. Poznaniacy mieli momenty naprawdę bardzo dobrej gry, ale mimo zdecydowanej przewagi i wyraźnej różnicy klas nie potrafili dobić rywala. Ileż razy drużyna Skorży przerabiała już ten scenariusz? Jej szczęście polegało na tym, że w sobotni wieczór naprzeciwko stanęła bardzo słaba Lechia, która przez 90 minut nie potrafiła oddać ani jednego celnego strzału na bramkę Jasmina Buricia.


Od początku mecz przebiegał zgodnie z planem gospodarzy, którzy dosyć szybko narzucili Lechii swój styl gry i mieli zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki. Gdańszczanie długimi fragmentami nie potrafili wyjść nawet z własnej połowy, bo gdy tylko znaleźli się z piłką w środkowej strefie boiska, to niemal momentalnie ją tracili. Zazwyczaj na rzecz Łukasza Trałki, który dał dziś dobrą lekcję gry na pozycji defensywnego pomocnika Arielowi Borysiukowi i Stojanowi Vranjesowi.


W szeregach Lecha zabrakło kontuzjowanego Gergo Lovrencsicsa oraz Szymona Pawłowskiego, który ze względu na problem mięśniowy pozostał na ławce rezerwowych. Na skrzydłach zastąpili ich rzadziej grający Dariusz Formella i Muhamed Keita, ale wcale nie wpłynęło to źle na jakość ofensywy „Kolejorza”. Przede wszystkim dobrze prezentował się aktywny Formella i to on po pół godzinie gry wykorzystał złe ustawienie obrony Lechii, dając prowadzenie drużynie Skorży. Architektem akcji był Zaur Sadajew, który zszedł niżej po piłkę i znakomicie rozrzucił akcję na prawe skrzydło. Nie był to wyjątek, bo Rosjanin jeszcze kilka razy popisywał się podobnymi zagraniami i byłby murowanym kandydatem do tytułu piłkarza meczu gdyby nie... fatalna skuteczność.


I tu pojawia się problem, bo nie wiemy, czy warto pochwalić Sadajewa za aktywność, mądre poruszanie się po boisku i łatwość w wygrywaniu pojedynków, czy raczej zganić kompletnie nierozumiejący się ze sobą duet środkowych obrońców Tiago Valente – Damian Garbacik. Tak czy inaczej, napastnik z Czeczenii z łatwością dochodził do sytuacji strzeleckich, ale kilka razy fatalnie pudłował. Kibice przy Bułgarskiej nie mogli uwierzyć, gdy po podaniu Darko Jevticia nie trafił w piłkę stojąc trzy metry od pustej bramki. Sadajew to piłkarz o wysokich umiejętnościach, ale jeśli na boisku będzie sobie zaprzątał głowę trash-talkingiem i przepychankami z rywalami, to tak jak dziś będzie brakowało mu koncentracji w kluczowych momentach. Tym razem co prawda zdołał uniknąć żółtej kartki, ale sędzia niejednokrotnie musiał go upominać.


Mimo nieskuteczności Sadajewa Lech i tak miał wystarczająco dużo argumentów, by udać się na świąteczną przerwę po wysokim zwycięstwie. Świetnie grał Jevtić, który reżyserował większość akcji „Kolejorza”, zaliczając w nich kilka kluczowych podań. Gdy sam postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, wszedł w pole karne i wygrał pojedynek z trzema piłkarzami Lechii, a Garbacik musiał ratować się faulem. Rzut karny mógł w zasadzie zamknąć mecz, ale oprócz Sadajewa drogi do bramki nie mógł znaleźć także Kasper Hamalainen – Fin zarówno przy jedenastce, jak i późniejszej sytuacji sam na sam przegrywał pojedynki z najlepszym w szeregach gości Mateuszem Bąkiem.


Bramkarz Lechii mógł zostać bohaterem, ale jego koledzy zupełnie nie potrafili wykorzystać nieskuteczności Lecha. Wśród gości tylko Piotr Wiśniewski sprawiał lechitom jakiekolwiek problemy. Słabo wyglądały skrzydła, Borysiuk i Vranjes zaliczali mnóstwo strat, przez co piłka bardzo rzadko dochodziła do Antonio Colaka. Trudno jednak myśleć o dobrym funkcjonowaniu drużyny, skoro ewidentnie coś nie gra już na poziomie szatni. Jeszcze w pierwszej połowie po jednej z nieudanych akcji Wiśniewski i Bruno Nazario skoczyli sobie do gardeł, co sporo mówi o atmosferze w gdańskiej szatni i niejako podsumowuje jesień w wykonaniu Lechii. Jesień, w której gorzej od niej punktowali tylko Ruch Chorzów i Zawisza Bydgoszcz.

 

Lech zakończy rundę trzema zwycięstwami z rzędu i wypracował sobie całkiem niezłą pozycję wyjściową do rozpoczęcia pogoni za Legią w przyszłym roku.Wiadomo, że w najbliższym czasie w Poznaniu dojdzie do kilku znaczących zmian w składzie, o których potrzebie Maciej Skorża przekonywał jeszcze przed objęciem drużyny. Zima przy Bułgarskiej zapowiada się zatem bardzo ciekawie.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)