Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Holenderski ambaras w Manchesterze

Holenderski ambaras w Manchesterze

Piłka nożna | 16 lutego 2015 12:57 | Mateusz Decyk

fot. Oficjalny Profil Facebook Manchester United

Wydawałoby się, że sytuacja Manchesteru United nie wygląda tak źle, jednak w sytuacji, gdy beniaminek ligi bezlitośnie naciska jeden z największych klubów na świecie na wyjeździe, to coś nie działa tak jak powinno. W tym przypadku chodzi o grę całego zespołu i wydaje się, że ,,filosofi'' Holendra prowadzącego Czerwone Diabły najzwyczajniej w świecie się nie sprawdza, albo jest figlarną grą na czas z kibicami. Pod jej przykrywką doświadczony trener najprawdopodobniej stara się rozgryźć najtwardszy orzech jaki kiedykolwiek wpadł w jego ręce.

 

Gdyby obiektywnie spojrzeć na wyniki uzyskiwane przez drużynę Louisa van Gaala, jak i na tabelę Premier League, to ciężko cokolwiek zarzucić opiekunowi klubu z Old Trafford. Jednak szczególnie ostatnie spotkania pozostawiły swoje piętno w pamięci kibiców jako punkty zdobywane w dramatycznych okolicznościach z ogromną dawką szczęścia. Spójrzmy chociażby na spotkanie sprzed tygodnia na Upton Park. Co zrobił Holender gdy trzeba było odrabiać straty? Wprowadził Marouane Fellainiego. Głównym zadaniem tak potencjalnie niebezpiecznych zawodników jak Angel Di Maria, czy Wayne Rooney stało się posyłanie długich, wysoko zawieszonych piłek w pole karne, bądź na głowę belgijskiego ,,wieżowca''. Czy do tego zostały stworzone te gwiazdy? Końcówka potyczki z West Hamem tylko potwierdziła, że van Gaal nie potrafi wykorzystać potencjału swoich zawodników. Symbolem frustracji samych zawodników było agresywne wejście Luka Shawa w końcowych minutach meczu, ukarane czerwoną kartką. Holender marnuje swoich podopiecznych nie tylko wystawiając ich na nienominalnych pozycjach, ale i przypisując im kompletnie abstrakcyjne role na boisku, nie pasujące do ich preferencji i stylu gry. Tutaj najbardziej skrajnym przykładem będzie tymczasowe przestawienie Wayne'a Rooneya na pozycję defensywnego pomocnika.

 

Ostatnimi czasy mocno pod górkę ma Angel Di Maria, któremu trener wciąż stara się znaleźć optymalną pozycję, zamiast wystawić go na tej dla niego naturalnej. Di Maria to zawodnik w pewnym sensie podobnego typu do Arjena Robbena. Piłkarz, który biegnie szybciej z piłką przy nodze, niż reszta ligi bez piłki. Kiedy masz kogoś takiego w składzie musisz mu dać możliwość, by się rozpędził, a przede wszystkim zrobić mu do tego miejsce. Taka sytuacja miała miejsce w meczu z Leicester, ale nie jestem przekonany, czy nie wynikało to przypadkiem z czystej frustracji Argentyńczyka i złamania zaleceń taktycznych.

 

Wystawiony na szpicy Di Maria jest odcięty od piłek i niewidoczny. Podwieszony pod napastnika musi skupić się na rozgrywaniu i rozrzucaniu podań, co mocno ogranicza jego możliwości w zakresie akcji indywidualnych, na które i tak nie ma miejsca. W takiej sytuacji obrońcy skupiają się na nim i to napastnicy mają więcej swobody. Snajperzy z kolei nie potrafią tego wykorzystać. Wyobraźcie sobie, że Falcao i Robin van Persie do 60 minuty meczu z Burnley nie oddali ŻADNEGO strzału na bramkę rywala. Ani jednego! Ta para napastników po raz kolejny zawiodła, a na szczególną naganę zasługuje Kolumbijczyk, którego problemy zaczynają się już od samego przyjęcia piłki. Na szpicę powinien zostać przesunięty Rooney i według mnie najlepiej sprawdziłby się tam w pojedynkę. Z cały szacunkiem do van Gaala, ale nawet na meczu piłkarskich szóstek, gdzie na próżno szukać wykwalifikowanego coacha, zawodnicy sami są w stanie zrozumieć, że gdy idzie źle w rozegraniu, to napastnicy powinni się cofnąć i stworzyć przewagę w środku pola. A w przypadku Manchesteru United miejsce jednego z napastników powinien zająć Ander Herrera. Rozgrywający na, którego kibice na Old Trafford czekali od lat. A gdy już taki przyszedł to grzeje ławę. Nie dlatego, że gra źle. Po prostu to transfer Woodwarda. Nie trenera. A w tym cały jest ambaras...

 

Jeśli jednak uparcie obstajemy przy systemie z dwoma nominalnymi napastnikami to o wiele bardziej owocna będzie z pewnością współpraca van Persiego i Rooneya. To prawda, że w przeszłości sporo narzekało się na tę parę, jednak w porównaniu do kombinacji z tego sezonu, tamta była wręcz świetna. Wracając jeszcze do Falcao. Nie można mu zarzucić tego, że się nie stara, bo tak nie jest. Ciężko pracuje, ale w jego grze nie ma tej jakości, którą mogliśmy zobaczyć jeszcze w barwach Porto, czy Atletico. Jakakolwiek kombinacja w ataku z udziałem Kolumbijczyka po prostu nie funkcjonuje i jego definitywny transfer byłby strzałem w kolano, biorąc pod uwagę szybki rozwój Jamesa Wilsona.

 

Porównanie obecnego Manchesteru United do tego prowadzonego w przez Davida Moyesa w poprzedniej kampanii ma sens nie tylko w zestawieniu liczby zdobytych oczek. Sytuacja na boisku często łudząco przypomina mi szkocką taktykę ,,byle nie przegrać''. Kiedy Czerwone Diabły wygrywają, praktycznie nie widać ich na boisku. Gasną jak zdmuchnięta świeczka, nie potrafią zmobilizować większych sił, by od razu dobić rywala. Natomiast co robi przegrywająca drużyna van Gaala? Gra najbardziej prymitywny futbol jaki możecie sobie wyobrazić. Istnieje tylko mała różnica w odniesieniu do poprzedniego sezonu. Dziesiątki wrzutek zamieniono na swojską ,,lagę''. Jak do tej pory jedyną rzeczą broniącą Holendra jest jego pozycja w lidze. Tak żałosna gra, z tak wyśmienitym składem po prostu nie przystoi.

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)