Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Perfekcja ofensywy i diabelskie święta na Old Trafford

Perfekcja ofensywy i diabelskie święta na Old Trafford

Piłka nożna | 26 grudnia 2014 19:25 | Michał Kozera
Dwóch bohaterów - profesorowie Falcao oraz Rooney.
fot. Premier League / facebook.com
Dwóch bohaterów - profesorowie Falcao oraz Rooney.

Manchester United po drobnej zadyszce na Villa Park wraca do domu i wraca na zwycięskie tory. Czerwone Diabły musiały zmierzyć się z nieprzewidywalnym w tym sezonie Newcastle i zrobili to w sposób co najmniej bardzo dobry. Popis w ofensywie dali i van Persie, i Falcao, i Mata. Szczególnie zrobił to jednak Wayne Rooney.

 

W piłkarskim świecie bywa tak, że seria wspaniałych występów odbywa się kosztem sił, energii i polotu, jaką ma zwycięska drużyna do dyspozycji. Tak było przecież z Southampton (chociaż tutaj różnicę zrobił też poziom rywali), a siły na ten cel zbierali chociażby gracze Newcastle. Srokom bo fatalnym początku i widmie zwolnienia Alana Pardew udało się odzyskać skuteczność i wygrać kilka spotkań, sprawiając po drodze sporo niespodzianek. Potem niestety znów zabrakło mocy.

 

Taką serię miał Manchester United. Drużyna z Old Trafford wygrała m.in. z Arsenalem, Southampton i Liverpoolem, co pozwoliło im ugruntować swoją pozycję na 3 miejscu w tabeli i przypomnieć rywalom o sobie dzięki serii 6 wygranych. Ta przerwana została dopiero podczas wizyty na Villa Park i wielu zastanawiało się, czy to nie jest przypadkiem moment, w którym team van Gaala pęknie i złapie zadyszkę. W końcu w ich gronie dominowały długi czas kontuzje. Jak się okazało dziś, wciąż ma kto wygrywać.

 

Newcastle nie przyjechało na Old Trafford z zamiarem obrony. Sroki bez wątpienia miało ambitny plan ofensywnej gry, zagrożenia bramce de Gei i popsucia szyków gospodarzom bramką… a może i dwoma. Szybko jednak przekonali się, że zadanie to wcale nie należy do łatwych mimo złożenia defensywy rywali z 3 środkowych obrońców, którzy spisywali się naprawdę nieźle. Jeśli jednak chwalić, to trzeba wzrokiem iść bliżej bramki Newcastle, gdzie swój koncert rozegrało czterech atakujących Manchesteru. Może niekoniecznie tak ustawionych, bowiem jeden z nich mecz rozgrywał jako pomocnik… defensywny. Mowa oczywiście o Waynie Rooneyu, który ustawiony był obok Michaela Carricka i miał odpowiadać za wsparcie linii obrony swojego zespołu, jak się jednak okazało, więcej zamieszania zrobił pod inną bramką.

 

Trzy bramki Manchesteru United pokazały wiele kunsztu ich zawodników. Pierwsza z nich – trafiona przez Wayne’a Rooneya, to najpierw świetne, głębokie (jedne z bardzo wielu w tym meczu) dogranie piłki w pole karne przez Juana Matę, jednak przede wszystkim to fenomenalne odegranie na pustą od Falcao. Kolumbijczyk dziś nie strzelił i tym samym nieco zepsuł swoją średnią dwóch wyjściowych składów i dwóch bramek, jednak zdobył asystę nie tylko ważną, bo otwierającą wynik, ale również piękną, pokazującą jak wiele wart jest ten zawodnik.

 

Zanim skończyła się pierwsza połowa, gospodarze postanowili jeszcze dobitniej pokazać, że ten mecz należy do nich. Nie wystarczyło ogromne posiadanie piłki (69:31), skoro to bramkami wygrywa się mecz. Tych nie brakło, a kolejną wypracował znów Juan Mata, który na 20. metrze zdobył piłkę, zasłonił się przed obrońcami i odnalazł wbiegającego na czystą pozycję Rooneya. Kapitan nie wahał się i pewnie strzelił drugą bramkę, po części upewniając kibiców jak to spotkanie się zakończy.


W drugiej połowie United postanowili nieco odpocząć i zmniejszyli nacisk na Newcastle. Sroki dużo częściej trzymały się przy piłce, jednak brakowało im po trochu umiejętności i szczęścia. Gospodarze natomiast znali jasno swoje założenia na drugą połowę – nie pozwolić rywalowi na zbyt wiele, nie marnować energii bez konkretnego celu i w miarę możliwości przypieczętować zwycięstwo. Udało się w… 85%, umówmy się na taką wartość. Wayne Rooney znów pokazał swój kunszt, tym razem będąc na pozycji ustalonej mu przez trenera, skąd posłał długą piłkę w pole karne, za obrońców, do Robina van Persiego, który pewnym uderzeniem głową pokonał Alnwicka.

 

Na koniec, niestety dla gospodarzy, błąd popełnił Phil Jones faulując Armstronga, co sędzia Mike (również) Jones zamienił na rzut karny. Tego zaś pewnie wykorzystał Papiss Cisse, niby od niechcenia, jednak naprawdę w pięknym stylu ładując futbolówkę w prawe okno bramki de Gei. I tak w zasadzie mecz się skończył – wynik mógł być w rzeczywistości zupełnie inny, bowiem karnego mogło mieć Newcastle, a przynajmniej dwie bramki więcej Manchester. Tym razem szczęście sprzyjało wyraźnie lepszym, a ogólny rezultat spotkania nie mógł być inny. Pytaniem pozostaje tylko co zrobi van Gaal przed nadchodzącym meczem z Tottenhamem – zespołem niełatwym, w terminie jeszcze trudniejszym, bo po zaledwie dwóch dniach. Bez wątpienia będzie ciekawie!

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)