Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Wielka jesienna katastrofa Borussii Dortmund (przyczyny, analiza, oceny, przewidywania)!

Wielka jesienna katastrofa Borussii Dortmund (przyczyny, analiza, oceny, przewidywania)!

Piłka nożna | 05 stycznia 2015 19:32 | Mateusz Bednarczyk
Jurgen Klopp
fot. Superstar.com.pl/Marcin Karczewski
Jurgen Klopp

Ten sezon miał być dla zespołu Borussi Dortmund znacznie trudniejszy, niż kilka poprzednich. Mało kto wierzył, że drużyna Jurgena Kloppa zdoła po raz kolejny nawiązać walkę z naszpikowanym gwiazdami Bayernem Monachium, przewidywano zaś, że to właśnie w tych rozgrywkach Bayer Leverkusen czy też Schalke 04 może pokusić się o wyprzedzenie Borussii, lub choćby toczenie z nią wyrównanego boju o drugie miejsce w ligowej tabeli. Drużyna Jurgena Kloppa uciszyła takie głosy bardzo szybko, bo już w meczu o Superpuchar Niemiec. Efektowne rozbicie zespołu Bayernu Monachium dawało nadzieję, że przewidywania głoszące kryzys BVB, mający objawić się w tabeli ligowej walką nie z Bayernem, a z Schalke i Leverkusen, są błędne. Runda pokazała, że faktycznie prognozy dotyczące kryzysu nie są do końca prawdziwe. Były one jednak nie zbyt ostre, lecz zdecydowanie za łagodne. Do tego stopnia, że oczekiwanie przez wszystkich od początku sezonu na zakończenie kryzysu, które miało być kwestią czasu, powoli zastępuje pytanie: czy to aby na pewno kiedyś się skończy?

 

Jednym z najważniejszych meczów w sezonie miało być już pierwsze spotkanie, na Signal Iduna Park z Bayerem Leverkusen. To te zespoły w skrajnym przypadku kryzysu drużyny Pepa Guardioli miały rozstrzygnąc między sobą walkę o mistrzostwo, a realnie podchodząc do sprawy, o wicemistrzostwo Niemiec. Wynik 0-2 był nieco zaskakujący, ale nie przywiązywano do niego zbyt wielkiej wagi. W pierwszym meczu sezonu, forma jest zawsze loterią, zaś rywalem był klasowy i świetnie dysponowany w tym dniu zespół. Po dwóch kolejnych zwycięstwach w Bundeslidze oraz efektownym rozbiciu Arsenalu w Lidze Mistrzów, gdzie popis dał Ciro Immobile, nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło. A jednak, w kolejnych siedmiu meczach, zespół BVB zdobył zaledwie 1 punkt, i to po szczęśliwym uratowaniu przegranego meczu z VFB Stuttgart. Już tydzień później niektórzy triumfalnie oznajmiali, że to koniec koszmaru. Drużyna z Dortmundu najpierw rozbiła u siebie Galatasaray, a po kilku dniach szczęśliwie, bo po kuriozalnym samobóju Kramera, ale jak najbardziej zasłużenie, po znakomitej grze, ograła świetny zespół z Moenchengladbach. To jednak nie okazało się przełomem. Mimo prowadzenia w kolejnym meczu 0-2 w Paderbornie, nie udało się wygrać i do samego końca i porażki z Werderem, trwała fatalna seria zespołu Jurgena Kloppa.

 

Szukając przyczyn fatalnej dyspozycji zespołu, nie sposób nie wspomnieć o kontuzjach. Klopp w żadnym meczu sezonu nie mógł wystawić optymalnej, najsilniejszej jedenastki, a głównym tego powodem były właśnie urazy. Do tego doszedł brak formy, zarówno fizycznej, jak i piłkarskiej, niektórych zawodników (Piszczek, Gundogan), ale ich kłopoty również zaczęły się od odniesienia kontuzji, a następnie braku powrotu po jej wyleczeniu do optymalnej dyspozycji. Prześledźmy piątkę kluczowych graczy Borussii, absolutnej "elity" zespołu (Sokratis, Hummels, Gundogan, Reus, Aubameyang), pod kątem dyspozycyjności w rundzie jesiennej w meczach Bundesligi:

 

Sokratis - nieobecny na boisku w kolejkach 12-17 (kontuzja)
Hummels - nieobecny na boisku w kolejkach 1-4 i 10(od połowy meczu)-13 (kontuzje)
Gundogan - nieobecny na boisku w kolejkach 1-7 i 10-11 (kontuzja, brak formy fizycznej)
Reus - nieobecny na boisku w kolejkach 3-7 i 13-17 (kontuzje)
Aubameyang - zagrał we wszystkich 17 kolejkach

 

Jak widać, wszyscy najważniejsi zawodnicy, poza Aubameyangiem przez dużą część sezonu byli wykluczeni z gry. Do tego doszły problemy zdrowotne innych ważnych graczy, jak Piszczek (zmagał się z drobnymi urazami, w dodatku nie był w stanie wrócić do formy po poprzedniej kontuzji), Schmelzer (tylko 6 rozegranych meczów), Jojic (9 spotkań, ale tylko 2 przez pełne 90 minut), Mkhitaryan (absencja w 5, 6 i 7 kolejce), czy też Kuba Błaszczykowski, którego powrót mógłby dodać pokaźny impuls energii do apatycznej długimi fragmentami gry zespołu.

 

Oczywiście nie wszystkie problemy BVB w rundzie jesiennej należy tłumaczyć kontuzjami. Dla zespołu o takich aspiracjach i w miarę szerokiej kadrze, nie powinien robić aż takiej różnicy brak najważniejszych jego ogniw. Główną przyczyną katastrofy jest drastyczne obniżenie formy zawodników, którzy w poprzednich sezonach niejednokrotnie byli autorami boiskowego sukcesu w poszczególnych spotkaniach. Winowajców znajdziemy w każdej formacji.

 

Zacznijmy od początku, czyli od pozycji bramkarza. Niekwestionowany numer jeden, wielokrotnie występujący na boisku z opaską kapitańską Roman Weidenfeller jest jednym z graczy, którzy najbardziej zawiedli fanów BVB. W poprzednich sezonach zdarzało mu się popełniać fatalne błędy, jednak był prawdziwą ostoją swojego zespołu, a w najważniejszych momentach niejednokrotnie ratował wynik i przyczyniał się do zdobycia punktów. W tych rozgrywkach nie pomógł zespołowi zupełnie nic, bronił tak słabo, że pod koniec rundy Klopp zdecydował się wpuścić do bramki Mitchella Langeraka. Australijczyk jednak także nie spisywał się najlepiej, a w ostatecznym rozrachunku nawet prześcignął Weidenfellera w niechlubnej klasyfikacji na największy procent wpuszczonych strzałów. Obaj pod tym względem okazali się najgorsi w całej Bundeslidze.

 

Niekwestionowanie największą katastrofą była jednak gra formacji obronnej. O ile większych pretensji nie można mieć do Sokratisa, o tyle cała reszta zawodników zawiodła mocno, lub bardzo mocno. Trapiony kontuzjami Mats Hummels aż w 4 na 9 spotkań, które zagrał w takim wymiarze czasowym, by zapracować na notę od magazynu Kicker, został oceniony fatalnie, czyli od oceny 4,5 wzwyż. Łukasz Piszczek miał przebłyski, ale w każdym kolejnym meczu potwierdzał, że daleko mu do formy, którą prezentował w poprzednich sezonach. Schmelzer nie grał dużo, a zastępujący go Erik Durm nieustannie potwierdzał, że granie w takim klubie jak BVB to dla niego za wysokie progi. Grał kiepsko, ale można powiedzieć że na swoim poziomie, gdyż zawsze w Borussii zgłaszał swoją poważną kandydaturę do bycia najsłabszym ogniwem. Neven Subotic potwierdził, że gdy cała linia obrony spisuje się dobrze, potrafi ona maskować jego niedoskonałości, jednak kiedy formacja jest niepewna, on nie dodaje od siebie żadnej jakości. Nigdy nie był wybitnym graczem, jednak u boku Hummelsa, Schmelzera i Piszczka w formie, nie odstawał zbyt mocno i tworzył wraz z nimi świetną linię. Spora krytyka należy się też Matthiasowi Ginterowi. Ze względu na kontuzje Hummelsa i Sokratisa miał okazję do częstych występów i okazał się prawdziwym transferowym niewypałem.


Najlepszym obrazem gry Borussii w tym sezonie jest mecz z Eintrachtem Frankfurt z końcówki listopada. Pierwsze 5 minut spotkania było pokazem świetnej gry Borussii, która absolutnie zdominowała rywala, zamkniętego praktycznie na swoim polu karnym. Obrońcy Eintrachtu mieli trudne pięć minut, ale w pewnym momencie udało im się wykopać piłkę na połowę BVB. Od tego momentu zaczęła się katastrofa. Ustawieni na środku obrony Subotic i Ginter nie byli w stanie dobrze ustawić się do piłki, dopadł do niej Alex Meier, i choć nie jest demonem szybkości, przebiegł z piłką spory dystans, następnie nie atakowany przez nikogo wykorzystał zły timing Weidenfellera i spokojnie skierował piłkę do siatki. W sytuacji 1 na 5, napastnik rywali, nawet nie dostając podania, tylko zbierając wybicie od obrońcy, na drodze od niemal połowy boiska aż do bramki BVB, nie napotkał na swojej drodze żadnej przeszkody, nie musiał robić żadnego zwodu, wygrać żadnego pojedynku, wystarczyło po prostu biec z piłką w kierunku bramki. Ot, cała kwintesencja gry trio Weidenfeller-Subotic-Ginter w tej rundzie.

 

Swoje problemy miała także linia pomocy. Gundogan, Jojic, Sahin czy Kirch albo nie mogli grać, albo byli dalecy od normalnej dyspozycji. W tym wypadku Benderowi w niemal każdym spotkaniu towarzyszył doświadczony Sebastian Kehl, który jest cennym uzupełnieniem składu, jednak pewnego poziomu już nie przeskoczy i na pewno nie powinien być zawodnikiem, który co tydzień gra 90 minut w tak świetnym zespole. Podczas kontuzji Reusa, wyszły ograniczenia takich graczy jak Kagawa czy Mkhitaryan. Są świetnie wyszkolonymi zawodnikami, jednak robią na boisku zbyt mało rzeczy! Nie stawiają pressingu, nie wychodzą do piłek, nie wygrywają powietrznych i siłowych pojedynków, są za mało aktywni, zbyt mało zmieniają pozycje, grają schematycznie i jednostajnie, szukają ciągle tych samych rozwiązań. I nie pomagają w obronie. Trzeba tutaj zaznaczyć, że większość tych zarzutów tyczy się Kagawy, a w każdym z tych aspektów Mkhitaryan był nieco lepszy. Najgorsze jednak jest to, że prócz dodatkowych rzeczy, gracze ci fatalnie wypełniali swoje zadania w ofensywie: 1 gol i 0 asyst w 12 występach Kagawy oraz 0 goli i 1 asysta Mkhitaryana również w 12 meczach to niemal kompromitacja tych zawodników. Honor formacji ratowali (gdy tylko był zdrowy) Reus, oraz Aubameyang, który jednak często musiał łatać dziury na środku ataku. Zupełnie niezrozumiale, gdyż bardziej potrzebny był, by uzupełniać braki w fatalnie spisującej się ofensywnej frakcji pomocy Borussii.

 

Również napastnicy nie wpłynęli znacząco na podniesienie jakości gry zespołu w rundzie jesiennej 2014. Sprowadzeni w miejsce Roberta Lewandowskiego gracze nie byli w stanie go zastąpić. Ciro Immobile błyszczał niemal tylko w Lidze Mistrzów,zaś Adrian Ramos nie pokazywał cech, które prezentował, grając w Berlinie: wielkiej aktywności, żywotności, wpływu na wszystko, co dzieje się na boisku, a także zabójczej skuteczności. Z kolei transfer Ji Dong-Wona okazał się porażką i zawodnik z Korei najprawdopodobniej opuści Dortmund już w najbliższym okienku transferowym. Należy jednak pamiętać, że dla tych wszystkich zawodników była to pierwsza runda w BVB, a trafili z transferem najgorzej, bo akurat na tę kryzysową. Immobile i Ramos są świetnymi graczami i chyba w ich przypadku może być już tylko lepiej, bo gdy cały zespół dobrze funkcjonował, choć takich fragmentów nie było wiele, potrafili pokazać, że umieją realizować swoje zadania na murawie naprawdę dobrze. Wraz z postępującym procesem adaptacji, który jest trudny w szczególności dla Immobile, tak jak dla większości graczy odchodzących z Serie A do lig takich, jak Bundesliga, rezultaty napastników BVB muszą być lepsze.

 

Kloppa w tym sezonie zawiódł nos trenerski, jeżeli chodzi o transfery. Immobile i Ramos dostosowali się do gry drużyny, którą można określić jako znacznie poniżej oczekiwań, zaś powroty Sahina i Kagawy oraz transfer Gintera, okazały się prawdziwymi klapami. W kontekście utraty takich graczy jak Robert Lewandowski czy błyszczący w Berlinie Schieber, okienko trzeba ocenić na zdecydowany minus.

 

Było jednak kilka pozytywów, a mianowicie graczy, którzy udowodnili na tle słabego zespołu swoją klasę. Wielkie brawa za rundę należą się Sokratisowi, który pokazał że jest postacią nr. 1 w obronie BVB. Na naprawdę wysokim poziomie grał Sven Bender, który w czasach świetności Borussii wydawał się nie do końca niezbędnym ogniwem, jednak gdy grał przez ostatnie kilka miesięcy swoją, mało widowiskową, ale solidną piłkę na wysokim poziomie, a w tym samym czasie jego partnerzy obniżyli loty, w każdym meczu można było dostrzec różnicę jakości między Benderem, a resztą pomocników. Tak bardzo na korzyść Bendera, że teraz to Sven wydaje się być bratem nr. 1, mimo że dotychczas nie tylko u mnie, ale na przykład także u Joachima Loewa, wyżej stały akcje uważanego za absolutnie czołowego pomocnika ligi Larsa. Trzecim plusem jest Aubameyang. To aż niemożliwe, że był w stanie w pojedynkę sprawić, że zespół z Dortmundu był groźny w ofensywie niemal dla każdego, chociaż nie widać tego aż w takim stopniu po wynikach czy statystykach. Wielkim problemem Borussii Dortmund było to, że przepaść między trójką najlepszych (można do tego doliczyć także Reusa, który jednak grał rzadko), a całą resztą, była jesienią wręcz gigantyczna!

 

Mimo wszystko wydaje się, że to już koniec koszmaru BVB. Wyniki w Lidze Mistrzów potwierdzają, że jest to wciąż znakomity zespół, a kłopoty w Bundeslidze wynikają w dużej mierze z tego, co dzieje się w głowach piłkarzy. Brak pewności skutkuje podejmowaniem błędnych decyzji po obu stronach boiska, a często bramki dla rywali rodzą się z nieoczekiwanych i niegroźnych sytuacji. Przerwa między rundami powinna być zatem czasem uporządkowania wszystkiego w głowach i zbudowania znów zespołu nie tylko fizycznie, ale także mentalnie. Prócz dojścia do formy niektórych zawodników, można dokonać także transferów. Po odejściu Roberta, z przodu brakuje gracza, który na boisku robiłby więcej rzeczy dla zespołu, niż choćby Kagawa. Również w pomocy przydałby się ktoś mniej jednowymiarowy, niż Sebastian Kehl. Na koniec odniosę się do bardzo popularnego w naszym kraju wytłumaczenia kłopotów zespołu Kloppa. W Polsce często pojawia się opinia, że główną przyczyną kryzysu jest odejście Roberta i gorsze występy jego następców. Owszem, wpłynęło to na słabszą grę zespołu, ale w tych rokowaniach należy zachować choćby resztki logiki i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy obwinianie Immobile i Ramosa za całe zło, przy tak dramatycznej dyspozycji Weidenfellera, Suboticia, Durma, Hummelsa, Piszczka, Kagawy, Mkhitaryana, Gundogana, czy Sahina, którzy przecież udowadniali już w BVB swoją klasę, ma jakikolwiek sens?

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)