Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna W łęczniańskiej piwnicy tańcowali górnicy...

W łęczniańskiej piwnicy tańcowali górnicy...

Piłka nożna | 21 lutego 2015 17:39 | Sebastian Ibron
Zdobywca jedynej bramki w tym meczu.
fot. x-news
Zdobywca jedynej bramki w tym meczu.

Piłka nie zawsze jest sprawiedliwa, lecz tym razem sprawiedliwości stało się zadość. Górnik Zabrze, po mękach, wygrał w Łęcznej 1:0.


Przez 76 minut zanosiło się na… no na nic się nie zanosiło. Chwilę przed bramką Kosznika zamierzałem tekst rozpocząć od słów, że podchodząc do opisu takiego spotkania chciałoby się być Andrzejem Kałwą i móc napisać: „zero do zera. Mecz się odbył”.


Wojciech Jagoda słusznie – notabene, na przekór napiszę, Panu Jagodzie dość regularnie przytrafiają się trafne spostrzeżenie – zauważył, że gdyby jakaś ekipa techniczna wjechała na boisko i zdemontowała bramki, piłkarze nie spostrzegliby tego. Jasne, przesadzone stwierdzenie, lecz prawdą jest, że zawodnicy nieszczególnie sprawiali wrażenie zaaferowanych zdobywaniem bramek.


A jak słaby był ten mecz? Jeśli stwierdzimy, że Górnik Zabrze był przeciętny, bo, nie oszukujmy się, fajerwerków żadnych ze strony przyjezdnych nie uświadczyliśmy, a Górnik Łęczna nawet w połowie nie dostosował się do gry rywali, to mamy w ten sposób zobrazowany poziom spotkania.


Jeśli ktoś miał wygrać, to musieli być to zabrzanie. Łęcznianom brakowało argumentów, brakowało Fiodora Cernycha. A mimo tego, że w napadzie grał Razulis (who?), gospodarze grali piłki na dobieg, do których siłą rzeczy nie miał prawa zdążyć. Bo niby jak napastnik mający siedemnaście metrów wzrostu ma być szybszy od stoperów Górnika Zabrze? Później wprawdzie wszedł jeszcze Hasani, jednak jego obecność nie miała żadnego wpływu na przebieg spotkania.


Warto może napisać o dwóch nowych podopiecznych Jurija Szatałowa, Josu i Tańczyku. Oczywiście – treści nie można oceniać po tak krótkim okresie, jednak forma wydaje się być bardzo znośna. Są to zawodnicy, którzy mogą jakiś czas zabawić w naszej Ekstraklasie, bo widać, że znikąd się nie wzięli i wiedzą, co w trawie piszczy. W tym meczu jednak niewiele mieli do powiedzenia, choć widać było, że próbowali. A że z prób niewiele wynikło, to inna strona tego medalu.


Jeden do zera. A właściwie zero do jednego. Ten wynik oznacza, że Łęczna przestała być niepokonana na własnym stadionie. Zabrze wskakuje na szóstą lokatę, a Łęczna znalazła się właśnie w zasięgu punktowym Ruchu Chorzów. Przy najgorszym obrocie spraw, zgraja Szatałowa już po tej kolejce może być przedostatnią drużyną ligi.


SEBASTIAN IBRON
TWITTER: @sebastianibron

Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)