Szukaj:

Sportowe artykuły, felietony, reportaże, wywiady i wiele więcej...

Sport4fans.pl Piłka nożna Niespodziewany pokaz siły w Londynie. Monaco dało prztyczka w nos Wengerowi

Niespodziewany pokaz siły w Londynie. Monaco dało prztyczka w nos Wengerowi

Piłka nożna | 25 lutego 2015 23:10 | Przemysław Drewniak
Drugim golem Dymitar Berbatow uciszył kibiców na Emirates Stadium
fot. Champions League Facebook Official
Drugim golem Dymitar Berbatow uciszył kibiców na Emirates Stadium

W ostatnich czterech latach Arsenal kończył swój udział w Lidze Mistrzów na etapie 1/8 finału. Przyczyny? Wśród nich piłkarze i szkoleniowiec Kanonierów stawiali na pierwszym miejscu brak szczęścia w losowaniach, które kojarzyły ich z Barceloną, Milanem i dwukrotnie Bayernem. Jak zatem wytłumaczą sensacyjną porażkę z AS Monaco? Drużyna z księstwa przyjechała do Londynu jak po swoje, a wygrana 3-1 sprawia, że jedną nogą jest już w ćwierćfinale.


Scenariusz tego meczu, przynajmniej w początkowej fazie, był łatwy do przewidzenia. Arsenal szybko przejął inicjatywę, miał momentami miażdżącą przewagę w posiadaniu piłki, a goście skoncentrowali się na obronie. Dyscyplina taktyczna podopiecznych Leonardo Jardima okazała się jednak lepsza, niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Zawodnicy Monaco znakomicie czytali zamiary swoich rywali, odcinali od gry ofensywnych zawodników, pozostawiając Arsenalowi bardzo mało miejsca na rozgrywanie piłki w ataku pozycyjnym.


Przed przerwą gospodarze byli przy piłce przez 60 procent czasu gry, ale… nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę Monaco. Podopieczni Arsene’a Wengera grali bez pasji, bez rytmu i bez pomysłu. Wymieniali podania zbyt wolno, a gdy już przyspieszali, to brakowało im dokładności w wykańczaniu sytuacji.


Monaco zagrało za to perfekcyjny, wymarzony mecz wyjazdowy. Długo niemal bezbłędnie się broniło, a z przodu przejawiało zabójczą skuteczność. Już pierwszy groźny strzał gości w wykonaniu Geoffrey’a Kondogbii zakończył się golem. Nieco szczęśliwym, bo piłka uderzona z dystansu odbiła się od Pera Mertesackera i zmyliła Davida Ospinę. Niemiec był zresztą negatywną postacią w każdej z akcji bramkowych Monaco. Choć drugą połowę Arsenal zaczął z większym zapałem, to właśnie błąd doświadczonego stopera sprawił, że goście otrzymali znakomitą szansę na kontratak. Mertesacker niepotrzebnie wyszedł do środka pola, pozostawił mnóstwo przestrzeni Anthony’emu Martialowi, a ten wyłożył piłkę Dymitarowi Berbatowowi, który podwyższył prowadzenie. Tym samym były napastnik Tottenhamu „odwdzięczył” się kibicom Kanonierów za gwizdy i buczenie słyszane pod jego adresem przy każdym dotknięciu piłki.


Arsenal od lat zawodzi w Lidze Mistrzów, ale postawa drużyny Wengera w meczu z Monaco była wręcz zatrważająca. Kanonierzy mieli mało jakości w ofensywie, grali dramatycznie w obronie i zdecydowanie przegrali walkę o środek pola, gdzie zaskakująco dobrze radzili sobie Joao Moutinho, Fabinho czy wspomniany Kondogbia. Ktoś powie, że gospodarzom brakowało szczęścia, bo w drugiej połowie stuprocentowe sytuacje marnowali chociażby Olivier Giroud czy Danny Welbeck, który mając przed sobą pustą bramkę trafił w plecy… Theo Walcotta. W futbolu nie ma jednak przypadku. Brak skuteczności to nie tylko efekt niesprzyjającej fortuny, a potencjalne powody możemy mnożyć: zlekceważenie rywala, niedostateczna koncentracja… Trudno jednoznacznie wyjaśnić niemoc Arsenalu.


Kanonierzy wprawdzie wykorzystali moment zapomnienia rywali i wyrównali po pięknym strzale z dystansu Alexa Oxlade’a Chamberlaina. Nadzieje na odrobienie strat wróciły, ale co z tego, skoro kolejna strata, kontra Monaco, dramat w obronie (Mertesacker truchtający za wchodzącym w pole karne Ferreirą-Carrasco) i po pięknej akcji rezerwowych zrobiło się 3-1.


Mesut Oezil, Alexis Sanchez, Danny Welbeck, Olivier Giroud czy Santi Cazorla – ci piłkarze mieli w środowy wieczór błyszczeć, a byli zaskakująco bezradni, niewidoczni, momentami beznadziejni. Swoją siłę pokazali za to goście, którzy wygrali zasłużenie. Byli mocni na tyle, że gdy złapali luz, to w drugiej połowie przy stanie 2:0 potrafili przez kilka minut utrzymywać się przy piłce na połowie Arsenalu. Leonardo Jardim poukładał swój zespół znakomicie i jest o krok od wprowadzenia Monaco do ćwierćfinału. Wenger wyeliminowany z Champions League przez drużynę, z której wypłynął na szerokie wody? To dopiero historia!


Kategoria: Piłka nożna
Komentarze (0)