Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Śmiejemy się z Afryki, choć absurdów sami mamy pod dostatkiem

Śmiejemy się z Afryki, choć absurdów sami mamy pod dostatkiem

Piłka nożna | 06 lutego 2015 12:50 | Przemysław Drewniak
Zanim sędzia przerwał mecz, piłkarze Ghany trzykrotnie cieszyli się ze swoich goli
fot. AFCON Facebook Official
Zanim sędzia przerwał mecz, piłkarze Ghany trzykrotnie cieszyli się ze swoich goli

Skandal w Pucharze Narodów Afryki. Podczas wczorajszego półfinału między Gwineą Równikową i Ghaną kibice wtargnęli na bieżnię okalającą murawę stadionu w Malabo, przez co mecz został przerwany na ponad pół godziny. W Polsce internauci od razu wzięli się z komentowanie: „ absurd”, „dzicz”, „idioci!”. Dziwne, bo u nas turniej absurdu trwa przecież cały rok…


Wyjaśnijmy od razu, co dokładnie zdarzyło się wczoraj w Malabo, bo w wielu przekazach medialnych podano na ten temat nieścisłe informacje. Jeszcze pod koniec drugiej połowy, gdy Ghana strzeliła bramkę na 2:0, kibice Gwinei Równikowej zaczęli rzucać w jej piłkarzy butelkami i innymi przedmiotami. Później fani gospodarzy przerzucili się na nieco bardziej osiągalny cel – kibiców przyjezdnych. Ci poczuli się zagrożeni i po kilkudziesięciu minutach bez reakcji ze strony policji i służb ochraniających widowisko opuścili trybuny, stając za jedną z bramek. Sędzia w takiej sytuacji musiał przerwać mecz, choć wydaje się, że kibice Ghany wcale nie chcieli do tego dopuścić. W tamtym momencie było to jednak jedyne miejsce na stadionie, gdzie czuli się bezpiecznie. Nad stadionem pojawił się policyjny helikopter (chyba bardziej na pokaz), a na trybunach rozpylono gaz łzawiący, który przepędził z nich prawie wszystkich widzów.


Oczywiście wczorajsza sytuacja to skandal i ogromny cios nie tyle dla Gwinei Równikowej, co dla wizerunku wszystkich Afrykańczyków. Aż żal mi było słuchać pochodzącego z Czarnego Lądu komentatora brytyjskiej stacji, który poczuł się wręcz winny zaistniałej sytuacji i zaczął przepraszać widzów. Przerwanie meczu w Malabo świadczy jednak nie tyle o mentalności tamtejszych kibiców piłkarskich (a u nas jest niby inaczej?), co o słabej organizacji turnieju. W Gwinei Równikowej reprezentacje najpierw miały problemy ze znalezieniem miejsc noclegowych z ciepłą wodą i elektrycznością, później świat zdziwiła informacja o losowaniu, stawką którego było wyjście z grupy, a teraz dochodzi do tego przerwany mecz w półfinale. Wszystko to wynika z panującej w Afryce biedy. No może poza samym losowaniem, które faktycznie było głupim i źle przeprowadzonym rozwiązaniem.


I tu dochodzę do wniosku, że Puchar Narodów Afryki ma wiele cech wspólnych z naszą ligową piłką. W ostatnich latach wszystko ulega profesjonalizacji i coraz bliżej nam do zachodnich wzorców, ale gdyby tak zebrać z naszego podwórka absurdy ostatnich lat, to chyba tak wiele od naszych afrykańskich kolegów nas nie różni? Afera korupcyjna, machlojki PZPN-u, zadymy na trybunach, kupowanie licencji w Ekstraklasie, właściciele i prezesi nie mający pojęcia o piłce… A pomyślcie tylko co by się stało, gdyby organizacja meczów na Łazienkowskiej była tak słaba jak ta ze wczorajszego spotkania w półfinale. W Malabo skończyło się na rzucanych przedmiotach i rozprowadzenia przez policję gazu łzawiącego, za to w Warszawie w marcu niewiele zabrakło do tego, by po szarży kiboli Legii na sektor zajmowany przez gości liczyć straty w ludziach.


Dlatego zanim określimy kogoś mianem dzikusa z dżungli, który nie umie się zachować, popatrzmy najpierw na siebie.


Afryka to specyficzny kontynent i takie są jej też mistrzostwa. To dodaje im kolorytu i czyni rywalizację tamtejszych reprezentacji niezwykle interesującą. Czasami mam wrażenie, że futbol Pucharu Narodów Afryki najbardziej zbliżony jest do pierwotnej sportowej rywalizacji, niezdominowanej jeszcze przez biznes i prawa rynku.


W weekend czekają nas dwa ostatnie mecze gwinejskiego turnieju, które rozstrzygną o ostatecznym przydziale medalów. W meczu o trzecie miejsce faworytem będzie Demokratyczna Republika Konga, choć piłkarze Gwinei Równikowej z pewnością będą chcieli zatrzeć złe wrażenie po słabym w ich wykonaniu półfinale z Ghaną, a przede wszystkim po zachowaniu swoich kibiców. W niedzielę dojdzie z kolei do starcia dwóch bezsprzecznie najlepszych drużyn podczas tegorocznego PNA. Bardzo trudno wskazać faworyta. Zarówno Ghana jak i Wybrzeże Kości Słoniowej pokazują, że mimo zmiany pokoleniowej nadal rozdają karty na Czarnym Lądzie.


Patrząc jednak na ostatnie wyniki obu drużyn w mistrzostwach Afryki, termin „rozdają karty” wydaje się mocno przesadzony. Tak to bowiem w ostatnich latach bywało, że w Pucharze Narodów mnóstwo było niespodzianek, a ci teoretycznie najsilniejsi nie potrafili błyszczeć. WKS po raz ostatni sięgnął po złoto 23 lata temu w Senegalu, a Ghana dziesięć lat wcześniej w Libii. Teraz wreszcie doczekaliśmy się finału, w którym zmierzą się ze sobą najsilniejsze drużyny, które od dziesięcioleci marzą o prymacie na swoim kontynencie. Czeka nas pasjonujący finał. Oby odbył się już bez żadnych absurdów i kontrowersyjnych decyzji sędziów, z których Puchar Narodów też jest doskonale znany. Czekamy na futbol w najczystszej postaci.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)