Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Sytuacja win-win, czyli dlaczego na transferze Radovicia mogą skorzystać wszyscy

Sytuacja win-win, czyli dlaczego na transferze Radovicia mogą skorzystać wszyscy

Piłka nożna | 21 lutego 2015 08:30 | Przemysław Drewniak
Miroslav Radović zarobi w Chinach pięć razy więcej niż w Legii
fot. x-news/T-Mobile Ekstraklasa
Miroslav Radović zarobi w Chinach pięć razy więcej niż w Legii

Miroslav Radović podzielił piłkarską Polskę. Po tym, jak Serb ogłosił, że wylatuje do Chin podpisać kontrakt z drugoligowym Hebei China Fortune, kibice, dziennikarze i eksperci podzielili się na dwa obozy: niektórzy rozumieją decyzję pomocnika Legii, inni zaś krytykują go za porzucenie marzeń o grze w Lidze Mistrzów i wykazywanie większej lojalności w stosunku do pieniędzy niż stołecznego klubu. Moim zdaniem w tej sytuacji negatywnie oceniać można tylko… postawę Chińczyków, którzy wielkimi pieniędzmi niszczą i tak już popsuty piłkarski rynek finansowy. Jestem przekonany, że w końcowym rozrachunku transfer zadowoli zarówno samego Radovicia, jak i Legię.


Chciałbym żyć w świecie, w którym lojalność i przywiązanie do barw klubowych stanowią dla piłkarzy wartość nadrzędną, ale te czasy minęły bezpowrotnie już kilkadziesiąt lat temu. Gdyby lider Legii odrzucił propozycję z Chin, jego status przy Łazienkowskiej wzrósłby do rozmiarów legendy. Piłkarz, który w XXI wieku woli zarabiać pięć razy mniej by być lojalnym wobec klubu? Takie zachowanie byłoby godne zastrzeżenia numeru i postawienia pomnika obok posągu Kazimierza Deyny. Radović wybrał inną drogę, ale nikt nie ma prawa go za to krytykować. Może i jest to wariant mniej romantyczny, ale gdybyście mogli zaoferować swojej rodzinie pięć razy większe zarobki i pięć razy bezpieczniejszą przyszłość, to czy wyższe idee by Was obchodziły?


W świecie, w którym wszyscy kierują się własnym dobrem i jak największymi korzyściami materialnymi odrzucenie 12 milionów złotych za dwa lata gry byłoby wręcz frajerstwem. Radović ma 31 lat i pod względem sportowym nie zrobi już żadnych postępów. Szansę na zaistnienie w wielkiej piłce zaprzepaścił odrzucając przed trzema laty ofertę AS Monaco. Dlatego też w jego przypadku chęć wyciśnięcia z pozostałej części kariery jak największych dochodów jest zrozumiała. I wcale nie kończy historii Radovicia w Legii. Serb wróci do Warszawy i ma jeszcze wystarczająco dużo czasu, by zrobić to w roli piłkarza. Jego marzenie o występach w Lidze Mistrzów z czarną elką na piersi wciąż może być aktualne.


No dobrze, a co z Legią? Czy Bogusław Leśnodorski i Dariusz Mioduski dla dobra drużyny nie powinni zablokować transferu? Po pierwsze, byłoby to nienajlepsze rozwiązanie pod względem wizerunkowym. Klub, który zabrania swojemu piłkarzowi skorzystania z intratnej oferty, nigdy nie będzie w pełni dobrze postrzegany przez ewentualnych kandydatów na wzmocnienia. Po drugie, czy Radović jest rzeczywiście aż tak wartościowy, by lekką ręką zaniechać możliwość zainkasowania dwóch milionów euro? W Legii wciąż są przecież Orlando Sa i Ondrej Duda, a zimą dołączył do drużyny Michał Masłowski, który w pierwszych meczach pokazał, że może być dla mistrzów Polski dużym wzmocnieniem. Nie ma wątpliwości, że bez Radovicia Legia jest w stanie sięgnąć po mistrzostwo Polski. A jak pokazał czwartkowy mecz w Amsterdamie, ma szansę wyeliminować również Ajax.


Schody mogą się zacząć wówczas, gdy Legia będzie przystępować do walki o Ligę Mistrzów. To nastąpi jednak najwcześniej za pół roku, a to wystarczająco dużo czasu, by zadbać o zastępstwo dla Serba. Dwa miliony euro to pieniądze, za które można pozyskać piłkarza młodszego i lepszego od Radovicia. Legia to już w tej chwili zbyt silny klub, by sprzedaż jednego zawodnika mocno zachwiała jej piłkarskim potencjałem.


Reasumując – Radović przez dwa lata gry w Chinach zarobi pięć razy więcej niż w Warszawie, Legia wzbogaci się o pieniądze, którymi może znacząco wzmocnić skład, a w 2017 roku Serb może wrócić na Łazienkowską, by niczym Didier Drogba w Chelsea jeszcze raz wspomóc swój klub i ugruntować swoją pozycję w jego historii. Sytuacja win-win, wszyscy zadowoleni. I na co tu psioczyć?


PRZEMYSŁAW DREWNIAK
Twitter: @przemekdrewniak

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)