Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Horror przy ulicy Kałuży

Horror przy ulicy Kałuży

Piłka nożna | 15 lutego 2015 18:18 | Bartłomiej Kornecki

fot. x-news

W niedzielne popołudnie obejrzeliśmy prawdziwy piłkarski dramat. Mecz, który nawet przez moment nie mógł nudzić nawet najbardziej zrzędliwych kibiców. Wicelider przyjechał do Krakowa, na stadion przy ulicy Kałuży zmierzyć się z miejscową Cracovią.


Śląsk Wrocław w czwartek rozgrywał ćwierćfinałowy mecz Pucharu Polski z Legią Warszawa zakończony remisem 1-1, ale mimo to Tadeusz Pawłowski postanowił nie zmieniać specjalnie wyjściowej jedenastki. Jedynie Zielińskiego zastąpił Droppa, natomiast w bramce musiał dokonać przymusowej roszady. Kontuzjowanego Mariusza Pawełka zastąpił osiemnastoletni Jakub Wrąbel. W obozie Pasów diametralnie inne nastroje. W środku tygodnia Robert Podoliński dość mocno skrytykował swój zespół po przegranym sparingu twierdząc, że z taką grą w defensywie Śląsk strzeli dziś przynajmniej trzy bramki.


Trzech nie zdobył ale mimo to oglądaliśmy jedno z lepszych spotkań, nie tylko tej kolejki ale i w zeszłej rundzie rzadko można było oglądać spotkania z taką dramaturgią. Już pierwsza połowa była całkiem przyzwoita w wykonaniu obu zespołów. Głównie za sprawą Cracovii, która niespodziewanie dotrzymała kroku Śląskowi. W drugiej połowie początkowo obraz gry się nie zmieniał. Najpierw fantastyczną okazję zmarnował Marcin Budziński, a chwilę później Jakub Wrąbel wybronił strzał Rakelsa. Jednak to wrocławianie wyszli na prowadzenie. Po zamieszaniu w polu karnym najprzytomniej zachował się Grajciar, który dopadł do bezpańskiej piłki na drugim metrze i otworzył wynik spotkania. Kolejne minuty były jak uderzanie głową w mur przez piłkarzy Cracovii. Sami stworzyli chyba więcej sytuacji niż przez całą zeszłą rundę. Za każdym razem brakowało skuteczności.


Dopiero dziewiętnaście sekund w 86. minucie wstrząsnęło dzisiejszym meczem. Flavio Paixao dostał bardzo dobrą piłkę na jedenastym metrze i mógł podawać do nieobstawionego Tomasza Hołoty, który stanąłby przed pustą bramką. Mógł. Nie zrobił tego, postanowił strzelić – na jego nieszczęście bardzo niecelnie. Pilarz wybija piłkę, która trafia do Jendriska, ten podaje na dobieg do Wdowiaka, który nie daje się przepchnąć Ostrowskiemu i wykłada piłkę Budzińskiemu. 1-1. Po tym wszystkim Śląsk rusza do ataku i zdobywa gola! Znów po zamieszaniu pod bramką Pilarza – tym razem do piłki dochodzi Hołota i zdobywa bramkę – jednak sędzia nie uznaje tego gola, co powtórki pokazały, że bardzo słusznie. Jeszcze chwilę później przed szansą stanął Zjawiński jednak nic z jego zamiarów nie wyszło.


Oglądaliśmy zapierającą dech w piersiach drugą połowę zakończoną horrorem. Śląsk nie był lepszy, natomiast mógł bez problemu ten wynik dowieźć. Skończyło się podziałem punktów. Myślę, że bardziej zasłużone byłoby zwycięstwo jednak gospodarzy. To był najlepszy mecz Cracovii pod wodzą Roberta Podolińskiego.

 

Cracovia 1-1 Śląsk Wrocław

0:1 Grajciar

1:1 Budziński

 


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)