Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Takich meczów się nie opisuje - takie mecze się ogląda

Takich meczów się nie opisuje - takie mecze się ogląda

Piłka nożna | 01 stycznia 2015 20:57 | Sebastian Ibron
Harry Kane przypomina Nicklasa Bendtnera. Przypadek?
fot. Premier League / twitter.com
Harry Kane przypomina Nicklasa Bendtnera. Przypadek?

To były derby, co się zowią. Esencja Premier League, wszystko, co w tej lidze kochamy. Na White Hart Lane uświadczyliśmy dziś zupełnie nieprawdopodobnych rzeczy.


Pierwszy akord tego widowiska miejsce miał w dziesiątej minucie. I naprawdę niewielu raczej się spodziewało, że są to dla The Blues miłe, nie tyle złego, co dramatycznego początki. Diego Costa wpakował najłatwiejszego swego gola w karierze i wyprowadził Chelsea na prowadzenie. Było to już trafienie numer czternaście Hiszpana, co oznacza, że doszlusował on do Sergio Aguero w rankingu najlepszych strzelców.


Nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. A zaczęło się od tego, że na stadionie Tottenhamu uniósł się duch Garetha Bale’a. Akcję w stylu Walijczyka przeprowadził Harry Kane, który bardzo mocnym, celnym uderzeniem po ziemi umieścił piłkę w bramce Thibauta Courtoisa. Tottenham szedł za ciosem, Koguty poczuły krew. To poskutkowało aż dwiema bramkami dla gospodarzy. Najpierw gola zdobył Rose, a w doliczonym czasie bezsensownie sprokurowany rzut karny wykorzystał Andros Townsend.


Druga połówka to czwarte trafienie dla podopiecznych trenera Pochettino i pogoń „The Blues”. Hazard do spółki z Fabregasem i Costą robili, co byli w stanie. Chelsea naprawdę nie grała źle. To jest aż nieprawdopodobne, ale zawodnicy Jose Mourinho grali tak, że zupełnie nie dało się poznać po nich, iż to oni przegrywają straciwszy aż tyle bramek.


Tottenham miał swój dzień. To jest teza, którą nietrudno udowodnić. Co mogło wpaść – wpadło, co mogło pójść nie po ich myśli – jednak poszło, a sytuacje stykowe często rozstrzygały się na ich korzyść. Mało tego – począwszy od bramkarza, poprzez obronę i pomoc, a na Harrym Kanie skończywszy. Każdy, bez wyjątków, spisał się należycie.


Chelsea to drużyna, co do której do niedawna sądzono, że może zdobyć mistrzostwo będąc niepokonaną przez cały sezon. Jeśli Jose Mourinho nie sprawi, że Chelsea wskoczy na odpowiedni trybiki, to może być różnie nawet z walką o mistrzostwo. Złwaszcza że po tym dzisiejszym starciu zrównała się punktami, a także bramkami zdobytymi oraz straconymi z Manchesterem City. Zatem o kolejności w tabeli decyduje… fakt, że literka „C” znajduje się bliżej początku alfabetu, aniżeli literka „M”. Cóż – łeb w łeb to mało powiedziane.


Mimo tego, że Chelsea jest liderem, to Tottenham potrafił zdobyć aż pięć goli. W Premier League to się często nie zdarza, a już zwłaszcza przeciw tak wysoko plasowanej drużynie. Wprawdzie te pięć trafień zdobyli kosztem trzech goli straconych, jednak to dzięki temu mieliśmy tak emocjonujące widowisko. Oba teamy stworzyły nie byle show. Była to rzeczywista wisienka na torcie zwanym noworoczną kolejką Premier League. Takimi derbami nie pogardzilibyśmy żadnego dnia. Dla takich spotkań naprawdę warto oglądać angielską ekstraklasę.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)