Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Gra na miarę oczekiwań i zwycięstwo Lechii nad Wisłą.

fot. Superstar.com.pl/Marcin Karczewski

Gra na miarę oczekiwań i zwycięstwo Lechii nad Wisłą.

Piłka nożna | 14 lutego 2015 12:45 | Mateusz Bednarczyk

Forma obu zespołów w pierwszym meczu rundy wiosennej była niewiadomą. W składzie zespołu z Gdańska po raz kolejny wymieniono kilku zawodników, a największe nadzieje związane były z transferami doświadczonych graczy, mających za sobą występy w reprezentacji Polski: Grzegorza Wojtkowiaka, Sebastiana Mili i Jakuba Wawrzyniaka. Wzmocniona tymi zawodnikami Lechia nie miała problemów ze zdominowaniem Wisły i odniosła skromne, lecz zasłużone zwycięstwo 1:0 po bramce Piotra Grzelczaka.


Od pierwszych minut spotkania Lechia wyraźnie zaznaczyła swoją dominację w meczu. Znakomicie w spotkanie wszedł Sebastian Mila, który od początku nękał defensywę Wisły dobrymi zagraniami. Wracający do Lechii Mila był najjaśniejszą postacią na boisku w pierwszych 45 minutach, niestety po przerwie wyraźnie zgasł. Z tego względu, z trójki kadrowiczów największe wyróżnienie za cały mecz należy się chyba Grzegorzowi Wojtkowiakowi, który do pewnej gry w obronie dołożył kilka ciekawych akcji w ataku.


Ogromny wpływ na rezultat miała wygrana przez Lechię walka o środek pola boiska. Przewaga trio Możdżeń-Łukasik-Mila nad linią Dudka-Uryga-Stilic była gigantyczna. Pomoc Lechii zaprezentowała dużo większą mobilność, chęć gry i wspierania partnerów po obu stronach boiska niż ospała i grająca na stojąco trójka gości. Również grający z przodu Grzelczak, Makuszewski i Friesenbichler brali aktywny udział w grze, często pokazując się partnerom do zagrania. Z kolei biegający po drugiej stronie Paweł Brożek był najsłabszy na boisku i zupełnie nie potrafił znaleźć sobie na murawie choćby odrobiny miejsca. Snajper Wisły nie zaprezentował chyba ani jednego dobrego zagrania w tym meczu,przegrywając prawie wszystkie pojedynki z obrońcami rywali, podobnie jak  Łukasz Garguła. Smuda widząc pozorowanie gry przez tego zawodnika, już w przerwie zdjął go z boiska.


Optyczna przewaga Lechii nie została do końca wykorzystana stąd o wyniku końcowym decydowały pojedyncze akcje z ostatnich minut meczu. Brak straty gola wcześniej Biała Gwiazda zawdzięcza doskonałej postawie Guzmicsa i Głowackiego, którzy znajdowali się w wielu trudnych sytuacjach, lecz nawet gdy rywale mieli przewagę liczebną przy wyprowadzeniu akcji (raz 4 na 2, kilka razy 3 na 2), potrafili tak znakomicie się ustawić, że zagranie do partnera było dla gracza Lechii zbyt trudne do wykonania. Również Michał Buchalik grał bardzo pewnie i nie ponosi winy za straconą bramkę. Gol Grzelczaka wynikał z przewagi liczebnej w okolicach pola karnego przeciwnika. Gra defensywna całego zespołu Lechii była na tyle dobra, że takie sytuacje po stronie Wisły można byłoby policzyć na palcach jednej ręki. Niewątpliwie to zdecydowało o wyniku spotkania.


Na koniec słowo o zachowaniu graczy Lechii na boisku. Ciągłe wywracanie się (na pierwszych 10 zawodników Lechii, którzy leżąc zmusili arbitra/piłkarzy do przerwania gry, chyba żaden nie był na tyle kontuzjowany by choćby na moment opuścić boisko), żałosne 3 próby wymuszenia rzutu karnego, wywieranie presji na panu Marciniaku poprzez nieustanne pretensje o sytuacje, w których nie było najmniejszych wątpliwości. Czy ten zespół trenował przez ostatnie tygodnie z Guardiolą? A może trener Brzęczek jest zafascynowany Pepem i próbuje przekonać swoich graczy do podobnego, jak piłkarze Guardioli w Barcelonie i Bayernie, zachowania? Trudno jednoznacznie wskazać przyczynę. Jednak to, co wyprawiali pod tym kątem zawodnicy Lechii szczególnie w pierwszej połowie trzeba nazwać krótko: ŻENADA.


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)