Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Once a Red, always a Red - koniec pewnego etapu

Once a Red, always a Red - koniec pewnego etapu

Piłka nożna | 02 stycznia 2015 17:00 | Artur Davtyan
Steven Gerrard wznoszący puchar Ligi Mistrzów, Stambuł, 2005
fot. facebook.com/uefachampionsleague
Steven Gerrard wznoszący puchar Ligi Mistrzów, Stambuł, 2005

Po rozczarowującym remisie Liverpoolu z Leicester w mediach społecznościowych szybko zaczęła krążyć plotka, iż popularny Stevie G po sezonie pożegna się z The Reds. O ile początkowo wydawać się mogło, że to tylko kolejne głosy sfrustrowanych kibiców, tak z czasem o sprawie informować zaczęli również renomowani dziennikarze. Dziś wiemy to już na pewno - od przyszłego sezonu Steven Gerrard nie będzie piłkarzem Liverpoolu.

 

Kampania 2014/2015 stanowi dla The Reds kontynuację nieudanej końcówki ubiegłego sezonu. Cały dramat zaczął się wtedy od czerwonej kartki dla Hendersona w końcówce spotkania z City, lecz marzenia o mistrzostwie na dobre legły w gruzach w chwili, gdy Steven Gerrard poślizgnął się podczas spotkania z Chelsea na Anfield. Co działo się dalej wiedzą już wszyscy. Od tego czasu trudno nie zauważyć, że kapitan klubu z czerwonej części Merseyside nie jest już tym samym piłkarzem.

 

Steven jest w tym sezonie najsłabszym elementem środka pola Liverpoolu, a gra bez niego wygląda zwyczajnie lepiej. Gerrard regularnie jest spóźniony, popełnia błędy w kryciu i fauluje w okolicach własnego pola karnego. Duża część winy spada również na Brendana Rodgersa, który powinien prowadzić karierę swojego kapitana w podobny sposób, jak robi to Pellegrini z Lampardem lub niegdyś Sir Alex Ferguson z Ryanem Giggsem. Eksperyment ze zmianą pozycji nie wypadł pomyślnie, a Anglik o wiele lepiej prezentował się, gdy wystawiano go na miejscu ofensywnego pomocnika, tak jak występował w przeszłości. 

 

Ostatnie miesiące są jednak z perspektywy całej kariery Gerrarda jedynie rysą na monumentalnym pomniku, który sobie wybudował podczas gry na Anfield. Steven jest jednym z największych piłkarzy, których widziało The Kop, być może nawet większym niż legendarny Kenny Dalglish. Ciężko powiedzieć, czy był najlepszym, ale Anglik stał się prawdziwą ikoną, symbolem. Widzisz Liverpool, myślisz Gerrard. Grał z Fowlerem, Owenem, Torresem i Suarezem. Każdy z nich w końcu opuszczał Merseyside, podczas gdy Captain Fantastic pozostawał na posterunku.

 

Odejście Stevena jest końcem kolejnej ery w dziejach The Reds. Po sezonie 12/13 karierę zakończył Jamie Carragher. W tych samych rozgrywkach ostatni raz w barwach Liverpoolu bronił Jose Reina. Wraz z ostatnimi letnimi roszadami klub pożegnał się z dotychczasowym wicekapitanem - Danielem Aggerem. Wymiana pokoleniowa na Anfield trwa, odchodzą gracze mający swój udział w dawnych tryumfach The Reds, ich miejsce zajmują powoli młodzi zdolni. Wejść w buty kapitana będzie najtrudniej, a przed zadaniem tym stanie niedługo Jordan Henderson.

 

Znakiem rozpoznawczym Gerrarda od zawsze były fenomenalne uderzenia z dystansu, które doprowadzały angielskich (i nie tylko) komentatorów do ekstazy. Któż nie słyszał legendarnego „Oooh! Ya beauty!” w wykonaniu Andy'ego Graya po golu z Olympiacosem? Bramka nie tylko piękna, ale i ważna - gdyby nie to uderzenie, Liverpool nie awansowałby do kolejnej fazy rozgrywek Ligi Mistrzów w sezonie 04/05 - w sezonie, w którym tę Ligę Mistrzów wygrali, przy wybitnym udziale Gerrarda właśnie.
 


Pochwał pod adresem kapitana The Reds nigdy nie szczędzili inni piłkarze czy uznani szkoleniowcy. W 2009 roku Zinedine Zidane nazwał Gerrarda najlepszym pomocnikiem świata, podobnymi komplementami obsypywali Stevena podczas różnych etapów jego kariery takie nazwiska jak Patrick Vieira, Pele, Guus Hiddink, a nawet Sir Alex Ferguson. Szczególnie dużym poważaniem Stevie G wydaje się cieszyć we Włoszech, gdzie gracze klasy Daniele De Rossiego i Claudio Marchisio określają go mianem autorytetu. Nic dziwnego, z Liverpoolem osiągnął prawie wszystko - brakuje mu jedynie, a zarazem aż, mistrzostwa Anglii.

 

W chwili, gdy odejście Gerrarda stało się pewne coś we mnie umarło. We mnie, w innych kibicach Liverpoolu, być może poczuło to również wielu sympatyków futbolu samego w sobie. Zapewne niektórych dziwią takie słowa z ust fanów, którzy ostatnimi czasy otwarcie przeklinają Stevena podczas każdego meczu. Odpowiedź jest prosta - nienawidzimy go teraz tak mocno, bo kochamy go tak bardzo. Bo mamy w pamięci kapitana nieustraszonego, biegającego do utraty tchu, strzelającego piękne bramki, ciągnącego do walki swoją ambicją całą drużynę, wprawiającego w ekstazę stadiony całego piłkarskiego świata. Takiego kapitana chcielibyśmy widzieć zawsze, nie dziwne więc, że gdy drużyna cierpi z jego powodu, cierpimy i my. Na te kilka dni to wszystko jednak straci znaczenie. Steven Gerrard ma zarezerwowane specjalne miejsce w sercu każdego fana Liverpoolu.

 

Za drugiego takiego jak on oddałbym wszystkich Suarezów tego świata.

 

twitter: @DavtyanR2

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)